Wieczór 18 marca 1933 roku. Płocki teatr wypełniony po brzegi. Światła gasną, kurtyna idzie w górę. Zza parawanu wychylają się drewniane figurki o przesadzonych rysach twarzy – karykaturalne twarze lokalnych notabli, urzędników, księży i dam z towarzystwa. Publiczność najpierw chichocze nerwowo, potem wybucha śmiechem, a w końcu – falą oburzenia i szeptów. To nie była zwykła szopka bożonarodzeniowa. To była satyra tak celna, że niektóre płockie osobistości poczuły się osobiście dotknięte.

Tak narodziły się Szopki Płockie – najbardziej kontrowersyjne i najżywiej komentowane widowisko międzywojennego Płocka. Za ich powstaniem stał Klub Artystyczny Płocczan, a przede wszystkim jego charyzmatyczny prezes Kazimierz Mayzner – adwokat, literat, karykaturzysta i nieustraszony kronikarz miejscowych przywar. W latach 1933–1937 cztery spektakle wstrząsnęły miastem, dzieląc opinię publiczną, wypełniając kolumny gazet i na zawsze wpisując się w historię płockiej kultury.

Prowincja spragniona własnej satyry

Na początku lat trzydziestych XX wieku Płock był miastem o bogatej historii, ale wciąż odczuwającym ciężar prowincjonalności. Po odzyskaniu niepodległości mieszkańcy tęsknili za prawdziwym życiem kulturalnym. Brakowało regularnych wystaw, koncertów, teatru na światowym poziomie. Inteligencja spotykała się w kawiarniach, ale nie miała swojego ośrodka, który mógłby integrować twórców i publiczność.

Właśnie wtedy, w 1931 roku, grupa artystów i miłośników sztuki założyła Klub Artystyczny Płocczan. Inicjatorem był Kazimierz Mayzner – postać nietuzinkowa. Urodzony w 1883 roku w Warszawie, studiował architekturę, malarstwo i prawo. Do Płocka trafił w 1917 jako prokurator, później otworzył praktykę adwokacką. Angażował się w politykę z ramienia PPS, pełnił funkcję prezesa Rady Miejskiej, pisał do prasy ogólnopolskiej i lokalnej, komponował piosenki i tworzył karykatury. Jego talenty artystyczne znalazły pełny wyraz właśnie w Klubie.

Mayzner nie chciał jedynie „upiększać” prowincji. Chciał ją wstrząsnąć, ożywić, zmusić do spojrzenia w lustro. Początkowo KAP działał jako elitarny kabaret w cukierni Antoniego Szałańskiego przy ulicy Tumskiej. Szybko jednak przekształcił się w pełnoprawną instytucję z sekcjami: plastyczną, muzyczną i literacko-teatralną. Spotkania odbywały się kolejno w Hotelu Angielskim, Resursie Miejskiej, aż w 1933 roku klub zdobył pomieszczenia w gmachu teatru miejskiego. Tam powstała kawiarnia zimowa, sala odczytowa i wystawowa, biblioteka z czytelnią oraz biuro. W tym środowisku zrodził się pomysł na Szopki Płockie – nowoczesną, lokalną wersję tradycyjnej szopki, skierowaną nie przeciwko Herodowi czy diabłom, ale przeciwko nadęciu, hipokryzji i małostkowości płockich elit.

Pierwsza szopka: „Jeszcze jedno Hasło” i wieczór satyry

Premiera pierwszej Szopki Płockiej odbyła się 18 marca 1933 roku podczas Wieczoru Satyry i Humoru przygotowanego przez KAP w teatrze miejskim. Tekst zatytułowany „Jeszcze jedno Hasło” napisał Kazimierz Mayzner, a kukiełki wykonali czołowi malarze klubu – Witold Poray-Kuczewski (wiceprezes KAP) i Adam Nowiński (kierownik sekcji plastycznej). Widowisko w humorystyczny, ale celny sposób ukazywało życie miejscowych elit – ich puste frazesy, biurokratyczne nawyki i towarzyskie układy.

