W styczniu 1945 roku Płock wyglądał jak miasto-widmo. Ślady walk, puste ulice, zdewastowane budynki i powietrze wciąż gęste od zapachu spalenizny. Wojna odeszła, ale po niej została pustka – szczególnie dotkliwa w szkołach. Budynki zajęte przez okupanta, ławki rozkradzione, tablice rozbite, a pomoce naukowe albo zniszczone, albo ukryte na strychach i w piwnicach przez tych, którzy wierzyli, że kiedyś nadejdzie dzień wolności. I właśnie wtedy, w tym zimnym, styczniowym powietrzu, rozległy się pierwsze dzwonki. Nie te hitlerowskie, nakazujące ciszę i posłuszeństwo, ale polskie, szkolne – symbol nowego początku.
To nie był łatwy powrót do nauki. Nie było ministerstwa, które by wszystko zaplanowało, nie było gotowych podręczników ani nawet pewności, czy w ogóle będzie za co ogrzać klasy. Była za to determinacja ludzi, którzy przez sześć lat okupacji uczyli dzieci po piwnicach i na strychach, ryzykując życie. Nauczyciele wracali z obozów, z przymusowych robót, z ukrycia. Rodzice przynosili to, co ocalili – stare ławki, stoły, a nawet pojedyncze książki. I w tym wszystkim, w środku chaosu, w kilka tygodni od wyzwolenia, w Płocku zaczęły powstawać szkoły. Prawdziwe, z dzwonkiem, z klasami, z nauczycielami przy tablicy.
Cień 1939 roku wciąż wisiał nad miastem
Rok szkolny 1939 zaczął się w Płocku w ogniu bomb. Naloty hitlerowskich samolotów przerwały wszystko. Budynki szkolne przejęte przez wojsko, sprzęt zniszczony lub rozkradziony. Ponad dwie trzecie pomocy naukowych przepadło. To, co ocalało – mapy, tablice, przyrządy fizyczne – schowano na strychach i w piwnicach. Nauczyciele rozproszyli się po mieście i okolicach. Niektórzy trafili do obozów, inni pracowali przy budowie dróg czy w chałupach. A jednak już w październiku 1939 roku, na krótko, szkoły ruszyły. Zaledwie kilkanaście dni – tyle wystarczyło okupantowi, by spisać listę nauczycieli, a potem zamknąć wszystko i aresztować pedagogów.
Po tym ciosie nauczanie przeniosło się do podziemia. Płockie nauczycielki, często z narażeniem życia najbliższych, prowadziły tajne lekcje w małych grupach. To one stały się cichymi bohaterkami okupacji – bezinteresowne, uparte, wierzące, że wiedza jest bronią silniejszą niż karabin. Gdy 21 stycznia 1945 roku Armia Czerwona wyzwoliła miasto, te same kobiety i mężczyźni wyszli na ulice. Nie czekali na rozkazy z góry. Działali.
Konspiracyjna Rada i pierwszy apel do nauczycieli
Jeszcze w czasie okupacji, 3 sierpnia 1944 roku, w mieszkaniu Władysława Frączaka na peryferiach Płocka zebrała się Konspiracyjna Rada Narodowa. Przewodniczył Franciszek Kozłowski, sekretarzował Zygmunt Rogowski. Wśród nich była Stanisława Nowak-Churska – nauczycielka, której powierzono organizację oświaty po wyzwoleniu. To ona, w dniu oswobodzenia miasta, własnoręcznie napisała i nakleiła na słupach ogłoszeniowych apele do nauczycieli: „Zgłaszajcie się do pracy oświatowej w lokalu Miejskiej Rady Narodowej”.
23 stycznia 1945 roku odbyło się pierwsze posiedzenie organizacyjne MRN. Zagaił je major Cyganow, przewodniczył Franciszek Kozłowski. Wybrano Stanisławę Nowak-Churską na kierownika Wydziału Szkolnego. Dostała mały pokoik w siedzibie rady i jedną sekretarkę – Annę Stypułkowską. Do wydziału zgłaszali się nauczyciele jeden po drugim. Ci, którzy przeżyli obozy, wracali w lutym i marcu. Wszyscy gotowi do pracy, mimo że nie było jeszcze pensji, a wynagrodzenie często wypłacano… w naturze: chlebem, mięsem, a raz nawet spirytusem z gorzelni w Sikorzu.
Pierwsza szkoła – nr 1 przy Jachowicza
Pierwsza ruszyła szkoła nr 1 w Alei Jachowicza. Zorganizował ją Stefan Pernej – nauczyciel, który później został przewodniczącym MRN. Zespół był mały, ale zdeterminowany: Henryk Adamski, Maria Bartoszewska, Maria Łebkowska, Józef Osiecki, Leon Paczkowski, Wiktoria Pernejowa i inni. Budynek miał szczęście – w czasie okupacji była tu szkoła dla dzieci niemieckich, więc ostał się jakiś sprzęt. W końcu stycznia 1945 roku otworzyli drzwi. Do lipca w 25 klasach uczyło się już 1181 uczniów. Nauka na dwie zmiany, klasy przepełnione, ale lekcje się odbywały.
