W 1237 roku Konrad Mazowiecki, panujący nad Mazowszem od niemal czterdziestu lat, spoglądał na swoje władztwo z perspektywy, której późniejsi kronikarze nie chcieli mu przyznać. Nad Wisłą, w Płocku, biskup Piotr I wystawiał dokument lokacyjny na jego prośbę. Na północy krzyżacy, których sprowadził do ziemi chełmińskiej, zakładali Elbląg. Na wschodzie, w Babinie, nadawał Drohiczyn Braciom Dobrzyńskim. Był to rok jego apogeum – moment, gdy jednocześnie wzmacniał stolicę, posuwał się na pruskim pograniczu i wiązał z Mazowszem ziemię podlaską. A jednak to właśnie tego księcia kolejne pokolenia Polaków wychowywały w przekonaniu, że gdyby w 1226 roku nie zaprosił zakonu krzyżackiego, dzieje kraju potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Mit powstał później, gdy straty terytorialne na północy i zachodzie wydawały się trwałe i nieodwracalne. Historiografia szukała kozłów ofiarnych wśród książąt XIII wieku. Znaleziono ich w dwójce: Konradzie, który sprowadził krzyżaków dla misji chrystianizacji Prusów, i Bolesławie Rogatce, który ćwierć wieku później zastawił połowę ziemi lubuskiej. Konradowi przypisywano najgorsze możliwe zamiary i decyzje. Tymczasem w 1237 roku działał w realiach swojej epoki, kontynuując politykę przodków i osiągając konkretne sukcesy, których świadkiem nie był jeszcze żaden z późniejszych rozbiorów.

Książę na pograniczu

Konrad urodził się około 1187 lub 1188 roku jako młodszy syn Kazimierza Sprawiedliwego. Po śmierci ojca, razem z bratem Leszkiem Białym, wychodził spod regencji. Leszek zasiadał na tronie krakowskim, Konrad objął Mazowsze i Kujawy. Razem kontrolowali większą część kraju. Północne pogranicze było jednak nieustannie zagrożone najazdami Prusów. Wojewoda Krystyn bronił dzielnicy, ale po jego oślepieniu i śmierci klęski spadły na Mazowsze. Konrad szukał narzędzi. Najpierw Bracia Dobrzyńscy, osadzeni w Dobrzyniu, potem – po rozmowach z wielkim mistrzem Hermannem von Salzą – zakon krzyżowy, któremu nadał ziemię chełmińską.

W 1237 roku ta polityka wydawała się przynosić owoce. Krzyżacy, wspierani przez Konrada, przebijali się przez ziemię pruską aż po morze i zakładali Elbląg. Dla księcia było to wciąż w ramach współpracy: zakon działał z jego mandatu, kontynuując starą piastowską politykę wobec Prusów, o które Polska zabiegała od czasów Bolesława Chrobrego. Nie można go winić za to, co stało się później – za przeniewierstwo zakonu, który stworzył własne państwo nad Bałtykiem i odepchnął Polskę od morza. Winić trzeba raczej niedołężnych władców jagiellońskich, którzy nie wykorzystali okazji w XV i XVI wieku, by zlikwidować to państwo do szczętu, gdy już było wiadomo, jakim stało się przeciwnikiem.

Konrad nie przeczuwał katastrofy. Odszedł ze świata w 1247 roku, w pełni chwały swoich osiągnięć, nie będąc świadkiem, jak jego dzieło pruskie zakończy się zdradą. Podobnie jak jego rówieśnik, cesarz Fryderyk II, który zdominował europejską scenę tego półwiecza i nie przeczuwał, że na nim kończy się stare cesarstwo, a jego ród zostanie wytępiony. Obaj byli postaciami nieprzeciętnymi, z wielkimi ambicjami i osiągnięciami, obaj borykali się z oporem niechętnych im sił.

Rok szczytu

W 1237 roku Konrad jednocześnie działał na trzech frontach. Lokacja Płocka, wyprzedzająca Wrocław, Poznań i Kraków, czyniła ze stolicy ośrodek z prawami miejskimi, sołtysem, wolnościami handlowymi. Po najazdach miasto potrzebowało odbudowy, a dokument biskupa Piotra dawał mieszczanom konkretne powody, by inwestować. Na północy wsparcie dla Elbląga dawało zakonowi dostęp do morza, ale dla Konrada było to posunięcie w ramach lojalnej współpracy. Na wschodzie nadanie Drohiczyna Braciom Dobrzyńskim – po tym, jak część z nich połączyła się z krzyżakami, a on sprzeciwił się przejęciu ziemi dobrzyńskiej – wiązało Podlasie z Mazowszem. Osadnictwo postępowało dolinami rzek aż pod puszczę, a zakon miał dać wojskową osłonę przed Jaćwingami.