Publiczność była zachwycona. Przynajmniej jej większa część. Ci, którzy poczuli się ośmieszeni, zaczęli narzekać. Prasa podzieliła się na dwa obozy. „Głos Mazowiecki” bronił inicjatywy, starając się zachować obiektywizm. Zupełnie inaczej zachował się „Dziennik Płocki”, który atakował Klub z dużą zajadłością, nazywając go „klubem dansingowym, brydżowym, pokerowym lub bufetowym, ale nigdy artystycznym”. Kontrowersje tylko podsycały zainteresowanie. Szopki stały się tematem numer jeden w płockich salonach i na łamach gazet.

„Strach na wróble” i otwarcie kawiarni klubowej

Drugą szopkę – „Strach na wróble” – wystawiono 3 grudnia 1933 roku przy okazji otwarcia kawiarni KAP-u w teatrze. Znowu Mayzner napisał tekst, a artyści sekcji plastycznej przygotowali nowe kukiełki. Widowisko jeszcze bardziej bezpośrednio punktowało konkretne osoby i zjawiska z życia miasta. Nie wszyscy mieli poczucie humoru. Niektórzy widzowie wychodzili oburzeni, inni domagali się wyjaśnień i przeprosin. Dyskusja przeniosła się na łamy gazet. Dla jednych szopki były odświeżającym powiewem wolności słowa i dowodem, że prowincja potrafi śmiać się z siebie. Dla drugich – chamstwem i brakiem szacunku dla autorytetów.

W tym czasie Klub Artystyczny Płocczan był już monopolistą w dziedzinie kultury w mieście. Skupiał ponad sto osób – malarzy, muzyków, literatów, fotografów. Organizował wystawy, koncerty, odczyty, śród literacko-muzyczne. Szopki były jednak czymś zupełnie innym – żywym, interaktywnym komentarzem do codzienności. Kukiełki Poray-Kuczewskiego i Nowińskiego, wykonane z wielką precyzją, stały się prawdziwymi bohaterami. Ich przesadzone rysy, gesty i kostiumy sprawiały, że widzowie natychmiast rozpoznawali pierwowzory.

Jubileuszowa „Śpij, miasteczko, śpij!” i pięciolecie KAP-u

W lutym 1936 roku klub świętował pięciolecie istnienia. Z tej okazji przygotowano trzecią szopkę – „Śpij, miasteczko, śpij!”. Była to prawdopodobnie najbardziej odważna z całego cyklu. Tytuł sam w sobie był celną diagnozą prowincjonalnego letargu i samozadowolenia. Widowisko wystawiono 8 lutego 1936 roku na deskach płockiego teatru. Mayzner ponownie napisał tekst, a Poray-Kuczewski i Nowiński dostarczyli kukiełki. Publiczność śmiała się do łez, ale i tym razem nie zabrakło głosów oburzenia.

W tym okresie sekcja plastyczna KAP-u przygotowywała też oprawę scenograficzną innych imprez, organizowała studio malarskie i studium aktu. Sekcja muzyczna pod kierownictwem Janiny Grabowskiej-Kuczewskiej organizowała koncerty i śród literacko-muzyczne. Wszystko to tworzyło wyjątkową atmosferę – miasto tętniło życiem artystycznym jak nigdy wcześniej.

„2 + 2 = 5” i port rzeczny – ostatnia szopka

Czwarta i ostatnia znana szopka zatytułowana „2 + 2 = 5” została wystawiona 25 września 1937 roku, a powtórzona 9 października w związku z uroczystościami poświęcenia portu rzecznego w Płocku. Symbolika tytułu była czytelna dla każdego – satyra na manipulację faktami, propagandę i wygodne kłamstewka lokalnego życia publicznego. Widowisko znowu przyciągnęło tłumy i znowu wywołało burzę dyskusji.

Kukiełki z Szopek Płockich zachowały się do dziś. Wśród nich karykatury Eugeniusza Płoskiego, księdza prałata Ignacego Lasockiego i Wandy Jeleńskiej, Jadwigi Beczkowiczowej. Rysunki Witolda Poray-Kuczewskiego są dowodem kunsztu – ostre, celne, ale jednocześnie pełne artystycznego wdzięku. Do dziś robią wrażenie w zbiorach Biblioteki im. Zielińskich TNP i Muzeum Mazowieckiego.

