W dwudziestoleciu międzywojennym Płock budził się do dźwięku trąbek i tętentu kopyt. Na ulicach Tumskiej, Warszawskiej i Padlewskiego mundury khaki mieszały się z szarymi płaszczami mieszczan, a zapach końskiego potu i oliwy do broni unosił się nad brukiem. 8 Pułk Artylerii Lekkiej im. Bolesława Krzywoustego nie był tu tylko garnizonem – był żywą częścią miasta, jego sercem bijącym w rytmie codziennego życia, wychowania i patriotyzmu.
Wyobraźcie sobie poranek 1935 roku. Słońce dopiero wschodzi nad Wisłą, a z koszar przy Warszawskiej wyłania się kolumna kanonierów. „Pluto-o-n śpiewa!” – pada komenda i zaraz rozbrzmiewa donośne „Wojenko, wojenko, tyś jest dziewczę me...”. Żołnierze maszerują w takt, a płocczanie zatrzymują się na chwilę, kiwają głowami z szacunkiem. Mundur był tu nobilitacją. Nieprzyjęty do służby czuł się jakby niepełnowartościowy obywatel. A ochotnicy odrzuceni w 1939 roku z PKU odchodzili z ciężkim sercem, jakby odebrano im szansę na godność.
Koszary jak drugi dom
Koszary 8 pal rozrzucone były po całym mieście – dowództwo i I dywizjon przy Warszawskiej, II i III dywizjon przy Padlewskim, stajnie, ujeżdżalnia, działownia, magazyny w starych spichrzach kościoła Farnego. To nie były zimne mury. To był świat sam w sobie. Cały dzień żołnierza wypełniały zajęcia – od świtu po zmierzch. Wyszkolenie bojowe i sprawność fizyczna na pierwszym miejscu. Ćwiczenia, marsze, strzelania, czyszczenie dział. Żadnej nudy. Oficerowie dbali, by każdy moment miał sens.
Ale pułk to nie tylko musztra. Kultura żołnierza była równie ważna. Oficer oświatowy – najpierw kpt. Jan Bąkowski, później kpt. Wiktor Jachimiuk – organizował wszystko, co mogło podnieść poziom umysłowy i duchowy. Odczyty Towarzystwa Wiedzy Wojskowej, Ligi Morskiej i Kolonialnej, koncerty własnego chóru i orkiestry ochotniczej. Rozdawano bezpłatne bilety do kina i cyrku. W świetlicy żołnierskiej zawsze prasa, skromna biblioteczka, szachy, domino. A wieczorem – pieśni. Pieśń była duszą pułku. Kolumna maszerująca zawsze śpiewała. „O mój rozmarynie”, „A kto chce rozkoszy użyć” – uśmiech na twarzach, mimo zmęczenia.
Mundury w mieście
Mundury widać było wszędzie. W kinach, teatrze, na koncertach, publicznych zabawach. Specjalnością Płocka były zawody sportowe, zwłaszcza konkursy hippiczne. Nad wychowaniem fizycznym czuwali kpt. Edward Ziółkowski i por. Jan Płosso. Żołnierze brali udział w życiu towarzyskim – tańce w kasynie oficerskim, bale podoficerskie. Płock tętnił wojskowym życiem.
Religia też odgrywała ogromną rolę. Nabożeństwa w szyku wojskowym, pod komendą oficera służbowego. Rano „Kiedy ranne wstają zorze...”, wieczorem „Wszystkie nasze dzienne sprawy...”. Po śmierci marszałka Piłsudskiego przez pół roku żałoba – czarna opaska na lewym rękawie i modlitwa: „Marszałek Piłsudski zmarł ciałem, ale żyje duchem...”. Kapelanami byli ks. kpt. Feliks Słonicki, ks. prał. Piotr Kontecki, ks. dr Alojzy Poszwa.
