Miasto na progu buntu

Początek lat sześćdziesiątych XIX wieku. Płock, prowincjonalne miasto nad Wisłą, pulsował patriotycznym napięciem. Rosyjski zaborca czuwał, ale pod powierzchnią codzienności – mszy w katedrze, targów na rynku, spacerów po bulwarach – dojrzewała konspiracja. Nabożeństwa zamieniały się w manifestacje, a rosyjskie represje tylko podsycały ogień. W mieście zawiązała się tajna organizacja powstańcza. Na jej czele stanęli dwaj mężczyźni, których losy miały się spleść z tragiczną nocą: Naczelnik Wojskowy Województwa Płockiego Kazimierz Błaszczyński, pseudonim „Bończa”, i Naczelnik Cywilny Wojciech Zegrzda.

W planach „czerwonych” Płock miał odegrać kluczową rolę. Miasto miało zostać zajęte przez siły powstańcze, a następnie ujawnić się tu Rząd Narodowy. Wszystko zmieniło ogłoszenie „branki” – przymusowego poboru do armii carskiej. Płocka młodzież, podobnie jak tysiące innych w zaborze, uciekła do lasów. Komitet Centralny „czerwonych” podjął decyzję: powstanie musi wybuchnąć. Zygmunt Padlewski, członek Komitetu, rozkazał skierować na Płock oddział „warszawskich dzieci” – poborowych ukrywających się w Puszczy Kampinoskiej – pod dowództwem majora Aleksandra Rogalińskiego.

Droga „warszawskich dzieci” – starcie pod Ciołkowem

Rankiem 22 stycznia 1863 roku oddział Rogalińskiego starł się z Rosjanami pod Ciołkowem. Dowódca rosyjski, płk Koźlaninow, mając rozkaz łapania dezerterów bez rozlewu krwi, kazał żołnierzom nie nabijać karabinów. Polacy rozbili wroga, Koźlaninow zginął. Ale sukces był gorzki – ciężką ranę odniósł sam Rogaliński. Morale spadło. Oddział „dzieci warszawskich” nie dotarł do Płocka; po drodze rozbił go inny rosyjski oddział kapitana Stefanowa. Nie dotarł też Padlewski – brakowało mu środków transportu z odległej o 20 kilometrów Góry.

W Płocku tymczasem alarm. Starcie pod Ciołkowem postawiło na nogi rosyjski garnizon. Zaskoczenie, kluczowy atut powstańców, przepadło. Mimo to Błaszczyński i Zegrzda nie zrezygnowali. Około czterystu powstańców – w większości młodych, uzbrojonych w co kto miał – ruszyło do ataku.

Nocny szturm – krew na bruku Rynku Kanonicznego

Była głęboka noc z 22 na 23 stycznia. Mróz ścinał oddech, Wisła cicho szumiała za murami. Oddziały powstańców podkradły się do Rynku Kanonicznego. Celem był odwach – rosyjska wartownia. Atak miał być błyskawiczny: zaskoczyć straż, opanować koszary przy Rogatkach Warszawskich i magazyny przy „Czarnym Dworze”.

Pierwsze strzały rozdarły ciszę. Powstańcy runęli do szturmu. Ale załoga odwachu nie dała się zaskoczyć. Rosjanie odpowiedzieli ogniem. W chaosie ktoś odpalił rakiety sygnalizacyjne – oślepiający blask i świst spowodowały panikę wśród atakujących. Ludzie cofali się, tratując się nawzajem. Nie udało się zdobyć ani koszar, ani magazynów. Walka trwała krótko, ale krwawo. Na bruku Rynku Kanonicznego została krew.

Z nastaniem świtu Rosjanie przeszli do kontrakcji. Aresztowano kilkadziesiąt osób. Po śladach krwi dotarli do domu kanonika Rajchla przy Rynku Kanonicznym 8 – dzisiejszej siedzibie Towarzystwa Naukowego Płockiego. Tam ukrywał się ranny Wojciech Zegrzda. Nie dał się wziąć żywcem. Strzałem z rewolweru popełnił samobójstwo. Kazimierz Błaszczyński, załamany klęską, opuścił Płock i wyjechał do Prus. Nowym Naczelnikiem Wojskowym Województwa Płockiego został Zygmunt Padlewski.

Zygmunt Padlewski – od nadziei do szubienicy

Padlewski przybył później. Z 1200-osobowym oddziałem walczył na Kurpiach, potem w rejonie Sierpca. Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień. W marcu 1863 roku, osaczony nad jeziorem Szczutowskim w Gorzeniu, rozpuścił swój oddział. Krytykowany przez Rząd Narodowy, wrócił na teren województwa płockiego z nowym planem: formować małe oddziały, nękać wroga i czekać na interwencję mocarstw zachodnich.

