15 maja 1863 roku, tuż przed świtem, Płock jeszcze spał. Mgła nad Wisłą wisiała nisko, a w zaułkach starego miasta słychać było tylko kroki warty. Nagle z bramy więzienia wyjechał wózek. Na nim – młody mężczyzna w czamarce, blady, ale spokojny. Wokół eskorta rosyjskich żołnierzy. Gdy wózek skręcił w ulicę Więzienną, z okien kamienic zaczęły spadać pierwsze bukiety. Róże, fiołki, konwalie. Cała droga do rogatek płońskich tonęła w kwiatach. Płocczanki nie bały się carskich bagnetów. Rzucały je w milczeniu, jakby chciały choć na chwilę osłonić skazańca przed kulami.
To był Zygmunt Padlewski – naczelnik wojskowy województwa płockiego, generał powstania styczniowego, człowiek, który o włos nie postawił w Płocku sztandaru Rządu Narodowego. W 2026 roku, gdy mija 163. rocznica jego śmierci, wracamy na te same ulice.
Ostatnie dni wolności
Kwiecień 1863 roku był dla Padlewskiego miesiącem gorączkowych przygotowań. Po rozpuszczeniu oddziału w Gorzeniu wrócił do Warszawy, złożył dymisję, ale przyjaciel Stefan Bobrowski odpisał mu krótko: „Lepiej zginąć na posterunku, niż go opuścić". Naczelnik posłuchał. Wrócił w rejon Drozdowa, Mysłakowa i Bielska.
Miał nowy plan: w zachodniej części województwa gromadzić broń i ludzi, we wschodniej – przecinać linię kolejową Warszawa–Petersburg. Gdy nadeszła wiadomość, że jeden z oddziałów ochotników ma przekroczyć granicę w Małych Radzikach, Padlewski postanowił ruszyć mu na spotkanie.
21 kwietnia 1863 roku wyjechał z Mysłakowa dwiema bryczkami. Kilka kilometrów na południe od Rypina, w pobliżu Borzymina, zatrzymał ich patrol kozacki. Próbowano przekupić żołnierzy. Nie udało się. Rewizja ujawniła tajną korespondencję, pieczęcie, instrukcje. Rozpoznali go natychmiast.
Droga do celi
Z Borzymina przewieziono go do Lipna, stamtąd prosto do Płocka. Osadzono w osobnej celi starego więzienia przy ulicy Sienkiewicza. Cela była ciasna, wilgotna, z małym okienkiem. Straż początkowo trzymali inwalidzi – w większości Polacy. To dawało nadzieję.
Padlewski pisał listy do ciotki Klementyny Potockiej. W jednym z nich, przesłanym potajemnie, prosił o mianowanie energicznego następcy. Nie wiedział jeszcze, że wyrok jest już bliski.
Plan ucieczki, który o mało się udał
W mieście wrzało. Kobiety na ulicach głośno mówiły: „Dlaczego nie ratujemy Padlewskiego?" Z Warszawy przyjechał Józef Narzymski. Wspólnie z księdzem Janem Piotrowskim ułożyli plan – wachmistrz straży miał dostarczyć mundur rosyjskiego żołnierza, za rogatkami czekały konie z Brochocina.
Rzecz była realna. Ale miasto gadało za dużo. Rosjanie zmienili straż. Zamiast inwalidów postawili liniowców z pułku muromskiego. Plan spalił na panewce.
Ostatnia noc
13 maja Rząd Narodowy odrzucił carski ukaz o amnestii. 15 maja o drugiej w nocy do celi weszli oficerowie. Zawiadomili skazańca: o świcie rozstrzelanie.
Padlewski napisał krótki list do ciotki. Pieniądze kazał przekazać wierzycielom i ubogim. Matce próbował dodać otuchy: „Nie płacz, mamo. Zginąłem za Polskę". W nocy spowiadał się.
Świt na rogatce
O świcie wózek wyjechał z więzienia. Ulica Więzienna (dziś Sienkiewicza), Misjonarska, Płońska – ta sama, która dziś nosi imię Padlewskiego. Z okien sypały się kwiaty. Jak wspominał rosyjski oficer Ponomariew: „Polki rzucały z okien bukiety tak, że cała droga zasłana była różami i fiołkami".
Na placu egzekucji za rogatką płońską stała już świeżo wykopana mogiła. Padlewski podszedł do słupa. Sam włożył białą płócienną koszulę. Poprosił, by nie zawiązywano mu oczu. Spojrzał prosto w lufy karabinów. Rozkaz. Salwa. Kule trafiły w nogi. Podoficer strzałem z pistoletu dokończył egzekucję. Ciało zasypano ziemią na miejscu.
Znaczenie historyczne
Śmierć Zygmunta Padlewskiego była ciosem dla powstania w województwie płockim, ale nie złamała go. Po 22 kwietnia stoczono tu jeszcze ponad 70 bitew i potyczek. Dekrety uwłaszczeniowe, które Padlewski wprowadzał w życie, zmieniły na zawsze stosunki społeczne na mazowieckiej wsi.
Dla Płocka jego egzekucja stała się mitem założycielskim pamięci niepodległościowej. Ulica nosząca jego imię, tablice, coroczne marsze pamięci, krzyż na miejscu kaźni – wszystko to pokazuje, że miasto nie zapomniało. W 163. rocznicę śmierci Padlewski przypomina nam, że wolność nigdy nie przychodzi łatwo.