Wieczór 6 grudnia 1966 roku nie był zwykłym posiedzeniem Miejskiej Rady Narodowej. Obchody tysiąclecia Państwa Polskiego jeszcze wybrzmiewały echem w murach ratusza, a radni zbierali się, by przyjąć uchwałę w sprawie planu na lata 1966–1970. Motto z IV Zjazdu PZPR wisiało nad nimi jak drogowskaz: „Nasze naczelne zadanie narodowe — uczynić Polskę nowoczesnym, socjalistycznym krajem o wysokim poziomie gospodarki, kultury i dobrobytu ludności...”. W sali pachniało papierosami, atramentem i nadzieją na wielki skok. Przewodniczący Prezydium Warszawskiej Wojewódzkiej Rady Narodowej, mgr Józef Pińkowski, w swoim podsumowaniu nie szczędził słów. Podkreślał, że w poprzedniej pięciolatce wydatkowano na Płock ponad 6,7 miliarda złotych, dzięki czemu miasto nabrało „trwałych cech ośrodka miejskiego o specjalnych funkcjach”. Teraz miało być jeszcze ambitniej.
Kulisy sesji – od uchwały do wielkiego planu
Porządek dnia IX sesji MRN był jasny: przyjęcie kompleksowego planu rozwoju gospodarczego. Nie chodziło tylko o liczby. To była strategia na przyszłość całego regionu. Płock miał stać się nie tylko największym organizmem miejskim województwa, ale także kluczowym ośrodkiem produkcyjnym. W 1960 roku produkował zaledwie 10 procent wartości przemysłowej Mazowsza, w 1965 już 18 procent, a w 1970 miało być około 30 procent. W skali kraju – 1,4 procent całej produkcji przemysłowej. Kluczem do tego sukcesu był przemysł, a przede wszystkim jeden gigant.
Radni dyskutowali żywo – zabrało głos aż 14 osób. Debata toczyła się wokół tego, jak pogodzić zadania produkcyjne z pozaprodukcyjnymi. Władze miasta czuły się współodpowiedzialne za rozwój przemysłu, bo to on decydował o możliwościach inwestycyjnych i podnoszeniu stopy życiowej mieszkańców. Pińkowski podkreślał, że Płock winien aktywizować gospodarczo i kulturalnie swój region. Brakowało jeszcze jasnej definicji „regionu”, ale koncepcje prof. Stanisława Berezowskiego – o podziale Polski na 32 regiony podstawowe – wisiały w powietrzu. Płock miałby być stolicą jednego z nich, obejmującego dawne województwo płockie.
Uchwała Nr IX/32/66 została przyjęta jednogłośnie. Plan był kompleksowy: obejmował jednostki centralne i terenowe, spółdzielczość, a nawet gospodarkę nieuspołecznioną. Generalnym problemem były inwestycje – klucz do sił wytwórczych i urządzeń towarzyszących. Podzielono je na przemysłowe i nieprzemysłowe. Te pierwsze – produkcyjne – miały przynosić bezpośredni przyrost dochodu narodowego. Te drugie – komunalne, mieszkaniowe, socjalne – poprawiać warunki życia i pośrednio podnosić wydajność.
Petropol – serce rewolucji
Największą gwiazdą planu były Mazowieckie Zakłady Rafineryjne i Petrochemiczne. Na ich rozbudowę przeznaczono 9,432 miliarda złotych – 13 procent nakładów całego Ministerstwa Przemysłu Chemicznego. Do 1970 roku zakład miał osiągnąć przerób 5,8 miliona ton ropy rocznie. Budowa drugiej destylacji rurowo-wieżowej ruszyła już w pierwszej połowie 1968 roku. W planach były kolejne instalacje: trzecia destylacja, wytwórnia butadienu, kauczuku polibutadienowego, tlenku etylenu i glikolu, oddział pirolizy benzyn, rozdzielanie gazów popirolicznych, wytwórnia fenolu. Łącznie 25 nowych jednostek i uruchomienie 15 kluczowych instalacji technologicznych.
Elektrociepłownia zyskała dwa nowe bloki energetyczne o mocy 110 megawatów. Efekt? W 1970 roku wartość produkcji towarowej MZRiP wzrosła o 280 procent w stosunku do 1965 roku. Na jednego pracownika (bez uczniów) przypadało już około 2 milionów złotych produkcji – o ponad pół miliona więcej niż pięć lat wcześniej. W 1966 roku rafineria dostarczała krajowi 40 procent benzyn, 50 procent olejów napędowych, 80 procent mazutu i 90 procent gazów płynnych. Petropol stał się strategicznym elementem RWPG i symbolem płockiego okręgu przemysłowego nr XIII.
Nie był to jednak tylko wielki kombinat. Wokół niego budowano całe miasto. W 1966 roku wicepremier Bułgarii Iwan Michajłow i wicepremier Zenon Nowak zwiedzali zakład z dyrektorem naczelnym Pawłem Nowakiem i wiceministrem Edwardem Zawadą. Fotografie z tamtych lat pokazują dumę budowniczych – gigant w budowie, który miał stać się największym placem budowy w kraju (tuż po Hucie im. Lenina w Krakowie). W trzech planach pięcioletnich do 1975 roku nakłady na kombinat sięgnęły około 27 miliardów złotych.
