Styczeń 1863 roku. Gdy carska branka wzywała młodych do wojska, chłopi Mazowsza Płockiego chwycili za kosy, widły i drągi. W lasach Brwilna, Proboszczewic i Gozdowa formowały się oddziały powstańcze. Na ich czele stanął Zygmunt Padlewski – człowiek, który chciał uczynić Płock siedzibą rządu narodowego. To była ludowa, krwawa epopeja, która na zawsze zapisała się w pamięci ziemi płockiej. Dziś, gdy mijają 163 lata od tamtych wydarzeń, warto wrócić do tamtych mroźnych nocy, gdy zwykli wieśniacy z okolic Płocka stawili czoło imperium.

Droga do wybuchu – wrzenie 1861–1862

Przez całe lata 1861 i 1862 na Mazowszu Płockim wrzało. Chłopi odmawiali odrabiania pańszczyzny, opuszczali majątki, podburzali służbę dworską i niszczyli lasy. W majątkach Józefa Niszczyckiego w Białej i Maszewie oraz w dobrach Bromirskiego w Bromierzyku, Staroźrebach i Przedborzu chłopi zbuntowali całą służbę podwórzową i pokojową, pozostawiając właścicieli samym sobie. Nie uciekali się do gwałtów, ale ich bierny opór był potężny. Od połowy maja do końca czerwca 1861 roku ludność Ziemi Płockiej po prostu nie wychodziła do pracy. Jesienią powtórzył się ten sam scenariusz.

W miastach i miasteczkach rosła fala rewolucyjna. Nauczyciele, nieliczna ale bojowa inteligencja postępowa i młodzież podsycali nastroje. Rocznice narodowe przeradzały się w masowe manifestacje. 25 lutego 1861 roku przed Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie (dzisiejsze Prezydium Rady Ministrów) zebrała się wielka demonstracja młodzieży uniwersyteckiej, biedoty i chłopów przybyłych z Mazowsza. Domagali się radykalnej reformy rolnej – zniesienia pańszczyzny i nadania ziemi na własność.

Carat, przerażony wrzeniem, powołał na naczelnika rządu cywilnego Królestwa margrabiego Wielopolskiego – przedstawiciela magnaterii. Ale chłopi nie chcieli połowicznych rozwiązań. Domagali się całkowitego uwłaszczenia. W ich obronie stanęła organizacja „Czerwonych”. To oni stworzyli sytuację rewolucyjną, dzięki której ruch narodowo-wyzwoleńczy mógł liczyć na poparcie mas chłopskich, komorników i biedoty wiejskiej.

Styczeń 1863 – branka przyspiesza wybuch

Branka do wojska zarządzona przez Wielopolskiego – w Warszawie w nocy z 14 na 15 stycznia, a w Płocku i innych miastach 25 stycznia – stała się iskrą. Naczelnikiem powstania na Mazowszu mianowano Zygmunta Padlewskiego. Miał opanować Płock i uczynić go siedzibą rządu narodowego. Z ramienia Komitetu Centralnego przybył do Płocka komisarz Edward Rolski. Stanowiska obsadzono szybko: naczelnikiem województwa został Ujazdowski, naczelnikiem wojennym Tomaszewski (pseudonimy „Bończa” i „Błaszczyński”), a naczelnikiem miasta Wojciech Zegrza.

Młodzież z Płocka, okolicznych dworów i liczni młodzi chłopi ruszyli do lasów Brwilna, Siecienia, Brudzenia, Proboszczewic, Gozdowa, Woźnik. Czekali na dowódców i broń. Atmosfera w mieście była napięta do granic. Ludzie szeptali po zakątkach, przekazywali tajne wiadomości, a w powietrzu czuć było zapach prochu i nadziei.

Nieudany szturm na Płock i pierwsze walki

Plan opanowania Płocka w nocy z 22 na 23 stycznia nie powiódł się. Przewidziane siły nie nadeszły, a te, które się zjawiły, były słabo uzbrojone i niezdyscyplinowane. Mimo to Padlewski nie zrezygnował. Dzięki pomocy chłopów uzbrojonych w kosy, widły i drągi zdobył na krótko niektóre miasta Mazowsza. Małe grupy powstańców trzymały się w lasach Gozdowa, Boguszyc, Białut, Lelic i Goleszyna, sprawiając sporo kłopotów wojskom carskim maszerującym z Lipna różnymi drogami – przez Gozdowo, Kowalewo, Lelice, Bonisław i Proboszczewice w kierunku Bielska.

