W cieniu klęski – droga do Płocka

Był początek września 1831 roku. Warszawa, broniona z heroicznym uporem przez ponad osiem miesięcy, wreszcie upadła. Armia polska, licząca jeszcze około 30 tysięcy żołnierzy, politycy, członkowie rządu i tysiące uciekinierów ruszyli na zachód. Droga prowadziła przez północne Mazowsze. 23 września wojsko dotarło do Słupna, a posłowie i rząd – do Płocka. Miasto nad Wisłą, zwykle spokojne i prowincjonalne, nagle stało się sceną wydarzeń, które miały zamknąć jeden z najtragiczniejszych rozdziałów polskiej walki o niepodległość.

Płocczanie patrzyli na nadciągające kolumny z mieszaniną nadziei i lęku. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej, gdy wieść o wybuchu powstania dotarła do miasta 3 grudnia 1830 roku, entuzjazm był ogromny. Młodzież płocka garnęła się pod białe orły, formowano Straż Bezpieczeństwa, a później bataliony 3. Pułku Strzelców Pieszych. Teraz, po klęsce, do miasta wlewały się resztki armii – zmęczeni, głodni, ale wciąż z orłem na czapkach. Ulice zapełniły się mundurami, furmankami z rannymi i powozami dygnitarzy. W powietrzu unosił się zapach prochu, potu i desperacji.

Sala ratusza – ostatnie posiedzenie Sejmu

Najprawdopodobniej w sali ratusza, tej samej, w której niegdyś obradowały władze departamentu Księstwa Warszawskiego, 23 września 1831 roku zebrał się Sejm Królestwa Polskiego. Było to posiedzenie historyczne – ostatnie wolne posiedzenie polskiego parlamentu przed długimi dekadami niewoli. Posłowie, senatorowie, członkowie rządu – wielu z nich przybyło prosto z pola bitwy lub z oblężonej stolicy – zasiedli wokół stołu, na którym jeszcze niedawno mogły leżeć mapy i rozkazy wojskowe.

Debata była burzliwa. Klęska Warszawy i chaos w armii wymagały natychmiastowych decyzji. Sejm podjął uchwałę o wyborze nowego Naczelnego Wodza. Wybór padł na generała Jana Nepomucena Umińskiego – doświadczonego dowódcę, cenionego za odwagę i lojalność. Jednak Umiński, przebywający wówczas w innym miejscu, odmówił przyjęcia pełnej władzy. Jednocześnie dotychczasowy Naczelny Wódz, generał Maciej Rybiński, nie zamierzał ustępować ze stanowiska. Spór między dowódcami pogłębił tylko dezorganizację i zamęt wśród żołnierzy i oficerów. Zaczęły szerzyć się nastroje kapitulanckie, choć wielu wciąż chciało kontynuować walkę.

W sali ratusza panowała ciężka atmosfera. Przez okna wpadało jesienne światło, oświetlając twarze zmęczonych mężczyzn w mundurach i surdutach. Głosy mieszały się z szumem Wisły za murami. Ktoś cytował fragmenty odezw z początku powstania, inni wspominali bohaterów spod Grochowa i Ostrołęki. Ale rzeczywistość była bezlitosna – Rosjanie byli już blisko, a siły polskie topniały.

Wyjazd i przekroczenie granicy

Dwa dni później, 25 września, posłowie i członkowie rządu opuścili Płock. Kierowali się na Włocławek i Rypin, a stamtąd dalej – w stronę granicy pruskiej. Rząd i Sejm przekroczyli ją 26 września. Wojsko podążyło ich śladem nieco później – 5 października 1831 roku. W ten sposób powstanie listopadowe faktycznie dobiegło końca. Płock przeszedł do historii jako miejsce ostatniego posiedzenia niepodległego Sejmu Królestwa Polskiego.

Mieszkańcy patrzyli, jak kolumny odchodzą. Na twarzach wielu malowało się przygnębienie. Jeszcze niedawno miasto wiązało siły pruskie w czasie insurekcji kościuszkowskiej, później gościło oddziały napoleońskie i Dąbrowskiego, a w 1831 roku stało się symbolem oporu. Teraz zostało samo – pod rosyjskim butem. Ale pamięć o tych dniach pozostała.

Kontekst epoki – Płock w ogniu powstania

Aby zrozumieć dramatyzm wydarzeń września 1831 roku, trzeba cofnąć się do początku powstania. Wiadomość o wybuchu dotarła do Płocka 3 grudnia 1830 roku i spotkała się z entuzjastycznym poparciem. Młodzież miasta wiązała z wojną z Rosją wielkie nadzieje. Obwód płocki najpierw utworzył Straż Bezpieczeństwa, później – dwa bataliony 3. Pułku Strzelców Pieszych. W ramach pospolitego ruszenia wystawiono 170 kawalerzystów. Mieszkańcy żywo reagowali na każde zwycięstwo i porażkę. Klęska pod Ostrołęką 26 maja 1831 roku była szczególnie bolesna.

