Płock, zima 1889 roku. Na Tumskiej, w jednej z kamienic niedaleko Rynku, pali się światło do późna. W małym pokoju przy stole siedzi kilku mężczyzn i kobiet. Na blacie leżą księgi rachunkowe, listy podań i koszyki z darami. To nie tajne zebranie spiskowców – to posiedzenie Hospodarskiego Sowietu Płockiego Towarzystwa Dobroczynnego. Za oknem śnieg przykrywa bruk, a w mieście tysiące biednych czeka na pomoc: sieroty bez dachu nad głową, wdowy po robotnikach, chorzy, którzy nie mają na lekarstwa.

W „Pamiątnej Kniżce Płockiej Guberni na 1889 rok” Towarzystwo zajmuje skromne miejsce wśród prywatnych instytucji, ale dla mieszkańców Płocka i całej guberni było prawdziwym ratunkiem. Nie państwo carskie, nie kościół, lecz zwykli ludzie wzięli na siebie ciężar miłosierdzia.

Narodziny Towarzystwa w czasach zaboru

Towarzystwo Dobroczynne w Płocku powstało w połowie XIX wieku, w czasach, gdy po powstaniu listopadowym i styczniowym miasto musiało samo dbać o swoich najsłabszych. Carskie prawo pozwalało na takie inicjatywy – pod warunkiem lojalności wobec władzy. Ale w praktyce członkowie Towarzystwa kierowali się przede wszystkim chrześcijańskim nakazem pomocy bliźniemu, niezależnie od wyznania.

W 1889 roku Towarzystwo miało już ugruntowaną strukturę. Na czele Hospodarskiego Sowietu stał Ludwik Józefowicz Czaplicki – człowiek szanowany w całym mieście, ziemianin i działacz społeczny. To on przewodniczył posiedzeniom, podpisywał protokoły i dbał o to, by każda kopiejka była wydana sensownie. Obok niego zasiadali: Adam Andreevich Alikhnevich, Wincenty Adamowicz Bagienski, Kazimierz Adamowicz Welonski, Aleksander Iwanowicz Donajski, Ludwik Osipowicz Kołomyjski, Julian Wikientjewicz Niemiatowski, Piotr Ksaweryjewicz Potworowski, Ludwik Aleksandrowicz Stokowski i Stanisław Wikientjewicz Chiczewski. Sekretarzem był Osip Karlowicz Widulinski, a kasjerem – Dawid Mojsejewicz Woldenberg, żydowski kupiec, którego obecność dowodziła, że dobroczynność w Płocku przekraczała podziały wyznaniowe.

Opiekunowie i opiekunki – strażnicy dzielnic

Najpiękniejsza część pracy działo się jednak w terenie. Miasto podzielono na 13 okręgów. W każdym pracowali „uczastkowi opiekuni i opiekunki” – wolontariusze, którzy znali swoich podopiecznych z imienia i nazwiska. Kobiety: Julia Julianowna Dombrowska, Filipina Natalia Kaminska, Ludwika Zachariewna Dombrowska, Stanisława Maksymilianowna Zalewska, Natalia Teofilowna Kisielnicka, Urszula Poschalisowna Alikhnevich, Kazimiera Rosciszewska, Elżbieta Antonowna Czaplicka, Felicja Maksymilianowna Zalewska, Izydora Matwiejewna Kurowska, Amelia Michałowna Wołowska. Mężczyźni: Osip Karlowicz Widulinski, Ksawery Faustynowicz Droecki, Antoni Antonowicz Żultowski i wielu innych.

To oni chodzili po domach, sprawdzali, kto naprawdę potrzebuje pomocy. Przynosili mąkę, węgiel, lekarstwa, ubrania. Organizowali zbiórki, kolędy dobroczynne, loterie. Dzięki nim sieroty dostawały ciepłe ubrania na zimę, a chorzy – opiekę lekarską w szpitalach i przytułkach.

Codzienna pomoc – od kuchni do szkoły

Towarzystwo nie tylko rozdawało jałmużnę. Prowadziło kuchnie dla ubogich, przytułki dla sierot, szkoły rzemieślnicze dla dzieci z biednych rodzin. Finansowało leczenie w szpitalach, wypłacało zapomogi wdowom. W 1889 roku w Płocku i guberni działały już dziesiątki takich inicjatyw pod skrzydłami Towarzystwa. Członkowie zbierali datki na Rynku, w kościołach, w synagodze. Nawet carscy urzędnicy czasem wspierali – ale serce Towarzystwa biło polskim rytmem.

W raporcie z tamtego roku widać skalę: setki podopiecznych, tysiące rubli wydane na pomoc. Ale najważniejsze były historie pojedynczych ludzi. Stara wdowa z ulicy Sienkiewicza, która dostała opał na całą zimę. Chłopiec z sierocińca, któremu kupiono buty, by mógł chodzić do szkoły. Żydowska rodzina, która po pożarze dostała dach nad głową.

Rewizyjna Komisja – strażnicy porządku

Żeby nikt nie zarzucił nadużyć, działała Rewizyjna Komisja pod przewodnictwem Konstantego Kazimierzowicza Dylewskiego. Członkowie: Gustaw Kint i Julian Michałowicz Szubert – regularnie sprawdzali księgi, kontrolowali wydatki. Wszystko musiało być przejrzyste. W zaborze rosyjskim taka jawność była nie tylko obowiązkiem, ale i ochroną przed oskarżeniami o „nielegalną działalność”.

Między caratem a sercem miasta

Towarzystwo działało legalnie, ale jego duch był głęboko polski i obywatelski. W czasach, gdy państwo carskie skupiało się na wojsku i urzędach, zwykli mieszkańcy Płocka budowali sieć wzajemnej pomocy. Żydzi, katolicy, prawosławni – wszyscy razem. To była jedna z nielicznych sfer, w której podziały nie miały znaczenia.

Ciekawostki z życia Towarzystwa

W radzie zasiadali ludzie z różnych środowisk: ziemianie, kupcy, urzędnicy. Kasjerem był Żyd – Dawid Woldenberg – co w 1889 roku nie było oczywiste. Opiekunki to często żony i córki miejscowej elity, które zamiast balów wybierały odwiedziny w biednych domach. Organizowano bale dobroczynne, na których sprzedawano bilety, a dochód szedł na pomoc.

W guberni działały też Rady Opiekuńcze przy Gubernialnym i Powiatowych Sowietach Obszczestwiennogo Prizrenija – ale to Towarzystwo Płockie było najbardziej żywe i skuteczne.

Znaczenie dla Płocka i Mazowsza

Płockie Towarzystwo Dobroczynne w 1889 roku było dowodem, że społeczeństwo pod zaborem nie dało się całkowicie stłamsić. Gdy państwo nie pomagało, mieszkańcy pomagali sobie sami. Dzięki nim setki rodzin przetrwały zimę, dzieci poszły do szkoły, chorzy dostali lekarstwa. Ich praca stała się zalążkiem nowoczesnej opieki społecznej na Mazowszu.

W 2026 roku, gdy obchodzimy 137. rocznicę wydania „Pamiątnej Kniżki”, historie tych opiekunów i opiekunek przypominają, że prawdziwa siła miasta tkwi nie w murach i koszarach, lecz w sercach jego mieszkańców. Płockie Towarzystwo Dobroczynne pokazało, że nawet w najtrudniejszych czasach można być „sercem dla biednych”.