W ciągu roku szkolnego dołączyli kolejni nauczyciele: Felicja Borkowska, Alodia Gawińska, Maria Parolowa i wielu innych. Razem 23 osoby. Dzieci przychodziły nie tylko z Płocka – wracały z Niemiec, z Litwy, zza Bugu. Głód wiedzy był większy niż głód chleba.
Kolejne szkoły powstawały w tempie błyskawicznym
Drugą placówką była szkoła nr 5 na Radziwiu, przy ulicy Kolejowej. Kierownik Sylwester Śliwiński i zespół: Józef Flak, Franciszek Flak, Janina Lewandowska, Czesława Malesowa i inni. Budynek był magazynem wojskowym okupanta – pusty, brudny. Nauczyciele i rodzice znosili stoły biurowe, krzesła, taborety. Uruchomili ją około 15 lutego. W lipcu liczyła już 874 uczniów w 25 klasach.
Szkoła nr 3 powstała w budynku dawnego Seminarium Duchownego – przejętym uchwałą Prezydium MRN. Kierownikiem od września został Leopold Gutkowski. Nauka na dwie zmiany, bo pomieszczenia za małe. Szkoła nr 7 przy Królewieckiej – dawne Seminarium Nauczycielskie Męskie. Kierowniczka Jadwiga Grzegorzewska z zespołem: Zdzisława Andrzejak, Stanisław Bojanowski, Helena Przesławska i inni. Otwarta 10 kwietnia. Na początek 398 uczniów, którzy w dniu otwarcia zapełnili klasy po brzegi. Rodzice przynieśli ławki ukryte przez okupację.
Szkoła nr 2 ruszyła we wrześniu pod kierunkiem Władysława Gawińskiego – też po obozie. Szkoła nr 8 – zorganizowana przez Jana Łebkowskiego, początkowo w gmachu nr 1 na popołudnia, potem w wynajętym budynku przy Wieczorka. A na końcu, w listopadzie, szkoła nr 4 pod Zygmuntem Kraszkiewiczem – odciążająca przepełnione placówki.
Każda z nich miała swoją historię. Każda – dramat remontów, zdobywania sprzętu, walki z brakiem szyb w oknach i podręczników. A jednak działały.
Tydzień Szkoły Powszechnej – gdy społeczeństwo stanęło murem
Najpiękniejszym dowodem solidarności był Tydzień Szkoły Powszechnej w maju 1945 roku. Pomysł Stefana Perneja. Zbiórka na ławki szkolne – planowano 40-50 tysięcy złotych. Zebrano 117 066! Kwesty uliczne, w kinie, teatrze, na listach w zakładach. Pochód dzieci ze sztandarami na Stary Rynek. Akademia w teatrze. Propaganda na słupach, w radiowęźle, nawet z ambon. Zjednoczone Firmy Budowlane zobowiązały się wykonać 211 ławek. Do końca roku oddano 111. To był gest całego miasta.
Ciekawostki i kontekst epoki
W tamtych miesiącach Płock był miastem na styku frontów. Władze miejskie – Franciszek Kozłowski jako prezydent, Kazimierz Churski jako wiceprezydent – sami nauczyciele. Cztery osoby z grona pedagogicznego w Prezydium MRN. To nie przypadek. Nauczyciele stali się kręgosłupem odbudowy. Pracowali w warunkach, o których dziś trudno mówić bez wzruszenia: zimne klasy, brak zeszytów, wynagrodzenie w naturze. A mimo to – pełna mobilizacja.
Uczniowie też pomagali. Przenosili sprzęty, sprzątali, znosili ocalone książki. Biblioteka szkoły nr 7 na początku miała tylko 51 woluminów – jeden podręcznik na całą klasę. A jednak lekcje trwały.
Znaczenie historyczne
Te pierwsze miesiące 1945-1946 to nie tylko odbudowa szkół. To symbol odrodzenia Polski w Płocku. Nauczyciele pokazali, że edukacja jest fundamentem niepodległości. Dzięki nim tysiące dzieci nie straciło roku. Dzięki nim miasto odzyskało rytm normalności – dzwonki, lekcje, egzaminy. To była karta piękna w dziejach płockiej oświaty, napisana bezinteresownością i obywatelską postawą.
Dziś, w 2026 roku, gdy obchodzimy 81. rocznicę wyzwolenia, warto przypomnieć sobie te twarze: Nowak-Churską, Perneja, Grzegorzewską, Śliwińskiego i setki innych. Bohaterów z kredą w dłoni, którzy w najtrudniejszym momencie powiedzieli: „Dzieci muszą się uczyć”. I zrobili to. Pierwszy raz od sześciu lat.