Okupacyjna pustka

Kiedy we wrześniu 1939 roku Niemcy zajęli Płock, szybko wprowadzili swoje porządki. Tereny Mazowsza północnego włączono do Rzeszy – Ostpreußen, a potem Warthegau. Polskie szkoły? Zlikwidowane w jednej chwili. Budynki zajęto na koszary, szpitale polowe albo niemieckie placówki. Dzieciom z polskich rodzin nie wolno było uczyć się po polsku. Tylko nieliczne, większe ośrodki miały tajną oświatę nauczycielską – konspiracyjne komplety, gdzie nauczyciele ryzykowali życiem, ucząc w tajemnicy historii, literatury i geografii Polski.

W Płocku tajne nauczanie trwało, ale było kroplą w morzu potrzeb. Rodzice ukrywali książki pod podłogą, a dzieci szeptem powtarzały wiersze Mickiewicza. Nauczyciele, którzy nie wyjechali na roboty do Niemiec, organizowali lekcje w mieszkaniach, na strychach, czasem nawet w lesie. Ale to była walka o przetrwanie, nie o normalną edukację. Setki dzieci w wieku szkolnym w ogóle nie widziały szkolnej ławki przez całą okupację.

Gdy 21 stycznia 1945 roku radzieckie oddziały weszły do miasta, dla wielu płocczan pierwszym symbolem wolności nie były flagi na ratuszu – tylko myśl: „Teraz dzieci pójdą do szkoły".

Pierwszy dzwonek po wojnie

Już w pierwszych tygodniach po wyzwoleniu konspiracyjna Miejska Rada Narodowa, która działała od 1944 roku, wyłoniła prezydium. W jego skład weszli między innymi Stefan Pernej – przedwojenny nauczyciel szkoły podstawowej. Razem z nim do pracy ruszyła Stanisława Nowak – pierwsza powojenna inspektorka szkolna. To ona i Pernej stali się prawdziwymi bohaterami tamtych dni.

Do Szkoły Podstawowej nr 1 przy ulicy Kolegialnej zgłosiło się od razu 1300 dzieci. Wyobraźcie sobie ten tłum: maluchy w za dużych płaszczach po starszym rodzeństwie, z tornistrami zrobionymi z worków, z oczami błyszczącymi z podniecenia. Budynek był uszkodzony – wybite szyby, dziury po pociskach – ale nikt nie czekał na idealne warunki. Nauczyciele sami szkliły okna, palili w piecach, sprzątali klasy.

W początkach marca 1945 roku miasto uruchomiło kolejne szkoły podstawowe. Do nich zgłosiło się kolejnych 1700 dzieci. To był prawdziwy zalew – tysiące młodych Polaków, które przez lata musiały ukrywać, że są Polakami, nagle mogły głośno recytować „Kto ty jesteś? Polak mały".

Licea i powrót do średniej szkoły

18 lutego 1945 roku – to data, którą płoccy historycy oświaty wspominają do dziś. Tego dnia ruszyło pierwsze powojenne liceum – Liceum im. Stanisława Małachowskiego. Budynek przy placu Narutowicza (dziś szkoła nr 2) wypełnił się młodzieżą. Po raz pierwszy od 1939 roku dziewczęta i chłopcy siedzieli razem w ławkach – koedukacja wróciła jako symbol nowej, równościowej Polski. Pierwszym dyrektorem został Tadeusz Synoradzki, a wśród nauczycieli znalazły się te, które przetrwały okupację.

W marcu otwarto kolejne: Liceum im. Władysława Jagiełły oraz liceum pedagogiczne. Młodzież, która w czasie wojny uczyła się po kryjomu, teraz mogła zdawać maturę i myśleć o studiach. To nie był tylko powrót do nauki – to był powrót do marzeń.

Równolegle reaktywowało swoją działalność Towarzystwo Naukowe Płockie. To ono przez lata międzywojenne było sercem intelektualnego życia miasta. Teraz, po wojnie, znów zaczęło organizować wykłady, zbierać zbiory, budować most między przeszłością a przyszłością.

Bohaterowie codziennej walki

Za tymi liczbami stoją konkretni ludzie. Stefan Pernej – członek prezydium MRN, nauczyciel z krwi i kości – biegał między urzędami, załatwiał pomieszczenia, werbował nauczycieli. Stanisława Nowak jako inspektor szkolny koordynowała wszystko: od przydziału sal po dostawy zeszytów. To oni, razem z setką innych nauczycieli, którzy zostali w Płocku po wyzwoleniu, stworzyli system od zera.

Władze powiatowe i miejskie traktowały oświatę priorytetowo. Uruchamiano kredyty, organizowano transport podręczników, apelowano do wsi o dostawy żywności dla szkół. Bo jak mówił Ryszard Dobieszak na sesji Powiatowej Rady Narodowej: „Mamy dwa fronty – jeden na zachodzie, drugi tu – front pracy". A szkoła była na tym froncie najważniejsza.

Ciekawostki i kontekst

Mało kto dziś pamięta, że w 1945 roku płockie szkoły musiały radzić sobie bez niemal niczego. Brakowało węgla – lekcje odbywały się w zimnych salach, dzieci siedziały w kurtkach. Podręczniki? Te, które przetrwały okupację, były pożyczane od sąsiada do sąsiada. A jednak frekwencja była stuprocentowa.

Inna ciekawostka: w Liceum Małachowskiego po raz pierwszy od lat dziewczęta uczyły się razem z chłopcami na równych prawach. To był symbol rewolucji obyczajowej, która szła w parze z odbudową państwa.

Towarzystwo Naukowe Płockie nie tylko wznowiło działalność – stało się centrum intelektualnym, wokół którego gromadzili się ci, którzy chcieli odbudować polską kulturę na Mazowszu.

Znaczenie historyczne

Wielki powrót szkół w Płocku w 1945 roku to nie tylko lokalna historia oświaty. To symbol powrotu polskości na tereny, które Hitler chciał germanizować na zawsze. Miasto, które przez okupację było pozbawione polskiego szkolnictwa, w kilka tygodni stało się wzorem dla całego regionu. Tysiące dzieci, które mogłyby wyrosnąć bez wiedzy o swojej historii, nagle odzyskały prawo do bycia Polakami.

Dla Płocka i Mazowsza to był fundament odbudowy. Szkoła stała się miejscem, gdzie kształtowała się nowa generacja – świadoma, wykształcona, gotowa do pracy dla odrodzonego państwa. Wydarzenia z lutego i marca 1945 roku pokazały, że nawet po największej wojnie Polacy potrafią odbudować to, co najważniejsze – przyszłość swoich dzieci.

Dziś, gdy patrzymy na stare zdjęcia klas z tamtego roku, widzimy nie tylko dzieci w za dużych mundurkach. Widzimy zwycięstwo. Zwycięstwo nad ciemnotą, nad okupacją, nad próbą wymazania polskiej tożsamości. I to zwycięstwo zaczęło się od zwykłego dzwonka na lekcję w zimnej, ale polskiej szkole.