Jesienią 1956 roku, gdy Płock powoli podnosił się z powojennych gruzów, a nad Wisłą czuć było jeszcze zapach odbudowy, na ulice miasta i sąsiedniego Radziwia wkroczyła grupa naukowców. Nie byli to archeolodzy szukający piastowskich grodów ani historycy wertujący stare pergaminy. Uzbrojeni w antropometryczne przyrządy, notatniki i aparaty fotograficzne, mierzyli głowy, twarze, nosy i wzrost zwykłych płocczan i radziwian. Ich celem było uchwycenie tego, co najbardziej ulotne – żywego dziedzictwa biologicznego mieszkańców regionu.
Badania, zainicjowane przez Komisję Badań nad Powstaniem i Rozwojem Płocka oraz Towarzystwo Naukowe Płockie, prowadził wybitny antropolog prof. Ireneusz Michalski z Uniwersytetu Łódzkiego. Gdy przedwczesna śmierć w 1965 roku przerwała jego pracę, kontynuował ją Mieczysław Becker. Efekt? Szczegółowa analiza 697 osób – mężczyzn, kobiet, mieszkańców ścisłego centrum i radziwskich przedmieść. Wyniki opublikowane w 1966 roku w „Notatkach Płockich” odsłoniły obraz ludności, która nie była jednolita. Wręcz przeciwnie – kryła w sobie bogactwo typów antropologicznych, od typowo środkowoeuropejskich po te rzadsze, egzotyczne ślady dawnych migracji.
Kiedy nauka spotyka się z ulicą
Wyobraźcie sobie jesień 1956 roku. Płock wciąż nosi ślady wojny – odbudowane kamienice na Tumskiej, fabryki pracujące pełną parą po małej industrializacji. Ludzie wracają do normalności: robotnicy z zakładów, nauczyciele z Małachowianki, gospodynie z Radziwia. I nagle – ekipa z Łodzi. Pomagają im miejscowi, a mieszkańcy, z typową mazowiecką gościnnością i ciekawością, godzą się na pomiary. „Głębokie zrozumienie wszystkich jednostek władzy terenowej, a przede wszystkim badanych mieszkańców” – tak później napisze Becker. To nie była zimna statystyka. To był żywy kontakt nauki z ludźmi, którzy codziennie chodzili tymi samymi ulicami co my dziś.
Badania objęły 332 osoby z Płocka i 365 z Radziwia. Każdy zmierzony w dwóch normach – en face i en profil – z dokładną dokumentacją fotograficzną. Materiał był bogaty, choć nie pozbawiony drobnych mankamentów, jak niedokładność pomiaru wysokości głowy spowodowana brakiem odpowiedniego instrumentu. Mimo to metoda – indywidualizująca, morfologiczno-porównawcza, wprowadzona przez Michalskiego – pozwoliła na precyzyjne określenie typów.
Dominujący portret: subnordyczny Mazowszanin
Najliczniejszy okazał się typ subnordyczny AL – aż 35,7% badanych. Co to oznacza w praktyce? Średni lub nieco powyżej średniego wzrost, często krępa, mocna budowa ciała, krótka głowa (brachycefaliczna), twarz średnio szeroka, nos wąski do średniego, jasne oczy i włosy. To typ, który idealnie wpasowuje się w obraz „typowej” polskiej ludności środkowej i północnej Polski. W Płocku i Radziwiu dominował zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.
Na drugim miejscu typ północno-zachodni AE (17,4%) – bardziej smukły, z dłuższą głową, często jaśniejszą pigmentacją. Dalej pseudoalpejski YH (9%), alpejski HL (6,6%) i czuchoński AQ (6,2%). Rzadziej spotykano typy dynarskie AH czy te o śladach orientalnych czy berberyjskich – ale były, co dodawało kolorytu całej mozaice.
Becker podkreślał zróżnicowanie: obok „standardowych” typów środkowoeuropejskich pojawiali się „egzotyczni niejako mieszkańcy odmiany białej z żółtą” oraz pochodne ras berberyjskiej i orientalnej. To nie były suche liczby. To były twarze sąsiadów, kolegów z pracy, znajomych z rynku.
Miasto kontra przedmieście: dwa światy w jednym regionie
Tu zaczyna się najciekawsza część historii. Płock i Radziwie, choć leżały tuż obok siebie, różniły się antropologicznie. Seria płocka miała charakter bardziej „miejski”: przewaga typów alpejskiego HL i dynarskiego AH. Radziwie – bardziej „staropolskie”, z silniejszym akcentem pseudoalpejskiego YH (10,1%). Becker tłumaczył to wpływem ludności napływającej do miasta, ale też głębszymi procesami urbanizacji.