Ciekawostki i kontekst epoki

Lata 30. to czas rozkwitu polskiej satyry. W Warszawie działały kabarety „Qui Pro Quo”, „Banda”, „Morskie Oko”. Płock chciał mieć swój głos. KAP wypełnił tę lukę, tworząc coś unikalnego – lokalną, mocno osadzoną w realiach miasta formę. Mayzner, jako autor tekstów, łączył tradycję szopek bożonarodzeniowych z ostrą publicystyką. Jego teksty pełne były aluzji, kalamburów i celnych ripost.

Klub współpracował z wieloma artystami spoza Płocka – organizował wystawy prac Władysława Skoczylasa, Tadeusza Kulisiewicza, Wojciecha Kossaka czy Jacka Malczewskiego. Sekcja plastyczna przygotowywała oprawę spektakli, a sekcja muzyczna – koncerty. W 1933 roku powołano nawet stacjonarną Szkołę Muzyczną (choć przetrwała tylko rok z powodów finansowych). Wszystko to działo się w cieniu wielkiej polityki – zbliżającej się wojny, napięć społecznych, ale też entuzjazmu odbudowy niepodległego państwa.

Mayzner sam był postacią barwną. Po wojnie próbował reaktywować KAP, ale w nowej rzeczywistości politycznej nie było na to miejsca. Zmarł w Płocku w 1951 roku. Jego dziedzictwo – Szopki Płockie – pozostało jednak żywe w pamięci mieszkańców.

Znaczenie historyczne

Dzięki Szopkom Płock na chwilę przestał być „dziurą”. Stał się miastem, w którym sztuka odważnie komentowała rzeczywistość. Klub Artystyczny Płocczan pokazał, że prowincja może tworzyć własną, wysoką kulturę – nienaśladującą stolicy, ale autentyczną, zakorzenioną w lokalnych realiach. Kontrowersje wokół szopek były dowodem, że sztuka działa. Że potrafi poruszać, drażnić, prowokować do myślenia. W czasach, gdy wielu wolało spokój i konwenanse, Mayzner i jego zespół wybrali odwagę.

Szopki Płockie były elementem scalającym środowisko artystyczne. Ożywiły kontakty między twórcami, zmobilizowały do pracy, nauczyły publiczność odbierać sztukę. Prace prezentowane na wystawach KAP-u coraz częściej znajdowały nabywców. Członkowie klubu udzielali porad kolekcjonerom. Dzięki temu płockie społeczeństwo uczyło się rozumieć i cenić sztukę.

Działalność klubu przerwał wybuch wojny we wrześniu 1939 roku. Mayzner zgłosił się do wojska, służył jako oficer korpusu sądowego, trafił do obozu jenieckiego w Murnau. Po wojnie wrócił do Płocka i usiłował reaktywować KAP, ale bez skutku. Dopiero w 1995 roku grupa płockich artystów założyła nowy Klub Artystyczny Płocczan, który kontynuuje tradycję.

Dzisiaj, gdy patrzymy na stare fotografie kukiełek i programy szopek, widzimy nie tylko zabawną rozrywkę. Widzimy manifestację wolności twórczej i obywatelskiej postawy, która w międzywojniu była na wagę złota. Pamięć o Szopkach Płockich musi trwać – bo jak głosiło hasło wystawy z 2003 roku – pamięć musi trwać. W dzisiejszym Płocku, mieście dynamicznie rozwijającym się, ale wciąż pielęgnującym swoją historię, Szopki Płockie przypominają, że kultura to nie tylko wystawy i koncerty. To także odwaga mówienia prawdy – nawet jeśli boli.

W 2026 roku, gdy mija 95 lat od powstania KAP-u i blisko 90 lat od ostatniej szopki, warto wrócić do tamtych wieczorów w płockim teatrze. Do śmiechu, który mieszał się z oburzeniem. Do kukiełek, które na chwilę stały się lustrem dla całego miasta. Bo sztuka, która prowokuje, jest sztuką żywą. A Płock w latach 30. udowodnił, że prowincja potrafi być odważna.