Sierpień 1939 roku w Płocku pachniał gorącym latem i niepokojem. Na ulicach Tumskiej i Warszawskiej słychać było stukot kopyt i komendy „baczność!”. W koszarach 8 Pułku Artylerii Lekkiej im. Bolesława Krzywoustego wrzało jak w ulu. Żołnierze pakowali jaszcze amunicyjne, podkuwali konie, a rezerwiści zgłaszali się tłumnie na punkty mobilizacyjne. Nikt nie mówił o wojnie głośno, ale każdy czuł, że nadchodzi.

Wieczorem 26 sierpnia 1939 roku kolumna pułku wyruszyła z koszar przy Warszawskiej. Orkiestra salezjańska grała żołnierskie pieśni, a płocczanie stali w bramach domów, żegnając swoich. Ppłk Jan Damasiewicz, dowódca pułku, jechał na czele. Za nim maszerowały dywizjony – armaty 75 mm i haubice 100 mm. Nikt nie wiedział, że to początek drogi, która zaprowadzi ich przez ogień i krew aż do murów Modlina.

Mobilizacja – mrowisko w koszarach

Mobilizacja alarmowa 8 pal rozpoczęła się 24 sierpnia. W koszarach przy Warszawskiej i Padlewskim zrobiło się ciasno. Setki rezerwistów z Płocka i okolic zjeżdżały podwodami z gminnych punktów zbiorczych. Każdy dostawał maskę przeciwgazową ze szkoły ogrodniczej przy Misjonarskiej, a potem meldował się u oficera mobilizacyjnego.

Dowódca pułku ppłk Jan Damasiewicz i jego sztab pracowali bez przerwy. Oficerowie rezerwy – adwokaci, nauczyciele, urzędnicy – w kilka godzin zmieniali się w dowódców baterii. Kpt. Romuald Burski jako adiutant, por. Stefan Kosecki jako oficer zwiadowczy – każdy miał swoją kartę zleceń. Dywizjony formowano oddzielnie: I w koszarach głównych, II w majątku Robakiewicza, III na Stanisławówce w zakładzie salezjańskim dla sierot.

Konie przychodziły nocą. Chłopskie wałachy, nieprzyzwyczajone do zaprzęgów artyleryjskich, stawały dęba. Wozy chłopskie skrzypiały pod ciężarem jaszczy. Żywność? Pierwszego dnia kuchnie polowe nie nadążały – żołnierze jedli własny prowiant, oficerowie chodzili na obiad do hotelu „Angielskiego” przy Tumskiej.

W nocy z 25 na 26 sierpnia pułk był już w pełnym składzie. O świcie 26 sierpnia orkiestra salezjańska odprowadzała kolumnę pieśniami. Płock żegnał swoich kanonierów.

Marsz na front – piaszczyste drogi i pot

Droga wiodła przez Bodzanów, Wyszogród, Kazuń. Nocny marsz forsowny. Drewniany most w Wyszogrodzie uginał się pod działami i jaszczami pełnymi amunicji. Potem już tylko piaszczyste drogi – „bez dna”, jak mówili kanonierzy. Konie parskały, ludzie pocili się w ciężkich mundurach. Odpoczynek we wsiach rejonu Cybulina – reperacja wozów, podkuwanie bosych koni.

Przez Sochocin, Młock, Ościsłowo dotarli w nocy 31 sierpnia do rejonu koncentracji 8 Dywizji Piechoty. Ludzie i konie padali ze zmęczenia. Odparzone nogi, rany od uprzęży, podbite kopyta. A jednak pułk był gotowy.

1 września – pierwsze bomby

Pierwszy dzień wojny. Alarm w rejonie Mławy. Samoloty ze swastyką nad głowami. Cekaemy przeciwlotnicze strzelają, ale bez skutku. Kolumny taborowe zbombardowane pod Ciechanowem – pierwsze ofiary: kanonier Stanisław Gójski zabity, kanonier Nowicki ciężko ranny.

2 września 8 DP przesunięta pod Niedzborz i Leśniewo. 3 września pułk przydzielony do pułków piechoty. Dywizjony wyruszyły w bój.

Krwawe boje – Grudusk, Chrostowo, lasy opinogórskie

Wschodnie skrzydło dywizji – 21 pp płk. Stanisława Sosabowskiego i II dyon 8 pal mjr. Juliana Zubka. Natarcie na Grudusk. Spotkanie z kolumną niemiecką pod Chrostowem Wielkim. Polskie działa grzmiały, piechota szła do przodu. Zdobyto Chrostowo Wielkie, Czernice Borowe, Chojnowo. Ale brak łączności, dywersja na tyłach, pożary wsi.

Nocny odwrót. Oficerowie zbierali rozproszone oddziały. W lasach opinogórskich – bombardowania. St. ogn. Tadeusz Bombała, szef 4 baterii, ciężko ranny. Chor. Zenon Bersz z dwoma działami odpierał ataki czołgów. Tankietki polskie i ogień artylerii otworzyły drogę do lasów.

Tymczasem III dyon mjr. Konstantego Sokołowskiego walczył z 13 pp pod Gruduskiem. Niemieckie bombowce niszczyły wsie. Artyleria wroga pod balonem obserwacyjnym siała ogień zaporowy. Chaos, brak łączności. Odwrót w ciemnościach. Mjr Sokołowski zbierał resztki dyonu, prowadził przez Raciąż, Górę, Bulkowo do Modlina. W Płocku, podczas bombardowania, odnalazł 71 dywizjon i 3 baterię 8 pal.

Droga do Modlina – ostatnia reduta

Marsze nocne przez Młock, Sochocin, Szczytno, Kosewo. 6 września resztki pułku dotarły do Modlina. Tam, w twierdzy, płoccy kanonierzy dołączyli do obrony pierścienia. 71 dal, sformowany w Płocku z 1 baterii por. Mieczysława Łukomskiego, bronił przedmościa „Płock” i mostu na Wiśle.

Pułk, który wyruszył z koszar przy Warszawskiej pełen wiary, przeszedł piekło. Straty ogromne, ale duch niezłamany. W Modlinie walczyli dalej – aż do kapitulacji.

Bohaterowie z krwi i kości

Ppłk Jan Damasiewicz prowadził pułk z zimną krwią. Mjr Julian Zubek, mjr Konstanty Sokołowski – dowódcy dywizjonów zbierający rozproszone oddziały w chaosie. Chor. Zenon Bersz – płocczanin, który dwoma działami zatrzymał czołgi. Por. Mieczysław Łukomski i jego 1 bateria – zalążek 71 dal, który bronił rodzinnego miasta.

Kanonierzy – nauczyciele, urzędnicy, chłopi – walczyli jak lwy. Ich nazwiska: Gójski, Nowicki, Bombała… wracają dziś z kart historii.

Znaczenie płockiego szlaku

Szlak z koszar przy Warszawskiej do Modlina to nie tylko militarna droga. To symbol płockiej ofiarności. Pułk, który w dwudziestoleciu międzywojennym był sercem miasta, w 1939 roku dał świadectwo honoru. Ich walka pod Mławą, Gruduskiem i w Modlinie opóźniła niemieckie natarcie, dała czas Warszawie. Tradycja oręża płockiego przetrwała – od Krzywoustego po wrzesień.

Dziś, spacerując po Płocku, warto przystanąć przy dawnych koszarach. Usłyszeć echo marszu, pieśni i dział. Bo płoccy kanonierzy nie odeszli – zostali w pamięci miasta, które ich zrodziło i pożegnało.