Płock, lipiec 1889 roku. Słońce właśnie wspina się nad Tumską Górą, a Wisła lśni jak srebrna wstęga. Na brzegu, niedaleko mostu, stoją drewniane hangary i pomosty. Grupa młodych mężczyzn w białych koszulach i słomkowych kapeluszach wnosi na wodę długie, smukłe łodzie. „Raz-dwa-trzy – naprzód!” – komenderuje sternik. Wioseł uderzają równo, łódź rusza z gracją, zostawiając za sobą smugę piany. Na brzegu klaszczą dziewczęta w letnich sukniach, a w tle słychać orkiestrę pułkową grającą walca. To nie sen – to zwykłe popołudnie w Płockim Towarzystwie Wioślarskim.

W „Pamiątnej Kniżce Płockiej Guberni na 1889 rok” Towarzystwo wymieniono wśród prywatnych instytucji na stronie 188. Krótka wzmianka, ale dla mieszkańców miasta była to prawdziwa perła letniego życia. W czasach, gdy carski mundur dominował na ulicach, nad Wisłą panowała inna atmosfera – wolna, radosna i zaskakująco obywatelska.

Narodziny klubu nad wielką rzeką

Towarzystwo Wioślarskie powstało w latach 70. XIX wieku, gdy moda na sporty wodne dotarła z Zachodu do Królestwa Polskiego. Płock, położony malowniczo nad Wisłą, był idealnym miejscem. Pierwsi entuzjaści – urzędnicy, ziemianie, oficerowie garnizonu i miejscowi kupcy – kupili pierwsze łodzie, zbudowali pomost i hangar. Do 1889 roku klub miał już solidną bazę: kilka osad, zaplecze treningowe i grono stałych członków.

Siedziba mieściła się nad samym brzegiem, w rejonie dzisiejszej Starówki i bulwarów. Stąd startowały regaty, wycieczki i niedzielne przejażdżki. Woda była czysta, prąd silny – idealny do treningów. Latem Wisła stawała się naturalnym stadionem, a Towarzystwo – centrum towarzyskiego życia Płocka.

Dzień wioślarza – od świtu do zachodu słońca

Poranek zaczynał się wcześnie. Najwytrwalsi przychodzili o szóstej, gdy mgła jeszcze unosiła się nad rzeką. Treningi prowadziły doświadczonych sterników – często byłych marynarzy lub oficerów. Ćwiczono technikę, wytrzymałość, koordynację. „Naprzód! Równiej! Oddychaj!” – krzyki niosły się po wodzie. Po treningu – kąpiel w rzece i śniadanie w klubowej altanie.

Popołudnia należały do rekreacji. Łodzie wypożyczano rodzinom, parom, grupom przyjaciół. Płynęło się w górę Wisły aż do Wyszogrodu lub w dół do Dobrzykowa. Na pokładzie koszyki z prowiantem, gitara, śpiewy. Wieczorami organizowano regaty – wyścigi osad czwórek, ósemek, a nawet pojedynczych skifów. Zwycięzcy dostawali puchary i oklaski z brzegu.

Nie zapominano o najmłodszych. Dla chłopców z płockich szkół i sierocińców Towarzystwo organizowało naukę wiosłowania – pierwszą lekcję dyscypliny i teamworku. Dziewczęta też brały udział – jako pasażerki lub kibicki, a czasem nawet same siadały do wioseł w specjalnych „damskich” osadach.

Towarzystwo jako salon nad Wisłą

Klub nie był tylko sportowy. Był miejscem spotkań. Po regatach urządzano pikniki, koncerty, bale letnie. Przy stołach siadali obok siebie polski ziemianin, rosyjski oficer, żydowski kupiec i niemiecki rzemieślnik. Rozmawiano po polsku, rosyjsku i niemiecku. Pito lemoniadę i piwo, dyskutowano o polityce – zawsze ostrożnie. Nad Wisłą carski nadzór wydawał się odległy.

W „Pamiątnej Kniżce” Towarzystwo wymieniono obok Płockiego Obshchestvennogo Sobrania i Komitetu Czerwonego Krzyża. To dowód, że władze widziały w nim lojalną, „bezpieczną” instytucję. Ale członkowie czuli się przede wszystkim Mazowszanami – kochali swoją rzekę i swoją wolność na wodzie.

Regaty i wielkie wydarzenia

Największe emocje budziły coroczne regaty gubernialne. W 1889 roku startowało kilkanaście osad z Płocka, Mławy, Ciechanowa i Lipna. Na brzegu tłumy – od gubernatora po zwykłych rzemieślników. Orkiestra grała, flaga Towarzystwa powiewała na wietrze. Zwycięska osada dostawała srebrny puchar i wieńce laurowe. Potem – wspólna kolacja w klubie, tańce do białego rana.

Wycieczki łodziami stały się modą. Młodzież płynęła na pikniki do lasów nadwiślańskich, organizowano „wieczory na wodzie” z lampionami i muzyką. Wisła dawała ochłodę w upalne dni i zapomnienie o codziennych troskach.

Ciekawostki z życia klubowego

Członkowie Towarzystwa dbali o sprzęt – łodzie sprowadzano z Warszawy i Gdańska, wiosła robiono na zamówienie. W hangarach pachniało smołą i lakierem. Zimą klub nie zamierał – organizowano ślizgawki na zamarzniętej Wiśle i bale karnawałowe.

W klubie spotykali się przedstawiciele wszystkich stanów. Byli wśród nich oficerowie 21. pułku Muromskiego, nauczyciele gimnazjum, kupcy z Rynku i ziemianie z okolicznych majątków. To było miejsce, gdzie podziały klasowe i narodowe na chwilę znikały.

Znaczenie dla Płocka i Mazowsza

Płockie Towarzystwo Wioślarskie w 1889 roku było czymś więcej niż klubem sportowym. Było oazą normalności w czasach zaboru. Nad Wisłą Mazowszanie budowali wspólnotę, uczyli się dyscypliny, radości i współpracy. Dzięki niemu rzeka stała się nie tylko drogą handlową, ale i miejscem odpoczynku i sportu.

Dziś, w 2026 roku, gdy nad płockimi bulwarami wciąż słychać plusk wioseł, tradycja tamtego Towarzystwa trwa. To dzięki nim Płock na stałe wpisał się na mapę polskich miast wioślarskich. Letnie życie nad Wisłą w 1889 roku pokazało, że nawet pod carskim orłem można znaleźć chwilę wolności – na fali wielkiej rzeki.