7 kwietnia 1793 roku do Płocka weszły wojska pruskie. Drugi rozbiór był już faktem. Sejm czteroletni i Konstytucja 3 maja zostały przerwane konfederacją targowicką, a potem nożem, który odciął Rzeczypospolitej Wielkopolskę, Kujawy, ziemię dobrzyńską i większą część województwa płockiego oraz rawskiego. W monarchii Hohenzollernów istniały już Prusy Zachodnie i Wschodnie. Dla zagarniętego pasa od Działdowa przez Wyszogród po Pilicę wymyślono nazwę nową i chłodną: Prusy Południowe.
Organizował je Otto Karl Friedrich von Voss. Nadprezydentem został Juliusz Ernest Buggenhagen. Cel powiedziano wprost. Administracja ogólna, skarbowa, sądowa i miejska miała ściśle zespolić zabrane ziemie z państwem Wilhelma II. Płock, który od 1495 roku nosił herb z literą „P” i wysyłał posłów na Sejm, przestawał być stolicą polskiego województwa. Stawał się punktem na mapie prowincji, którą dopiero miano urządzić.
W 2026 roku od wejścia Prusaków mija dwieście trzydzieści trzy lata. Gmach, który dla tej administracji wzniesiono przy dzisiejszej Kolegialnej 15, stoi nadal. Przeszedł przez departament, gubernię, powiat i województwo. Nazywają go Kamerą Pruską albo Kolegienhausem. To najtrwalszy ślad tych trzynastu lat, gdy Płock był stolicą obcego państwa na polskiej ziemi.
Dwie kamery, potem trzecia
7 kwietnia 1793 roku, w dniu zajęcia miasta, utworzono dwie kamery dla Prus Południowych. Kamera wojenno-ekonomiczna, Kriegs- und Domänenkammer, łączyła administrację ogólną ze skarbem. Jedną umieszczono najpierw w Łęczycy, potem w Piotrkowie. Do tej kamery należało początkowo także dawne województwo płockie. Departament piotrkowski pocięto na dwadzieścia siedem powiatów. Powiat płocki liczył sto pięćdziesiąt dwie miejscowości.
Obszar okazał się za duży. Powołano więc trzecią kamerę i osadzono ją w Płocku. Zasięgiem objęła województwo płockie, inowrocławskie, część brzeskiego i rawskiego oraz ziemię dobrzyńską. Dyrektorem został urzędnik pruski Karol Knobloch. To pod jego okiem Płock przestawiał się z rytmu sejmiku i starostwa grodowego na rytm raportów, taryf i korespondencji pisanej po niemiecku.
W 1795 roku zlikwidowano departament łęczycki, czyli piotrkowski. Jego północną część włączono do departamentu płockiego. Doszła też ziemia gostynińska z Kutnem. Mapa jeszcze nie stwardniała. Historycy do dziś zaznaczają, że podział Prus Południowych z lat 1793–1795 nie został w pełni rozjaśniony. Dla mieszkańców liczyło się coś prostszego. Urząd, do którego jechali, raz był w Piotrkowie, raz w Płocku. Język urzędu nie był ich językiem.
Październik 1795 roku przyniósł trzeci rozbiór. Prusy dostały nowe nabytki na prawym brzegu Wisły i Bugu. Granice Prus Południowych przesunięto. Powstała nowa prowincja: Prusy Nowowschodnie, Neuostpreussen. W jej skład weszło terytorium zaboru z 1793 roku na prawym brzegu Wisły, z Płockiem, oraz ziemie świeżo zajęte nad Wisłą i Bugiem. W założeniach władz chciano odciąć ten teren od ognisk polskiego życia kulturalnego i uczynić zeń zaplecze gospodarcze Prus Wschodnich.
Płock, który przez trzy stulecia patrzył ku Krakowu, Warszawie i własnemu sejmikowi w Raciążu, miał odtąd patrzeć ku Królewcowi.