Najbardziej ruchliwy był chłopski oddział z Przybyszewa Kolonii i okolicznych wiosek. Drugi, pod dowództwem Gadomskiego, działał w okolicy Gory. Chłopi walczyli z determinacją, choć broń mieli prymitywną. W bitwach pod Proboszczewicami, Gozdowem i Kobylnikami wiele wsi zostało spalonych – wieś Sule koło Gozdowa zniknęła z powierzchni ziemi. To były walki partyzanckie, pełne poświęcenia i tragizmu.

Bohaterowie i realia mazowieckiego powstania

Zygmunt Padlewski nie był płocczaninem, ale stał się symbolem dla całego regionu. Pojmany pod Radzikami, uwięziony najpierw w Lipnie, potem w Płocku, skazany na śmierć przez rozstrzelanie. Mimo to społeczeństwo płockie uczciło go pomnikiem, a Rada Narodowa zmieniła nazwę dawnej ulicy Płońskiej na jego imię. Obok niego walczyli zwykli chłopi – anonimowi bohaterowie z kosami na ramieniu, którzy porzucili pługi dla wolności.

Magnateria, zwłaszcza z Ziemi Zawkrzańskiej, nie zawsze wspierała Padlewskiego. Wielu uważało go za rewolucjonistę dążącego do przewrócenia całego porządku. To osłabiło powstanie, ale nie złamało ducha ludu. Chłopi z Mazowsza Płockiego zadali wojskom carskim duże straty, mimo słabego uzbrojenia. Ich odwaga i poświęcenie były nie mniejsze niż w wielkich bitwach regularnej armii.

W tle toczyła się szersza walka. Powstanie listopadowe zakończyło się tragicznym aktem właśnie na ziemi płockiej – w ratuszu płockim odbyło się ostatnie posiedzenie Sejmu w 1831 roku. Tradycja oporu była tu żywa. W 1863 roku chłopi poczuli się silniejsi, bo wiedzieli, że stoją za nimi „Czerwoni” i cała organizacja polityczna.

Ciekawostki i kontekst epoki

Powstanie styczniowe na Mazowszu Płockim miało silny charakter chłopski. W przeciwieństwie do innych regionów, gdzie dominowała szlachta, tu lud wiejski stanowił trzon sił. Las Brwilna, Proboszczewice, Gozdowo – te miejsca stały się schronieniem dla kosynierów. Zimą 1863 roku mrozy ścinały rzeki, śnieg pokrywał moreny i ozy, a w chatach płonęły tajemne ognie zebrań.

Carat odpowiedział terrorem. Wojska rosyjskie paliły wsie, rozstrzeliwały schwytanych. Mimo to oddziały chłopskie długo trzymały się w terenie. Po klęsce armia polska pod dowództwem Rybińskiego wycofała się przez Sierpc i Rypin do Prus, gdzie została internowana. Wielu powstańców trafiło do twierdzy Grudziądz, a potem na emigrację.

W Płocku powstały oddziały partyzanckie już wcześniej, a po 1863 roku pamięć o Padlewskim stała się inspiracją dla kolejnych pokoleń. Pomnik i ulica jego imienia to nie tylko hołd – to znak, że miasto pamięta swoich bohaterów.

Znaczenie historyczne dla Płocka, Mazowsza i Polski

Powstanie styczniowe na Mazowszu Płockim pokazało siłę jedności chłopów i inteligencji w walce z zaborcą. Chłopi, którzy jeszcze niedawno buntowali się przeciw pańszczyźnie, teraz walczyli o wolność narodową i społeczną. Ich udział nadał powstaniu ludowy charakter, który przetrwał w pamięci pokoleń.

Dla Płocka rok 1863 to symbol oporu – od ostatniej sesji Sejmu w 1831 po stracenie Padlewskiego. Miasto, leżące na strategicznym skrzyżowaniu szlaków, znowu stało się centrum walki. Wpłynęło to na rozwój ruchu ludowego w późniejszych latach, na świadomość narodową i społeczną mieszkańców Mazowsza.

W 2026 roku, 163 lata po tamtych wydarzeniach, pamięć o kosynierach z Proboszczewic i Gozdowa przypomina, że wolność nie przychodzi sama. Wymaga poświęcenia zwykłych ludzi – tych, którzy zostawiali pługi i szli w las z kosą na ramieniu. Ich walka jest częścią wielkiej historii Polski, ale przede wszystkim historią Mazowsza Płockiego – ziemi, która nigdy nie godziła się z niewolą.

Spacerując dziś po płockich wzgórzach czy lasach wokół Gozdowa, czujemy ich obecność. Grodziska i moreny, które kiedyś chroniły Masława, w 1863 roku dały schronienie nowym powstańcom. Historia zatoczyła koło. A my, potomkowie tamtych kosynierów, mamy obowiązek pamiętać – bo tylko pamięć pozwala iść naprzód z podniesioną głową.