Płock na przełomie XIX i XX wieku pachniał dymem z fabrycznych kominów i wońmi Wisły, ale nad miastem wisiała ciężka chmura carskiej rusyfikacji. W szkolnych salach wisiały portrety cara, a dzieci zmuszano do recytowania rosyjskich wierszy i modlitw. Polski język? Zakazany w oficjalnym nauczaniu. Nauczyciele Polacy, usunięci z rządowych gimnazjów, musieli szukać schronienia w prywatnych pensjach albo ryzykować tajną działalność. W tej atmosferze strachu i nadziei narodziła się jedna z najpiękniejszych kart płockiej oświaty – tajna biblioteka i „latająca książka”.
Był rok 1900. W płockim gimnazjum rządowym młody Czesław Przybyszewski, wychowanek tej samej szkoły, która miała go złamać, zapalił iskrę. Razem z grupą starszych uczniów i nauczycieli prywatnych szkół założył Towarzystwo Opieki nad Mową Ojczystą. Na początku liczyło zaledwie sześćdziesięciu członków – głównie gimnazjalistów z siódmej i ósmej klasy oraz garstkę odważnych pedagogów. Ale to wystarczyło, by stworzyć sieć, która przetrwała represje i stała się legendą.
Zarząd konspiracji i pierwsze sekcje
Pierwszy zarząd Towarzystwa był jak mała armia podziemna. Anna Święcicka reprezentowała uczennice, Kazimierz Święcicki i Kowalski – chłopców, Czesław Przybyszewski utrzymywał kontakt z Warszawą, Bolesław Przybyszewski pilnował skarbca i biblioteki. Sekretarzami kolejno byli Edward Przedpełski, Mirosław Koźlakowski, Henryk Pniewski i Zygmunt Trzeciak. Z nauczycielami współpracował doktor Aleksander Maciesza. Statut i struktura – zarząd, komisja rewizyjna, sekcje – wszystko zakamuflowane tak, by nawet najbystrzejszy carski szpieg nie dostrzegł zagrożenia.
Najważniejsza była sekcja biblioteczna. Maria Łapińska i Stanisława Grabowska uruchomiły „Bibliotekę latającą”. Książki nie stały na półkach – krążyły po mieście jak żywe istoty. Z rąk do rąk, z domu do domu, z Płocka do Radziwia, Rogoźina, Miszewa, Strzałkowa i Cekanowa. Przenoszono je w koszach na zakupy, pod pelerynami, w podwójnych denkach walizek. Każda pozycja – „Przegląd Wszechpolski”, „Polak”, „Krytyka”, polskie powieści historyczne, dzieła Mickiewicza, Słowackiego – była skarbem wartym ryzyka.
Otwarcie Czytelni Polskiej – dzień, który zmienił miasto
1 listopada 1906 roku w domu Stefana Betleja przy ulicy Kolegialnej otworzono Czytelnię Polską. W dziale dla dorosłych stało tysiąc tomów, w dziecięcym – pięćset. Dr Kosmaciński, mgr K. Neumann, A. Namięcki i rodzina Chądzyńskich ofiarowali od razu trzy i pół tysiąca książek. Nad czytelnią czuwali nauczyciele gimnazjalni: Z. Niklewski, M. Olszowski i sam Czesław Przybyszewski. Bibliotekarkami zostały Maria Łapińska i Drobiówna. W mieście, gdzie publicznie nie wolno było mówić po polsku o historii Polski, nagle powstało miejsce, w którym można było czytać, dyskutować, marzyć.
Czytelnia szybko stała się centrum życia kulturalnego. Przybywali tu nie tylko uczniowie, ale i robotnicy, rzemieślnicy, chłopi z okolicznych wsi. „Latająca książka” docierała nawet do najodleglejszych zakątków powiatu. Nauczyciele prywatnych szkół – Topoliński, Szczepański, Stodołkiewicz, Grabowski i inni – stali się kurierami tej podziemnej poczty.
Kółka samokształceniowe i tajne wykłady
W sekcjach uczniowskich odbywały się tajne zebrania. Dyskutowano o historii narodu, literaturze, ekonomii politycznej. Zapraszano prelegentów z Warszawy. Młodzież gimnazjalna, wyrzucona wcześniej za posiadanie „socjalistycznej” biblioteki, nie dała się zastraszyć. Surowa kara – usunięcie ze szkoły – tylko wzmocniła determinację. Powstawały nowe, jeszcze bardziej zakonspirowane kółka.