To był moment, gdy Konrad osiągał największe sukcesy w polityce pruskiej i podlaskiej. Płock stawał się faktycznym centrum, gdy Kraków był sporny. Synowie – Bolesław, Ziemowit, Ziemomysł – zgadzali się na te decyzje. Książę, który zdominował polską scenę pierwszej połowy XIII wieku, budował władztwo, które miało trwać niezależnie od wyników walk o tron senioralny. Lokacja Płocka była tej eksponowanej pozycji najlepszym dowodem.

Mit kozła ofiarnego

Gdy w wiekach późniejszych straty na północy i zachodzie wydawały się nieodwracalne, historiografia lubowała się w poszukiwaniu winnych. Konrad stał się symbolem błędu, który miał zmienić bieg dziejów. Przypisywano mu najgorsze zamiary, ignorując, że działał w realiach XIII wieku, gdy zakony rycerskie były narzędziem chrystianizacji i obrony pogranicza, a Polska Piastów systematycznie zabiegała o ziemię pruską. Podobnie Bolesław Rogatka został obciążony za zastaw ziemi lubuskiej, choć brandenburska ekspansja zaczęła się już wcześniej, po założeniu Berlina w tym samym 1237 roku.

Staszic pisał później o „straszydle” brandenburskim, które ma wielką głowę i ciało usiłujące rozrosnąć się w kierunku polskim. Zygmunt Wojciechowski dowodził, że Polska i Brandenburgia-Prusy musiały się zmagać na śmierć i życie o to samo terytorium. Herman Rauschning, z perspektywy pruskiej, potwierdzał, że idee państwowe obu stron rościły pretensje do tych samych obszarów. Konflikt nie zaczął się od jednej decyzji Konrada. Zaczął się od równoległych wydarzeń 1237 roku – Berlina na zachodzie, Elbląga i połączenia zakonów na północy, tatarskiego podboju Rusi na wschodzie – które zwiastowały presję z trzech stron.

Konrad nie mógł przewidzieć, że w 1525 roku, gdy państwo zakonne się zsekularyzowało, Zygmunt Stary nie włączy go do Polski, lecz pozostawi jako lenno Hohenzollernom. Nie mógł wiedzieć, że Prusy Książęce połączą się z Brandenburgią i doprowadzą do rozbiorów. W 1237 roku te procesy były jeszcze w zarodku.

Ciekawostki i kontekst

Konrad bywał brutalny w polityce wewnętrznej. Porwał Henryka Brodatego, uwięził bratową i bratanka, w 1239 roku kazał zamęczyć kanclerza Jana Czaplę, za co został wyklęty, a klątwę zdjęto po pokucie i przywilejach dla Kościoła. Jego żona Agafia, księżniczka ruska, wykazywała podobny temperament. Te czyny budowały obraz gwałtownego władcy, który łatwo było obciążyć winą za wszystko.

A jednak w 1237 roku jego działania były spójne: wzmocnić centrum (Płock), zabezpieczyć północ (Elbląg), poszerzyć wschód (Drohiczyn). Fundował klasztory, lokował miasta, dbał o osadnictwo. Zostawił Mazowsze w granicach, które w dużej mierze przetrwały. Pochowano go w katedrze płockiej, wśród Piastów.

Po 1945 roku, gdy Polska wróciła nad Odrę, Bałtyk i do ziemi pruskiej, a formalna likwidacja państwa pruskiego w 1947 roku dopełniła postanowień poczdamskich, pora na odmítologizowanie. Książęta piastowscy nie zasłużyli na demonizowanie. W szczególności założyciel miasta Płocka zasłużył na poczesne miejsce w polskiej pamięci narodowej.

Znaczenie historyczne

Mit Konrada jako winnego wszystkiego upraszczał skomplikowaną historię. W 1237 roku książę osiągał szczyt, działając w kontekście epoki, w której zakony rycerskie były standardowym narzędziem, a pogranicza wymagały aktywnej polityki. Lokacja Płocka dała miastu trwałe podstawy, które przetrwały wieki. Polityka wobec Prusów i Podlasia kontynuowała dążenia przodków i zostawiła fundamenty, na których później budowano.

Dla Płocka Konrad pozostaje księciem, który w pamiętnym roku 1237 uczynił miasto pierwszym wśród stolic Piastów z prawami miejskimi. Dla Polski – władcą, którego decyzje trzeba oceniać w realiach XIII wieku, a nie przez pryzmat rozbiorów i strat, których nie mógł przewidzieć. Gdy spoglądamy na panoramę Polski i jej otoczenia w tym roku, widać człowieka, który budował, a nie niszczył, i który zasłużył, by pamięć o nim nie ograniczała się do jednego zaproszenia.