Lato 1963 roku. Nad Brzeźnicą unosi się jeszcze lekki zapach chmielu, choć browar Szyferów dawno zamilkł. W folwarku Ciechomice robotnicy przetaczają ostatnie beczki, a w oddali słychać stukot maszyn w zakładzie, który wkrótce stanie się częścią socjalistycznej gospodarki. Dwa miejsca, dwa browary – zaledwie kilka kilometrów od siebie – przez prawie sto lat poiły piwem całe Mazowsze. Jeden zakończył żywot w ruinach porośniętych bluszczem, drugi zniknął pod halami fabryki Dr. Oetkera. Ich historia to opowieść o niemieckich emigrantach, polskich przemysłowcach, zaborowych realiach i powojennych przemianach.
Dzisiaj, gdy spacerujemy jarami Brzeźnicy lub osiedlem Ciechomice w Płocku, mało kto pamięta, że tu warzono piwo, które smakowało jak żaden inny trunek w guberni płockiej. Ruiny leżakowni w Parowej i ukryte piwnice pod Dr. Oetkerem to ostatnie ślady imperium, które kształtowało codzienne życie płocczan – od rzemieślników nad Wisłą po urzędników carskich.
Parowa nad Brzeźnicą – marzenie badenskiego piwowara
W 1866 roku Krzysztof Schiefer, emigrant z Lauffen nad Neckarem w Badenii, kupił 50-hektarową posiadłość w Parowej. Jar rzeki Brzeźnicy przypominał mu rodzinne winnice – strome zbocza, zielone stoki, czysta woda. Tu, administracyjnie w Maszewie, ale tuż przy Płocku, zbudował dom i uruchomił browar. Niestety, cieszył się nim tylko rok. Zmarł w 1867 roku w Maszewie, pozostawiając zakład synowi Piotrowi.
Rodzina szybko się spolszczyła. Szyferowie (jak zaczęto ich nazywać) stali się częścią lokalnej społeczności. Piotr, a później wnuk Artur, rozwinęli produkcję. Na początku XX wieku browar wytwarzał setki tysięcy wiader piwa rocznie: Lagrowe Superior, Dubeltowe, Maszewskie, Blado-Marcowe i słynny Porter Maszewski. Piwo jechało furmankami do Płocka – do gospod na Starym Rynku, sklepów przy Wiśle, wesel w okolicznych wsiach. W guberni płockiej był to jeden z największych dostawców.
Robotnicy pracowali w rytmie pór roku. Zimą słodzono jęczmień w słodowni, wiosną warzono w kotłach, latem rozwożono. Największą dumą zakładu były ogromne leżakownie wykute w zboczu jaru – dwukondygnacyjne piwnice, w których piwo dojrzewało miesiącami. To one przetrwały do dziś jako imponujące ruiny, przyciągające urbeksów i miłośników historii. Bobry budują tu tamy, zaskrońce wiją się wśród cegieł, a stare wózki sklepowe leżą porzucone wśród bluszczu.
Ciechomice – folwarczny browar Dautera i Keilichów
Kilka kilometrów dalej, w folwarku Ciechomice, historia potoczyła się inaczej. Browar założył w 1872 roku Bernhard Dauter. Nie był to wielki przemysłowy kombinat, lecz typowy folwarczny zakład – piwo warzono obok produkcji zbóż i mleka. W 1899 roku produkcja sięgała 44 tysięcy wiader rocznie, czyli ponad pół miliona litrów. Piwo bawarskie, pilzneńskie i dubeltowe trafiało do składów w Płocku, Kutnie, Gostyninie, Gąbinie, Łowiczu i Żychlinie.
Po śmierci Bernharda interes przejął syn Henryk. W 1910 roku zatrudniano już 19 robotników, kapitał zakładowy wynosił 85 tysięcy rubli, a roczny obrót przekraczał 110 tysięcy. Składy w Płocku działały pełną parą. Sekretem smaku była miejscowa woda – krystaliczna, mineralna, o idealnych proporcjach. Mieszkańcy do dziś powtarzają legendę: to dzięki niej ciechomickie piwo wyróżniało się na półkach guberni.
Po I wojnie światowej folwark kupił Gustaw Keilich – łódzki potentat piwowarski. W 1919 roku jego syn Artur formalnie przejął majątek. Keilichowie unowocześnili zakład: nowe maszyny, studnie, komin, leżakownie. Produkowano nie tylko piwo, ale też ocet i ser. Browar przetrwał II wojnę, choć pod niemiecką nazwą. Po 1945 roku upaństwowiono go jako Państwowy Browar „Ciechomice”. Jeszcze w 1948 roku warzono tu piwo, słód i wody gazowane. Telefon miał numer Łąck 10 – prosty, mazowiecki.