Nauczyciele nie stali z boku. Leon Dorobek, młody pedagog z chłopskiej rodziny z Cekanowa, po kursach w Warszawie wrócił do Płocka i natychmiast włączył się w pracę Towarzystwa. Razem z T. Trzeciakiem i J. Orłowskim organizował zebrania dla nauczycieli szkół początkowych. Dzielili się wiedzą, ale przede wszystkim – nadzieją na niepodległość.
Rewolucja 1905 – ogień, który rozniecił płomień
Rewolucja 1905 roku dodała skrzydeł. W Płocku i powiecie płockim gminy uchwalały wprowadzenie polskiego języka w szkołach ludowych. Młodzież paliła carskie portrety, rozwieszała czerwone sztandary, rozrzucała ulotki. Nauczyciele, widząc ten zapał, nie mogli pozostać obojętni. Wielu z nich – wcześniej ostrożnych – otwarcie wspierało strajki szkolne. Powstawały nowe placówki: Towarzystwo „Szkoła Stronnictwa”, Stowarzyszenie „Szkoła Udziałowa”.
W tym samym czasie Towarzystwo Opieki nad Mową Ojczystą rozszerzyło działalność. Sekcja „Koło Nauczania Ludowego” pod kierunkiem Wł. Chądzyńskiej organizowała komplety dla dzieci. Powstała nawet „Szkoła im. Promyka” prowadzona przez J. Orłowskiego. Sekcja pomocy dla studiującej młodzieży pomagała ubogim gimnazjalistom.
Ludzie, którzy ryzykowali wszystko
Bohaterami tej historii nie byli tylko wielcy nazwiska. Byli to zwykli nauczyciele prywatnych pensji – Zedniekowa, Audranowa, Uebelowa, Fölkersahmowa, Arnoldówna, Topolska, Thunówna, Aksamitowska, Jurkowska, Strużecka, Gutkowska, Kotwicka, Kisielowska, Rościszewska. Kobiety, które zakładały dwu-, cztero-, siedmio- i ośmioletnie szkoły żeńskie. Mężczyźni, którzy po powstaniu styczniowym prowadzili progimnazja dla polskiej młodzieży odrzuconej przez carskie gimnazjum.
To oni, razem z młodzieżą, tworzyli atmosferę miasta, w którym polskość przetrwała. W ich domach spotykano się po zmroku, szeptano o najnowszych wydawnictwach z Galicji i z zagranicy, czytano zakazane wiersze Konopnickiej i Asnyka.
Ciekawostki i kontekst epoki
Mało kto dziś pamięta, że „Biblioteka latająca” działała równolegle z wielkimi akcjami społecznymi. Towarzystwo ignorowało carskie obchody, pomagało prześladowanym unitom, robotnikom łódzkim, Kaszubom, Mazurom i dzieciom z Wrześni. W 1906 roku w domu Betleja powstała czytelnia, która stała się azylem dla całego płockiego społeczeństwa.
Kontekst jest szerszy. Warszawa była sercem ruchu, ale Płock – jego wiernym odbiciem. Nauczyciele z Mazowsza jeździli do stolicy, zatrzymywali się u Głoweckiego na Tamce czy u Jadwigi Jacholowskiej przy Poznańskiej. Wracałi z nowymi ideami, nowymi książkami, nową energią.
Znaczenie dla Płocka i Polski
Tajna biblioteka i „latająca książka” nie były tylko sposobem na przetrwanie. Były aktem oporu, który ukształtował całe pokolenie. Dzięki nim w 1918 roku Płock miał gotowe kadry nauczycielskie, gotowe programy, gotowe szkoły. Gimnazjum im. Władysława Jagiełły, później Małachowianka, seminaria nauczycielskie męskie i żeńskie – wszystko to wyrosło z podziemnej pracy sprzed lat.
W 2026 roku, gdy obchodzimy 107. rocznicę odzyskania niepodległości, warto przypomnieć sobie, że polskość w Płocku nie spadła z nieba. Zbudowali ją nauczyciele – ci anonimowi i ci, których nazwiska zachowały się w kronikach: Przybyszewscy, Łapińska, Grabowska, Dorobek, Maciesza, Niklewski. Ich „latająca książka” nadal krąży – w pamięci, w opowieściach, w dumie z płockiej oświaty.
Dziś, spacerując ulicami Kolegialną czy Królewską, warto przystanąć i pomyśleć: tu kiedyś szeptano wiersze, tu podawano sobie zakazane tomy, tu rodziła się wolna Polska. Tajna biblioteka nie spłonęła w pożarze historii. Żyje w każdym dziecku, które dziś w płockiej szkole uczy się po polsku – swobodnie, głośno i dumnie.