21 kwietnia wyjechał z Rypina na spotkanie ze swoimi ludźmi. Pod Borzyminem patrol kozacki zatrzymał cztery bryczki. Padlewski i sztab próbowali przekupić dowódcę patrolu – bez skutku. Aresztowano ich i odstawiono do Lipna. Tam rozpoznano naczelnika. Przewieziono do więzienia w Płocku. Plany uwolnienia czy wymiany nie powiodły się. Padlewski odmówił współpracy z Rosjanami.

Sąd wojenny skazał go na śmierć. W pożegnalnym liście do rodziny pisał w nocy 15 maja 1863 roku: „Dnia 15 maja 1863 r., Płock, godz. 2 i pół w nocy. W tej chwili dowiaduję się, że dziś mam dokończyć ten żywot ziemski. Strasznie poważna to chwila… Powiedz najdroższym, najmilszym Rodzicom moim, żem ich kochał z całej siły uczuć moich i że z nimi umieram.”

O świcie, o godzinie 5.00 rano, za Rogatkami Płońskimi padły strzały plutonu egzekucyjnego. Tego samego dnia jego ojciec Władysław Padlewski dostał się do niewoli po bitwie nad Buhajem na Ukrainie i również został skazany na śmierć. Ironia losu dopełniła tragedii.

Bohaterowie nocy i ich losy

Kazimierz Błaszczyński „Bończa” – odważny, ale po klęsce załamany – zniknął z Płocka. Wojciech Zegrzda – cywilny naczelnik – wybrał śmierć, by nie zdradzić. Młodzi powstańcy, w większości anonimowi, zostali aresztowani, zesłani lub straceni. Ich krew na Rynku Kanonicznym stała się symbolem. Później, w II Rzeczypospolitej, ulica w Płocku otrzymała imię Zygmunta Padlewskiego, koszary także. Miejsce egzekucji upamiętniono obeliskiem. Co roku, w rocznicę wybuchu powstania i śmierci naczelnika, przypominano jego postać.

Ciekawostki i kontekst epoki

Atak na Płock był częścią szerszego planu „czerwonych” – radykalnego skrzydła powstańczego. Płock miał być bazą, z której Rząd Narodowy ogłosi wolność. Zamiast tego stał się sceną porażki, która jednak nie złamała ducha. Wcześniej, w 1831 roku, miasto gościło ostatni Sejm wolnej Polski. Teraz, w 1863, znów zapisało się krwią w walce o niepodległość.

Rosyjski garnizon w Płocku był czujny po alarmie z Ciołkowa. Rakiety, które spowodowały panikę, to typowy element carskiej taktyki nocnej. Dom kanonika Rajchla, gdzie ukrywał się Zegrzda, stoi do dziś – teraz siedziba TNP, miejsce pamięci. Egzekucja Padlewskiego odbyła się za Rogatkami Płońskimi, w miejscu, gdzie później stanął obelisk.

Wystawa „Na Ojczyzny zawołanie…” w Książnicy Płockiej w 2008 roku pokazała oryginalne dokumenty: list Padlewskiego, kwity pożyczki narodowej, portrety powstańców. Te przedmioty – pas powstańca, kajdany zesłańców – oddają ciężar tamtych dni.

Znaczenie dla Płocka i Polski

Tragiczny szturm na odwach nie przyniósł militarnego sukcesu, ale stał się częścią legendy powstania styczniowego. Pokazał determinację płockiej młodzieży i lojalność mieszkańców wobec idei niepodległości. Dla miasta nad Wisłą był kolejnym dowodem, że Płock nigdy nie był tylko spokojną prowincją – był miejscem, gdzie Polacy walczyli o wolność, nawet gdy szanse były znikome.

W szerszej perspektywie historii Polski noc 22/23 stycznia 1863 roku to jeden z epizodów, który uświadomił, jak trudna jest walka zbrojna pod zaborami. Klęska nie zakończyła zrywu – powstanie trwało jeszcze miesiące. Pamięć o Padlewskim, Zegrzdzie i „Bończy” kultywowano w II Rzeczypospolitej i po 1918 roku. W 2026 roku, 163 lata później, wracamy do tej historii, by przypomnieć, że nawet porażka może stać się źródłem siły narodowej.

Płock zapłacił krwią za wolność. Krew na Rynku Kanonicznym nie wyschła w pamięci pokoleń. To ona, wraz z obeliskiem i nazwami ulic, przypomina: Ojczyzna wzywa – i płocczanie zawsze odpowiadali.