Pułk i społeczeństwo – jedno serce
„Lud z wojskiem – wojsko z ludem”. To hasło realizowano konkretnie. Komitet Pomocy przy Rodzinie Wojskowej pułku opiekował się najbiedniejszymi szkołami w Chylinie, Kępie Polskiej, Podgórzu, Zakrzewie. Ofiarowywano sprzęt radiowy, ubrania, tran, słodycze, zeszyty, lekarstwa. W święta szkolne przyjeżdżała delegacja pułku z orkiestrą. Dowódca ppłk Mikołaj Ordyczyński, mjr Włodzimierz Dettloff, żony oficerów – wszyscy brali udział. Dzieci bezrobotnych dostawały obiady z kuchni wojskowych, a niektóre rodziny oficerskie przyjmowały je do domów.
Izba Chorych przy ul. Wyszogrodzkiej pod kierunkiem ppłk. Ludwika Ossowskiego leczyła żołnierzy i cywilów. Szpital miejski przyjmował cięższe przypadki. Pułk był częścią miasta – nie tylko militarnie, ale społecznie.
Rok 1938 – wielka chwila
Rok 1938 przyniósł kulminację. Na 800-lecie śmierci Bolesława Krzywoustego społeczeństwo płockie ufundowało sztandar pułkowy. Wojsko – tablicę pamiątkową do Krypty Królewskiej w katedrze. Władze miasta nadały ulicy Parowej imię Krzywoustego. 20 listopada 1938 roku – uroczystość odsłonięcia tablicy. Arcybiskup Julian Nowowiejski odprawił pontyfikalne nabożeństwo. Ppłk Ordyczyński zameldował Wielkiemu Patronowi: „Pomni Twych rycerskich cnót... prosimy Cię o objęcie duchowego przewodnictwa nad płockim Pułkiem Artylerii Lekkiej”.
Na naramiennikach zamiast „ósemki” pojawił się stylizowany znak korony piastowskiej nad literami BK. Pułk przyjął imię Płocki 8 Pułk Artylerii Lekkiej im. Bolesława Krzywoustego. Święto pułkowe 8 września – msza, obiad żołnierski, zawody sportowe, bale w kasynach. Defilady, orkiestra, salwy honorowe. To były dni dumy.
Dowódcy i ludzie
Dowódcy zmieniali się: ppłk Leszek Roguski, płk Aleksander Batory, płk Edward Robakiewicz, ppłk Mikołaj Ordyczyński, ppłk Jan Damasiewicz. Każdy wnosił swój styl, ale duch pozostawał ten sam – dyscyplina, honor, patriotyzm.
Żołnierze – od kadry zawodowej po rezerwistów – tworzyli wspólnotę. W koszarach przy Padlewskim, w ujeżdżalni, na placu ćwiczeń. Konie, działa, wozy – wszystko w idealnym porządku. A wieczorem – miasto. Tumskie ulice ożywały mundurami. Płocczanie znali ich po imieniu. Szacunek był obustronny.
Dziedzictwo, które przetrwało
To codzienne życie garnizonu kształtowało pokolenia. Młodzież widziała w żołnierzach wzór. Szkoły podstawowe nr 11 i nr 2 pamiętają pomoc wojskowych w budowie. Tradycja współdziałania wojska z miastem przetrwała dekady. W 1939 roku, gdy przyszła wojna, płoccy kanonierzy ruszyli z koszar przy Warszawskiej z tym samym duchem, który budowano tu przez dwadzieścia lat pokoju.
Mundury na tumskich ulicach nie zniknęły z pamięci. Dziś, spacerując po Płocku, warto zatrzymać się przy dawnych koszarach. Usłyszeć echo pieśni, zobaczyć w wyobraźni kolumny maszerujące w takt orkiestry. Bo 8 Pułk Artylerii Lekkiej to nie tylko historia oręża – to historia ludzi, którzy uczynili Płock swoim domem, a miasto – częścią siebie.