Inne filary przemysłu – od maszyn żniwnych po stocznię
Rewolucja nie ograniczała się do rafinerii. Plan centralny przeznaczył 240,2 miliona złotych na modernizację i rozbudowę innych kluczowych zakładów. Fabryka Maszyn Żniwnych dostała 59,3 miliona, Zakłady Stolarki Budowlanej – 42,8 miliona, Płocka Stocznia Rzeczna – 41,3 miliona. Powstawały chłodnie w Zakładach Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego i Zakładach Mięsnych, zaplecze w Zakładzie Energetycznym, krajalnia w Przedsiębiorstwie Obróbki Metali. Nawet Płocka Drukarnia Akcydensowa i Zakłady Młynarskie zyskały nowe moce.
Przemysł terenowy, za 21,6 miliona złotych, adaptował pomieszczenia po szkole nr 4 dla spółdzielni dziewiarskiej i skórzanej, budował zakład tworzyw sztucznych „Świtu”, rozbudowywał meble, piekarnie PSS „Zgoda” na osiedlu Dobrzyńska i w Radziwiu. Spółdzielnia „Izis” z Warszawy adaptowała budynek przy Kościuszki 8 na wzorcowe usługi kosmetyczno-lekarskie. Wszystko to tworzyło sieć, która miała zasilać nie tylko Płock, ale cały region.
Ludzie i miasto w ruchu
Plan zakładał ogromny przyrost zatrudnienia: w gospodarce uspołecznionej o 10,4 tysiąca osób – do 41,4 tysiąca. W przemyśle miało pracować 19,5 tysiąca – prawie dwa razy więcej niż w 1965 roku. Struktura zmieniła się radykalnie: dominować mieli wysoko wykwalifikowani robotnicy. Ludność stała wzrosła do 69,3 tysiąca, ogółem do 76 tysięcy. Dojeżdżających z regionu miało być około 9 tysięcy – codzienny rytm pociągów i autobusów niósł tysiące ludzi z Gostynina, Sierpca, Płońska.
Inwestycje nieprzemysłowe – skromne 9,7 procent nakładów – to jednak serce codziennego życia. Budownictwo mieszkaniowe: 14 996 izb, w tym ponad 9 tysięcy w spółdzielczości. Osiedla Tysiąclecia, Dobrzyńska, Kochanowskiego wyrastały w tempie, jakiego Płock nie widział nigdy. Sieć sklepów z 165 do 203, obroty handlu detalicznego o 56 procent w górę. Nowe pawilony, restauracje, a w „Domu pod Trąbami” z XV wieku – kawiarnia „Zamkowa” otwarta w 1967 roku na X wieki Płocka.
Szkolnictwo, ochrona zdrowia, kultura – wszystko musiało nadążać. 73,5 miliona na szkoły: nowe budynki na Tysiąclecia, Dobrzyńskiej, internaty dla 600 młodych z regionu. Zamek Piastowski – „mały Wawel” – adaptowany na Muzeum Mazowieckie za 17 milionów, z rekonstrukcją gotyckiej bramy i murów obronnych na podstawie odkryć archeologicznych z 1966 roku. Szpital na Winiarach powiększany do ponad tysiąca łóżek. Ośrodek sportowy, Dom Kultury, amfiteatr w czynie społecznym.
Ciekawostki z epoki wielkiego skoku
Płock nie był wyspą. Dyskutowano o nowym podziale administracyjnym – województwa na podregiony, a w przyszłości na 32 regiony podstawowe. Płock jako ośrodek oświaty, kultury i przemysłu miał aktywizować powiaty płocki, gostyniński, sierpecki i płoński. W regionie brakowało jednoznacznej definicji, ale logika wskazywała, że przyszłość leży w harmonii interesów ogólnokrajowych i lokalnych.
Warto wspomnieć wizyty zagraniczne – jak bułgarskiego wicepremiera – które podkreślały międzynarodowy wymiar płockiego giganta. Pracownicy rafinerii stali się nową elitą robotniczą. Dojeżdżający tworzyli nowy układ socjologiczny. A mimo to plan zakładał maksymalne ograniczenie imigracji – intensyfikacja zamiast ekstensywnego wzrostu zatrudnienia.
Inwestycje nieprzemysłowe w poprzedniej pięciolatce wykonano tylko w 75 procentach. Teraz lekcja została wyciągnięta: trzeba było 100-procentowego wykorzystania środków, współpracy przemysłu z radą narodową, unikania „poślizgów”.
Znaczenie historyczne – most między tysiącleciami
Rewolucja przemysłowa lat 1966–1970 to nie tylko tony ropy i miliardy złotych. To zmiana charakteru miasta – z administracyjno-kulturalnego w dynamiczny ośrodek przemysłowy. Płock, który przez tysiąc lat patrzył na Wisłę z wysokiego brzegu, teraz patrzył w przyszłość z wysokości kominów. Dał Polsce niezależność chemiczną, regionowi – miejsca pracy i infrastrukturę, mieszkańcom – nowe osiedla, szkoły, szpitale.
W 1970 roku Płock produkował już około 1,4 procent krajowej produkcji przemysłowej. Wpływ na Mazowsze był ogromny: aktywizacja gospodarcza okolicznych powiatów, nowe funkcje regionalne. Sześćdziesiąt lat później widzimy trwały ślad tej rewolucji – w krajobrazie, w dumie płocczan i w lekcji, że wielkie plany realizują się dzięki ludziom: radnym, inżynierom, robotnikom budującym przyszłość na tysiącletnich fundamentach.
Jak pisał prof. Stefan Ignar: „Płock dotąd przez tysiąc lat – miasto o charakterze administracyjnym zmienia się w gwałtownym procesie przeobrażeń w miasto przemysłowe”. To zdanie najlepiej oddaje kulisy tamtej rewolucji – nie tylko liczby, ale ducha epoki, w której stare miasto zbudowało nowoczesną Polskę.