Departament, landrat i steuerrat
Prusy Nowowschodnie podzielono na dwa departamenty: białostocki i płocki. Płocki rozpadł się na sześć powiatów: płocki, lipnowski, przasnyski, pułtuski, ostrołęcki i wyszogrodzki. Na czele powiatu stał landrat. Prusacy często mianowali na ten urząd szlachtę polską. Landratem płockim został niejaki Paczkowski. Miał administrować i patronować wyborom sołtysów oraz ławników we wsiach. Miast landratowi nie podlegały. Te szły wprost pod kamerę.
Kilka sąsiednich miast tworzyło inspekcję podatkową. Na jej czele stał steuerrat. W Płocku mieściła się też siedziba rejencji. Do jej kompetencji należało sądownictwo oraz nadzór nad szkolnictwem katolickim i wychowaniem młodzieży. Rejencja płocka ciągnęła się szeroko: okręg płocki, bielski, wyszogrodzki, sierpecki, szreński, gostyniński, sochaczewski, a także rypiński, dobrzyński, lipnowski, radziejowski, brzeski, kowalski, orłowski i łęczycki. Piętnaście okręgów. Z tej listy widać, jak daleko sięgała „stolica”, którą Płock dostał od zaborcy.
Był to awans osobliwy. Miasto odzyskiwało funkcję ośrodka wielkiego obszaru, ale odzyskiwało ją w mundurze obcego państwa. Szlachcic Paczkowski mógł być landratem, o ile służył systemie, który zniósł sejmik. Mieszczanin płacił podatek steuerratowi, nie magistratowi Rzeczypospolitej. Ksiądz uczył pod okiem rejencji, która nadzorowała katolicką szkołę tak, jak nadzoruje się instytucję podbitą.
W 1797 roku na terenie departamentu zaczęli osiadać pierwsi koloniści niemieccy. Najwięcej kolonii powstało w okolicach Płocka. Wieś Maszewo dostała nazwę Schröttersdorf, od ministra von Schröttera, który pchał kolonizację znad Niemna i z głębi Rzeszy. Wokół miasta wyrosło kilkanaście, potem około dwudziestu osad. W departamencie liczono tysiące rodzin ewangelickich. W samym Płocku około 1800 roku mieszkało setki rodzin niemieckich.
Liczby z 1802 roku, zapisane w opisach miasta, są do dziś wstrząsające. Na nieco ponad trzy tysiące siedemset mieszkańców protestanci stanowili grupę porównywalną z katolikami i Żydami razem, a według części spisów nawet większą. Płock, miasto katedry i biskupstwa, w ciągu dekady zaboru zmienił skład tak gwałtownie, jakby ktoś podstawił pod Tum inną ludność. Część przybyszów odeszła po 1806 roku, gdy weszli Francuzi. Zostały jednak kolonie, cmentarz ewangelicki założony w 1804 roku i świadomość, że stolica kamery miała być także stolicą żywiołu, którego tu przed rozbiorem prawie nie było.
Dom kolegium przy nowej ulicy
Dla potrzeb płockiej kamery wzniesiono w 1802 roku budynek Kolegienhaus. Projekt przypisuje się Davidowi Gilly’emu, jednemu z najważniejszych architektów klasycyzmu w państwie pruskim. Budowa ciągnęła się przez kilka sezonów, do 1806 roku. Gmach stanął surowy, kolumnadowy, obcy wąskim kamienicom Starego Miasta. Nie udawał polskiego dworu. Miał wyglądać jak urząd Berlina, tylko bliżej Wisły.
W tym samym czasie Prusacy kazali wytyczać miasto na nowo. Mury, które dusiły rozrost, zaczęto burzyć od 1803 roku. Ulicę Szeroką przedłużono. Przedłużenie nazwano Kolegialną, od kolegium urzędników, które tu posadzono. Za gmachami miała powstać dzielnica dla pruskiej biurokracji, na południowy wschód od Starego Miasta. Płock dostawał nie tylko kamerę. Dostawał nową oś, wzdłuż której miało płynąć życie prowincji.
