Jesienią 1888 roku, gdy nad mazowieckimi polami unosił się już chłodny wiatr znad Wisły, w skromnej chacie przy szosie warszawskiej w Podolszycach przyszedł na świat Marcin Kacprzak. Nikt wtedy nie przeczuwał, że ten chłopiec z wielodzietnej rodziny dróżnika zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskiej medycyny i higieny społecznej. Dla niego samego jednak te dwie wsie – Podolszyce i Lelice – stały się czymś więcej niż tylko miejscem urodzenia. Były korzeniami, z których wyrastała jego siła, upór i głęboka, niemal synowska miłość do polskiej wsi. To właśnie stąd, z mazowieckich pól, wiatraków i chat, wywodził się człowiek, który później poświęcił życie walce o zdrowie najbiedniejszych.

Podolszyce – pierwsze kroki przy szosie warszawskiej

Podolszyce na przełomie XIX i XX wieku nie były jeszcze częścią Płocka. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego z 1887 roku malował je jako typową mazowiecką wieś: 60 domów, 594 mieszkańców, 1087 morgów ziemi, dwa wiatraki i karczmę. Właśnie w pobliżu tej karczmy, przy drodze pilnowanej przez ojca Leona Kacprzaka, stał dom, w którym przyszły doktor spędził pierwsze lata życia. Leon, dróżnik carskiej szosy, miał za sobą już jedno małżeństwo i czworo dzieci. Z drugą żoną, Marianną z Dudzińskich, doczekali się ośmiorga potomstwa, w tym Marcina. W tak licznej rodzinie każdy dzień był walką o przetrwanie, a matka Marianna prowadziła gospodarstwo z niezwykłą zaradnością i ciepłem, które później syn odziedziczył w pełni.

Atmosfera Podolszyc była prosta i surowa. Szum wiatraków, kurz drogi, zapach chleba pieczonego w piecu i wieczorne opowieści przy lampie naftowej – to był świat małego Marcinka. Ojciec, choć zajęty dozorem odcinka szosy, wierzył głęboko w edukację dzieci. Nie wiedział jeszcze, że jego syn pójdzie tak daleko, ale z uporem wspierał każdy przejaw ciekawości świata. Wieś tętniła życiem typowym dla Królestwa Polskiego pod zaborem: ciężka praca na roli, ograniczone możliwości, ale też silna więź sąsiedzka i pragnienie lepszego jutra.

Przenosiny do Lelic – kraj chłopięcych marzeń

Gdy Marcin miał kilka lat, ojciec został przeniesiony do Lelic, wsi położonej przy trakcie pocztowym z Płocka do Mławy. Tam, wśród pól ornych, pastwisk i lasu liczącego 142 morgi, upłynęły najważniejsze lata jego dzieciństwa. Lelice były typową gminną wsią: 22 domy, około 300 mieszkańców, folwark i skromna trzyklasowa szkoła. Dla chłopca o żywym umyśle i niespożytej ciekawości te okolice stały się prawdziwym królestwem odkryć.

Nie ciągnęły go zbytnio zajęcia rówieśników – pastwisko, pole, codzienne gospodarstwo. Ciągnęło go do książki i szkoły. Szkoła w Lelicach miała tylko jedną dużą izbę. W 1894 roku sześcioletni Marcin dostał się do niej, ale wszystkie ławki były zajęte. Przynosił więc z domu własny stołek. Droga była krótka, a on – zdolny, spostrzegawczy, rozmowny. Ukończył szkołę w 1899 roku z opinią „bardzo zdolnego i pracowitego ucznia”, czytając nie tylko podręczniki, ale i książki z wiejskiej biblioteki. To właśnie w Lelicach zrodziło się w nim pragnienie nauki, które później zaprowadziło go aż na Sorbonę.

Rodzina Kacprzaków w Lelicach żyła skromnie, ale godnie. Matka Marianna nie tylko prowadziła dom i ogródek. Była nieformalną wiejską pielęgniarką – wzywaną do porodów i lżejszych zachorowań nawet z odległości dziesięciu kilometrów. Jej życzliwość i wrodzone zdolności do niesienia pomocy zapadły Marcinowi głęboko w sercu. Później, już jako wybitny lekarz, dedykował jej swoją pracę „Pielęgniarka społeczna na wsi” słowami: „Pielęgniarce wiejskiej poświęcam”. Ojciec Leon nie doczekał spełnienia marzeń o synu-doktorze – zmarł w 1908 roku, podczas ferii wielkanocnych, gdy Marcin był już maturzystą. Ale jego wiara w edukację dzieci stała się dla rodziny drogowskazem.