W czerwcu Rosjanie pod dowództwem feldmarszałka Iwana Paskiewicza przeszli przez północne Mazowsze. W nocy 18/19 czerwca Płock zajęty został bez walki przez oddział atamana Własowa. Polacy bronili lewego brzegu Wisły – 18. Pułk Piechoty i 2. Pułk Jazdy uniemożliwili sforsowanie rzeki. W lipcu Rosjanie próbowali ponownie – 9 lipca ostrzeliwali Radziwie, ale Polacy odzyskali kępy wiślane. Ostatecznie armia Paskiewicza przeprawiła się pod Osiekiem i ruszyła na Warszawę.

We wrześniu, po upadku stolicy, Płock stał się schronieniem dla resztek władzy i armii. Miasto, choć nie odegrało decydującej roli militarnej, stało się symbolem politycznego końca zrywu.

Bohaterowie tamtych dni

Wśród postaci, które przewinęły się przez Płock we wrześniu 1831 roku, byli generałowie Maciej Rybiński i Jan Nepomucen Umiński. Rybiński, choć nie chciał ustąpić, reprezentował tę część dowództwa, która szukała sposobu na kontynuację walki. Umiński – ceniony za wcześniejsze zasługi – stał się nadzieją na uporządkowanie chaosu, ale jego odmowa pogłębiła kryzys. Posłowie i senatorowie, których nazwiska zapisały się na tablicy pamiątkowej w ratuszu, to ludzie tacy jak Joachim Lelewel, Bonawentura Niemojewski czy Stanisław Barzykowski. Ich decyzje, choć dramatyczne, były podyktowane troską o honor i przyszłość narodu.

Płocczanie również odegrali swoją rolę. Mieszkańcy dostarczali żywność, opatrywali rannych, ukrywali dokumenty. Ich domostwa stały się schronieniem dla uciekinierów. Pamięć o tych dniach kultywowano później – w II Rzeczypospolitej ulicę nazwano imieniem jednego z bohaterów, a w ratuszu umieszczono tablicę upamiętniającą ostatnie posiedzenie Sejmu.

Ciekawostki i mniej znane szczegóły

Warto wspomnieć, że Płock w 1831 roku nie był tylko miejscem politycznych obrad. W mieście stacjonowały oddziały rosyjskie, które obserwowały ruchy Polaków. Mieszkańcy Niemcy, obawiając się zajęcia miasta przez polskie wojska, uciekali do Prus już w październiku 1794 roku – podobny lęk powrócił w 1831. W sali ratusza, gdzie obradował Sejm, jeszcze niedawno mogły wisieć portrety carskich dostojników. Dzisiaj tablica pamiątkowa przypomina: „W tej sali w dniu 23 września 1831 r. odbyło się ostatnie posiedzenie Sejmu Królestwa Polskiego”.

Inna ciekawostka: wśród uciekinierów byli nie tylko żołnierze, ale też cywile – kobiety, dzieci, artyści i intelektualiści. Ich relacje z tamtych dni, choć rozproszone, oddają atmosferę chaosu i nadziei, która jeszcze tliła się w sercach.

Znaczenie historyczne dla Płocka i Polski

Wydarzenia września 1831 roku uczyniły z Płocka symboliczny koniec powstania listopadowego. Miasto, które przez wieki było stolicą departamentu Księstwa Warszawskiego, siedzibą biskupów i ważnym punktem strategicznym nad Wisłą, zapisało się w historii jako miejsce ostatniego aktu suwerennej polskiej władzy ustawodawczej. To nie był wielki triumf, ale dramatyczny epilog – dowód na to, że nawet w klęsce Polacy starali się zachować formy państwowości.

Dla mieszkańców Płocka miało to ogromne znaczenie. W okresie zaborów pamięć o „ostatnim sejmie” stała się źródłem patriotyzmu. W II Rzeczypospolitej obchodzono rocznice, nadawano ulicom imiona bohaterów. Dzisiaj tablica w ratuszu i wystawy w Książnicy Płockiej przypominają, że historia miasta to nie tylko zamki i katedra, ale też dramatyczne chwile walki o niepodległość.

Dla całej Polski wydarzenia te stały się lekcją. Pokazały, jak ważna jest jedność dowództwa i jak tragiczne mogą być wewnętrzne spory w obliczu wroga. Ale też dowiodły, że nawet w najciemniejszych chwilach naród potrafi zachować godność i formę państwa – choćby na kilka dni w sali płockiego ratusza.

Epilog – pamięć, która trwa

Gdy w 2008 roku w Książnicy Płockiej otwarto wystawę „Na Ojczyzny zawołanie…”, jeden z eksponatów przypominał właśnie o tych wrześniowych dniach. Dokumenty, litografie, wspomnienia – wszystko to pokazuje, że Płock nie tylko gościł ostatni Sejm, ale też stał się strażnikiem jego pamięci. W roku 2026, 195 lat po tamtych wydarzeniach, wracamy do tej historii, by przypomnieć sobie, że wolność nigdy nie przychodzi łatwo, a każde miasto może na chwilę stać się sercem narodu.

Płock w 1831 roku nie wygrał bitwy. Ale zapisał się w historii jako miejsce, gdzie ostatni raz zabrzmiały słowa wolnego polskiego parlamentu. I to wystarczy, by pamiętać.