Kolegienhaus nie był ozdobą. Był maszyną. Tu schodziły się raporty landratów. Tu liczono podatki miast, które omijały starostę i szły do steuerrata. Tu rejencja patrzyła na szkoły. Tu Knobloch i jego następcy tłumaczyli Berlinowi, ile zboża, ile rekruta, ile spokoju można wycisnąć z departamentu. Dla płocczan ten gmach stał się adresem władzy na pokolenia. Gdy Prusacy odeszli, budynek został. Wziął go prefekt Księstwa, potem komisja wojewódzka Królestwa, potem rząd gubernialny. W 1844 roku dobudowano skrzydła zwieńczone tympanonami. W XX wieku urzędowało tu województwo. Dziś jest delegatura Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego.
Mało które miasto w Polsce ma tak dosłowny pomnik zaboru, który jednocześnie jest pomnikiem własnej stołeczności. Prusacy zbudowali Kamerę, żeby rządzić Płockiem. Płock wziął Kamerę, żeby rządzić dalej, już we własnym imieniu, ilekroć dostawał województwo z powrotem.
Trzynaście lat, które przecięły pamięć
Administracja pruska trwała do jesieni 1806 roku. Po Jenie i Auerstedt Hohenzollernowie osunęli się na wschód. Prusacy opuścili ziemie polskie. Wkroczyły wojska napoleońskie. Z urzędów usunięto urzędników pruskich. Władze lokalne podporządkowano dowództwu francuskiemu. W 1807 roku powstało Księstwo Warszawskie, a Płock znów został stolicą departamentu, tym razem polskiego, z prefektem Rajmundem Rembielińskim.
Trzynaście lat zaboru nie było więc wiecznością. Było wystarczająco długie, by zmienić język akt, skład ludności, rysunek ulic i przyzwyczajenie do tego, że stolica może być obca. Sejmik w Raciążu zamilkł. Herb z czarnym orłem i literą „P” zszedł z pieczęci. W 1797 roku na ziemiach zaboru zaczęto wprowadzać Landrecht, pruskie prawo ziemskie. Prawo polskie ocalało w sprawach spadkowych i w nielicznych wyjątkach. Resztę życia publicznego przepisano od nowa.
Dla szlachty Mazowsza Płockiego był to wstrząs innego rodzaju niż dla mieszczan. Jedni, jak Paczkowski, weszli w mundur landrata. Inni stracili sejmik, który był ich polityką. Królewszczyzny i dobra kościelne przechodziły w gestię kamery. Biskup płocki, który w Rzeczypospolitej siadał w senacie, teraz składał przysięgę królowi pruskiemu. Miasto katedry uczyło się, że Tum nie chroni przed rejencją.
Kolonizacja dopełniła obrazu. Nie była tylko ruchem rolników z Wirtembergii, Meklemburgii i Prus Wschodnich na puste włóki. Była programem. Płock miał stać się miastem urzędników i ewangelików, zapleczem Królewca, nie przedłużeniem Warszawy. Gdy w 1806 roku część Niemców wyjechała za ustępującą armią, program okazał się kruchy. Zostały jednak nazwy wsi, cmentarz, zbór i pamięć, że przez chwilę katolicy byli w swoim grodzie mniejszością.
Ciekawostki i kontekst
Słowo „kamera” myli dziś ucho. Nie chodzi o izbę skarbową w wąskim sensie ani o urząd celny, choć gmach bywa też tak opisywany. Chodzi o pruską kamerę wojenną i domenalną: urząd, który łączył wojnę, ziemię i pieniądz. W Płocku ta nazwa przywarła do budynku tak mocno, że dwa wieki później mówi się „Kamera Pruska”, jakby to było imię własne kamienicy.