W Radziwiu częściej spotykano typy czuchońskie – archaiczne, charakterystyczne dla wschodniej Polski. Pojawiły się też rzadkie warianty: amorycki AK, euromongolski AM, uzuński YZ czy pseudolitoralny HQ – nieobecne w ścisłym Płocku. Radziwie było jakby „mniej miejskie”, bliższe dawnym mazowieckim korzeniom, choć i tu widać było infiltrację typów miejskich.
Porównanie z wcześniejszymi badaniami Michalskiego na poborowych z powiatu płockiego potwierdziło te różnice. Ludność miejska była bogatsza w elementy armenoidalne (pseudoalpejskie YH i alpejskie HL), podczas gdy wieś – w nordyczne i laponoidalne. Proces urbanizacji, trwający od czasów piastowskich grodów, odciskał piętno na wyglądzie mieszkańców.
Tysiąc lat na jednej skarpie
Płock to nie tylko rafineria i Orlen, które ruszyły pełną parą dopiero w latach 60. To miasto z historią sięgającą X wieku – gród na wysokiej nadwiślańskiej skarpie, stolica Mazowsza za Bolesława Krzywoustego, miejsce koronacji i pochówku władców. Przez wieki ściągało ludność z różnych stron: od Piastów, przez kolonizację niemiecką, handel wiślany, po zaborowe migracje i powojenne przesiedlenia.
Badania Beckera pokazały, jak to dziedzictwo zapisane jest w genach i wyglądzie. Skład rasowy całego terenu: dominacja elementu nordycznego „a” (37,7%), potem laponoidalnego „l” (23,9%), armenoidalnego „h” (12,1%) i śródziemnomorskiego „e” (11,8%). Mężczyźni z Płocka i Radziwia byli do siebie bliżsi niż kobiety z tych samych miejsc – dowód na silne wymieszanie w codziennym życiu.
Ciekawostką jest retrospekcja: brakowało wtedy materiałów kostnych z wykopalisk, ale Becker marzył o porównaniu z dawnymi czaszkami. Dziś, w erze DNA, moglibyśmy pójść dalej, ale wtedy liczyły się pomiary na żywo – na twarzach ludzi, którzy pamiętali jeszcze wojnę.
Ciekawostki, które ożywiają statystykę
W materiale znaleziono typy rzadkie dla Polski: berberyjskie, orientalne, euromongolskie. Becker podkreślał, że dysponował lepszym materiałem niż Michalski w 1949 roku – stąd więcej szczegółowych klasyfikacji. Porównanie pokazało, że w mieście rośnie udział elementów „miejskich” – krępej budowy, ciemniejszej pigmentacji. To efekt selekcji bio-psychicznej przy migracjach do rozwijającego się ośrodka.
W 1956 roku Płock miał około 33 tys. mieszkańców – wracał do przedwojennej liczby. Radziwie, z elewatorami i młynami, było bardziej wiejskie, ale już czuło oddech industrializacji. Za kilka lat ruszy Kombinat Petrochemiczny, ściągając tysiące nowych ludzi – i zmieniając jeszcze bardziej mozaikę antropologiczną.
Znaczenie dla nas – dziedzictwo zapisane w twarzach
Te badania sprzed 70 lat nie są tylko ciekawostką z archiwum. Pokazują ciągłość historii Płocka: od piastowskich grodów, przez średniowieczne mieszanie się ludności, po powojenną odbudowę i wielką industrializację. Miasto nigdy nie było jednorodne – zawsze było tyglem. Dziś, gdy spacerujemy Tumską czy nadwiślańskimi bulwarami, mijamy twarze, w których odbija się ta sama mozaika: jasnowłosi potomkowie subnordów, krępi alpejczycy, smukli północno-zachodni.
Dla mieszkańców Mazowsza to przypomnienie, że jesteśmy częścią większej opowieści – nie tylko o wojnach i królach, ale o zwykłych ludziach, ich wyglądzie, sile i dziedzictwie. Badania Michalskiego i Beckera stały się mostem między nauką a codziennością. Pokazały, że antropologia nie jest abstrakcją – to lustro, w którym widzimy siebie i swoich przodków.
W 2026 roku, gdy obchodzimy okrągłe rocznice powojennego rozwoju Płocka, warto wrócić do tych twarzy sprzed 70 lat. Bo one nie zniknęły. Żyją w nas – w kształcie nosa, kolorze oczu, postawie. To nasz najstarszy, najtrwalszy zabytek – ludzki.