Rodzinny dom jako szkoła życia

W wielodzietnej rodzinie Kacprzaków każdy miał swoje obowiązki. Starsze rodzeństwo z pierwszego małżeństwa ojca i młodsze z drugiego tworzyło barwną, pracowitą wspólnotę. Marcin, choć nie najstarszy, już jako chłopiec imponował rodzeństwu – szczególnie gdy wracał z Płocka w mundurku gimnazjalisty z kepi i amarantowymi wypustkami. Brat Teofil wyemigrował później za chlebem do Ameryki, Marceli pracował jako ordynariusz na folwarku, a matka – po śmierci męża – nadal dbała o dom i ludzi wokół.

Codzienne życie w Lelicach to nie tylko praca. To były wieczory przy lampie, opowieści o świecie, lektura i marzenia. Marcin, choć pochodził z biednej rodziny, nigdy nie czuł się gorszy. Przeciwnie – jego chłopskie pochodzenie stało się źródłem siły. Później, już jako profesor, podkreślał, że właśnie z tej ziemi, z mazurskiego uporu i wiejskiej zaradności, czerpał wytrwałość w walce o zdrowie narodu.

Powrót do korzeni – „Wieś płocka” i inne dzieła

Marcin Kacprzak nigdy nie zerwał więzi z rodzinną ziemią. W latach międzywojennych utrzymywał żywe kontakty z Lelicami i Płockiem. Najpiękniejszym pomnikiem tej miłości jest książka „Wieś płocka. Warunki bytowania” z 1937 roku. Dedykował ją: „Ziemi, z której pochodzę, ludziom, wśród których wzrosłem”. W zbieraniu materiałów pomagało mu Towarzystwo Naukowe Płockie, a jednym z pierwszych czytelników był dr Aleksander Maciesza, jego dawny nauczyciel z Płocka.

We „Wsi płockiej” i popularnej „Zdrowiu w chacie wiejskiej” Kacprzak nie idealizował wsi. Pokazywał jej nędzę, ale też pokazywał drogę wyjścia – przez higienę, edukację i konkretną pomoc. Na początku „Zdrowia w chacie wiejskiej” umieścił motto z Kasprowicza: „Szare chaty! nędzne chłopskie chaty!...”. Zastosował je do swojej mazowieckiej wsi, do wspomnień z Lelic i Podolszyc. Pisał z optymizmem: „nie ma takich warunków, które by nie pozwoliły nam zdrowia naszego podnieść, bodaj o jeden szczebel wyżej”.

Jego matka stała się dla niego wzorem pielęgniarki społecznej. A sama wieś – laboratorium, w którym nauczył się patrzeć na problemy zdrowia nie z perspektywy gabinetu, ale z perspektywy chaty i pola.

Ciekawostki i kontekst epoki

Podolszyce i Lelice w czasach Kacprzaka to typowy obraz Królestwa Polskiego pod zaborem rosyjskim. Brak lekarzy, ciężka praca kobiet, emigracja za chlebem – to była codzienność. Marcin, jako dziecko, widział to wszystko z bliska. Jego matka, wzywana do porodów nawet w nocy, uczyła go, że pomoc drugiemu człowiekowi nie wymaga dyplomu. Później, już jako uczony, podkreślał, że walka o zdrowie to walka o godność i radość życia.

Warto wspomnieć, że po II wojnie światowej część Podolszyc włączono do Płocka – co sam Kacprzak podkreślił, dedykując w 1956 roku „Epidemiologię ogólną” Towarzystwu Naukowemu „Rodzinnego Miasta”.

Znaczenie historyczne

Korzenie Marcina Kacprzaka w podpłockich wsiach pokazują, jak głęboko polska inteligencja XIX i XX wieku wyrastała z ludu. To nie był przypadek. To był świadomy wybór pokolenia, które chciało służyć „dobru publicznemu”. Dla Płocka i Mazowsza jego historia jest dowodem, że nawet z najskromniejszej chaty można dojść na szczyty nauki. Dla całej Polski – przypomnieniem, że zdrowie narodu zaczyna się od troski o wieś, od edukacji i od pamięci o korzeniach.

W 2026 roku, 138 lat po jego urodzinach, słowa Kacprzaka brzmią szczególnie aktualnie. Jego droga od stołka w wiejskiej izbie do światowych trybun higieny przypomina, że prawdziwa siła tkwi w ziemi, z której się pochodzi. W Lelicach do dziś mówią o nim z dumą: „nasz Doktór”. A mieszkańcy Mazowsza mogą czuć, że to ich ziemia wydała jednego z największych obrońców zdrowia polskiego ludu.

Marcin Kacprzak udowodnił, że korzenie nie ograniczają – one dają skrzydła. Z mazowieckiej wsi, przez płockie szkoły, paryskie sale wykładowe aż po rektorat Akademii Medycznej w Warszawie – wszystko zaczęło się tu, na tej ziemi, wśród pól i ludzi, których nigdy nie zapomniał.