David Gilly, autor koncepcji, projektował w Berlinie i na prowincji państwo, które chciało wyglądać nowocześnie. Klasycystyczna kolumnada nad Wisłą była tego języka częścią. Nie zdobiono Płocka. Przeszczepiano wzór. Dlatego Kolegienhaus do dziś odstaje od gotyku katedry i od wąskich kamienic rynku. Ma być inny. Jest.
W 1941 roku okupant hitlerowski zmienił nazwę Płocka na Schröttersburg. Wróciło nazwisko ministra, od którego ochrzczono kolonię w Maszewie. To nie była przypadkowa etykieta. To była pamięć pierwszego zaboru, wyciągnięta z akt Neuostpreussen i położona na mieście po raz drugi. Płock znów miał być zapleczem Prus Wschodnich. Historia lubi powtarzać adresy.
Tablica na gmachu przypomina inne wcielenia Kamery: pięćsetlecie województwa płockiego 1495–1995, kwaterę generała Andersa z września 1939. Budynek, postawiony po to, by zabić polskie województwo, nosi pamięć tego województwa na fasadzie. Mało która ironia architektury jest tak szczelna.
W 1979 roku gmach wpisano do rejestru zabytków. Remont z drugiej dekady XXI wieku przywrócił kolumnadzie światło. Delegatura wojewody siedzi w tych samych murach, w których Knobloch układał raporty do Berlina. Petent, który dziś wchodzi na Kolegialną 15, idzie śladem landrata, prefekta, prezesa komisji i gubernatora. Drzwi są te same. Pieczęć na papierze jest inna.
Znaczenie historyczne
Lata 1793–1806 są w dziejach Płocka czymś więcej niż epizodem zaboru. To pierwsza nowożytna lekcja, że miasto może być stolicą i niewolnikiem zarazem. Prusy nie zdegradowały Płocka do powiatu, jak uczyni to Polska w 1919 roku. Przeciwnie: dały mu kamerę, rejencję, departament i gmach. Dały mu rangę, odbierając suwerenność. Awans administracyjny szedł w parze z programem odcięcia od polskiej kultury.
Dla historii Polski Płock w Prusach Nowowschodnich pokazuje, jak Hohenzollernowie chcieli urządzić zabrane centrum Rzeczypospolitej. Nie wystarczyło wojsko. Potrzebna była kamera, landrat z polskiej szlachty, steuerrat nad miastami, rejencja nad szkołą, kolonista na roli i klasycystyczny pałac urzędu, który nauczy oko, kto tu rządzi. Płock był laboratorium tej metody na styku Mazowsza, Kujaw i ziemi dobrzyńskiej.
Dla samego miasta skutki zostały w ulicach i w ludziach. Kolegialna istnieje, bo kamera potrzebowała osi. Dzielnica urzędnicza istnieje, bo Berlin sadzał tu swoich. Cmentarz ewangelicki istnieje, bo w 1804 roku było kogo chować. Gdy w 1807 roku Rembieliński brał departament Księstwa, nie zaczynał od pustego pola. Zaczynał od miasta, które Prusacy już przecięli nową ulicą i nowym składem mieszkańców.
Znaczenie Kolegienhausu wykracza poza zabytkoznawstwo. Ten gmach jest osią płockiej stołeczności od dwóch stuleci. Kto w 1975 roku wracał do Płocka z województwem, wracał między innymi tutaj. Kto w 1919 roku tracił województwo, tracił prawo do tego biurka. Kto w 1795 roku rysował Neuostpreussen, właśnie tu kazał jeść pieczęcie.
Kamera, landrat i Kolegienhaus to więc nie trzy osobne ciekawostki. To jeden mechanizm. Kamera liczyła. Landrat wykonywał. Kolegienhaus dawał temu ściany. Przez trzynaście lat ten mechanizm robił z Płocka stolicę pruskiej prowincji. Potem mechanizm zabrała inna władza, ale ściany zostały. W 2026 roku wciąż stoją przy Kolegialnej i wciąż uczą, że w tym mieście historia administracji nie jest dodatkiem do krajobrazu. Jest krajobrazem.