Dwa browary, jeden smak Mazowsza
Oba zakłady dzieliło zaledwie kilka kilometrów, ale dzieliły je losy. Szyferowie w Parowej budowali imperium od zera – niemiecki emigrant stworzył coś, co stało się dumą regionu. Dauter i Keilichowie w Ciechomicach rozwijali folwarczny interes w realiach zaboru i międzywojnia. Piwo z obu trafiało na te same stoły w Płocku. W gospodach nad Wisłą pili je rzemieślnicy, kupcy i robotnicy. W czasach carskich – nawet urzędnicy, choć wszystko pod okiem zaborowej biurokracji.
Życie codzienne w obu browarach wyglądało podobnie. Poranna mgła nad polami lub rzeką. Pachnąca słodownia, dudniące kotły warzelni, robotnicy w sabotach przetaczający beczki. Kobiety z okolicznych wsi pomagały przy etykietach. Wieczorem furmanki ruszały do miasta. Browary dawały pracę dziesiątkom rodzin z Ciechomic, Parowej, Maszewa, Gór i Łącka. Były nie tylko przedsiębiorstwami – były częścią lokalnej tożsamości.
Koniec epoki – ruiny i nowa rzeczywistość
Po II wojnie losy rozeszły się. Browar Szyferów znacjonalizowano w ramach reformy rolnej. W latach 60.–80. w budynkach działała Spółdzielnia Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego „Płock”. Dziś zostały tylko ruiny leżakowni w jarze Brzeźnicy – miejsce, gdzie natura powoli odzyskuje teren. W Ciechomicach browar zamknięto w 1970 roku. Część budynków rozebrano. Spłonęła słodownia, zawalił się komin. Ale ogromne dwukondygnacyjne piwnice przetrwały – podobno do dziś kryją się pod halami fabryki Dr. Oetkera, która stanęła na miejscu dawnego folwarku.
W 1962–1963 roku jeden z mieszkańców uwiecznił piękną panoramę ciechomickiego browaru. Na zdjęciu widać słodownię i komin – dziś nie ma po nich śladu. Historia zatoczyła koło: od folwarcznego browaru do nowoczesnego zakładu produkującego dekoracje do ciast i desery. Piwo ustąpiło miejsca proszkom do pieczenia, ale piwnice przypominają o dawnych czasach.
Ciekawostki z mazowieckich piwnic
Mało kto dziś wie, że Porter Maszewski z Parowej eksportowano nawet za granicę. Albo że Keilichowie w Ciechomicach produkowali nie tylko piwo, ale też ocet. W latach 60. w Ciechomicach doszło do pożaru słodowni – tragedia, która przyspieszyła upadek. W Parowej urbeksi opowiadają o zatopionych lochach i lodowniach, choć większość to już tylko ceglane mury porośnięte bluszczem.
Oba browary działały w czasach, gdy Mazowsze miało kilkanaście podobnych zakładów. Płock był piwnym centrum guberni. Dziś zostało po nich wspomnienie – i ulica Browarna na osiedlu Ciechomice, oraz jar Brzeźnicy, gdzie można zejść stromymi schodami i dotknąć cegieł dawnego imperium Szyferów.
Znaczenie dla Płocka i Mazowsza
Te dwa browary nigdy nie były największe w Polsce, ale były najbliższe Płockowi. Dostarczały piwo, które piło się na Starym Rynku, w warsztatach nad Wisłą, na wiejskich weselach. W czasach zaboru dawały Mazowszu odrobinę gospodarczej niezależności. W II Rzeczypospolitej symbolizowały polski przemysł, choć założone przez niemieckich emigrantów, którzy pokochali ten kraj. Po wojnie stały się częścią socjalistycznej gospodarki – lokalnej, mazowieckiej, ale skazanej na stopniowy upadek.
Ich historia pokazuje, jak zmieniał się polski przemysł spożywczy: od małych folwarcznych zakładów po wielki koncern. Ruiny w Parowej i piwnice pod Dr. Oetkerem to żywe lekcje. Przypominają, że Płock i okolice miały własną piwną tradycję – nie tak sławną jak Żywiec czy Tyskie, ale bliską, swojską, zapomnianą.
Dziś, gdy mijamy ul. Parową lub osiedle Ciechomice, warto zatrzymać się na chwilę. Posłuchać szumu Brzeźnicy albo spojrzeć na nowoczesne hale fabryki. W tle słychać echo beczek przetaczanych po brukowanym podwórku i furmanek jadących do Płocka. Piwo z ruin Parowy i Ciechomic nie zniknęło. Żyje w opowieściach starych płocczan, w kolekcjonerskich etykietach „Maszewskie” i „Ciechomice”, w dumie, że nasze Mazowsze miało własne, wyjątkowe browary. Browary, które warzyły nie tylko piwo – warzyły historię.