W XIX wieku Płock nie był już stolicą księstwa, ale wciąż tętnił życiem, które skupiało się wokół Wisły i wzgórza katedralnego. Miasto, przytłoczone rosyjskim zaborem, szukało sposobu, by nie zniknąć w cieniu Warszawy i Łodzi. I znalazło go – w murach starej szkoły. Tam, gdzie kiedyś jezuici nauczali retoryki, a Komisja Edukacji Narodowej wprowadzała nowoczesne programy, powstało coś więcej niż placówka oświatowa. Gimnazjum Gubernialne stało się całym światem dla pokoleń Mazowszan: biblioteką, muzeum, salą redakcyjną, sceną i kuźnią patriotów.
Wyobraźcie sobie jesienny poranek 1824 roku. Ulicami Płocka idą chłopcy w mundurkach, z tornistrami pełnymi ksiąg. W klasach pachnie atramentem i woskiem świec, a nauczyciele – często sami niedawni studenci – mówią o Kochanowskim, Sępie Szarzyńskim i o tym, co znaczy być Polakiem, gdy carski orzeł patrzy z góry. Ta szkoła nie tylko przygotowywała do matury. Ona kształciła duszę regionu.
Narodziny ośrodka, który zastąpił stolicę
Historia zaczyna się jeszcze w czasach Komisji Edukacji Narodowej. Od 1774 roku działała w Płocku Szkoła Podwydziałowa – jedna z pierwszych nowoczesnych szkół w Polsce po kasacie jezuitów. Po rozbiorach, gdy Mazowsze znalazło się pod zaborem pruskim, a później rosyjskim, szkoła przetrwała i ewoluowała. W 1815 roku, w Królestwie Kongresowym, otrzymała rangę Szkoły Wojewódzkiej, a później Gimnazjum Gubernialnego. Była jedyną taką placówką na rozległym terenie od Piotrkowa po Mławę, od Warszawy po Włocławek.
Uczniowie przybywali nie tylko z Płocka i najbliższych powiatów. Przyjeżdżali z Lipna, Rypina, nawet z odległych Sejn czy Kutna. Szkoła stała się magnesem dla ambitnej młodzieży wiejskiej i mieszczańskiej. W jej murach – w dawnym kolegium jezuickim przy ulicy Kolegialnej – mieściły się nie tylko klasy, ale także biblioteka publiczna, muzeum przyrodnicze i gabinety naukowe. To nie była zwykła szkoła. To był pierwszy uniwersytet prowincji.
Rektor Kajetan Morykoni, wybitny pedagog i patriota, nadał jej nowy impuls. W 1820 roku przy szkole powstało Towarzystwo Naukowe Płockie – jedno z najstarszych w Polsce. Na jego czele stanął biskup Adam Prażmowski. Członkowie gromadzili zbiory przyrodnicze, archeologiczne, numizmatyczne. Uczniowie przynosili okazy skał, roślin, stare dokumenty. Muzeum szkolne stało się zalążkiem dzisiejszego Muzeum Mazowieckiego. W ten sposób Płock zyskał instytucję, która przetrwała represje i działa do dziś.
Nauczyciele – bohaterowie w mundurach
Nie byłoby tego wszystkiego bez ludzi. Augustyn Żdziarski, nauczyciel języka polskiego, łaciny i greki, był duszą kulturalnego życia. W 1824 roku redagował „Dziedzilię” – płockie czasopismo literackie, pierwsze tego typu na prowincji. Na jego łamach publikowano rozprawki o literaturze, poezję, recenzje. Żdziarski nie bał się patriotycznych akcentów. W czasie powstania listopadowego napisał odezwę do młodzieży szkolnej, w której wzywał do walki o wolność.
Jego „Nowy zbiór poezji” z 1838 roku miał 291 prenumeratorów – 115 z Płocka i powiatu, ale reszta z Mławki, Lipna, Pułtuska, Łomży, Kutna, Włocławka, a nawet Krakowa, Kielc czy Lublina. To dowód, że Płock sięgał daleko poza granice guberni. Książka krążyła po dworach i plebaniach, budząc ducha narodowego.
Inny nauczyciel, Franciszek Miłcsz, wydał w 1851 roku „Wiadomości z chemii rolniczej” – podręcznik, który służył nie tylko uczniom, ale i ziemiaństwu Mazowsza. Na rocznych popisach szkolnych uczniowie wygłaszali dysertacje z fizyki, historii, literatury. Szkoła stała się akademią prowincjonalną.
Towarzystwo Miłosierdzia organizowało stypendia dla ubogich uczniów z plebejskich rodzin. Dzięki temu do klas trafiali synowie chłopów i rzemieślników. Szkoła demokratyzowała wiedzę w czasach, gdy szlachta wciąż dominowała.
Teatr, prasa i drukarnie – kultura wychodząca poza mury
Szkoła nie zamykała się w czterech ścianach. Do 1812 roku była ściśle związana z teatrem konwiktowym. Później, gdy kościół Świętej Trójcy przerobiono na teatr, uczniowie i nauczyciele nadal brali udział w spektaklach. Żdziarski wystawił komedio-operę „Akademik – krakowiak czyli ofiara dla ojczyzny” w czasie powstania listopadowego.
Wokół szkoły skupiali się drukarze i księgarze. Drukarnia Kuliga w pierwszej połowie XIX wieku publikowała ambitne pozycje dla całego regionu. Księgarnie Jurgensa i Krzywickiego sprowadzały zagraniczne wydawnictwa, pozytywistyczne pisma, nawet saint-simonizm. Młodzi literaci – Michał Synoradzki, Wacław Wolski – zaczynali na łamach „Korespondenta Płockiego”.
Ciekawostki i kontekst epoki
Wyobraźcie sobie salę muzealną w 1825 roku: gabloty z minerałami z Mazowsza, stare monety, mapy, globusy. Uczniowie przygotowywali eksponaty na lekcjach przyrody. W bibliotece stały woluminy z całej Europy. To był świat, w którym mimo cenzury carskiej udawało się przemycać idee wolności.
W 1831 roku, po klęsce powstania listopadowego, represje uderzyły mocno. Żdziarskiego przeniesiono do Sejn, a potem Suwałk. Towarzystwo Naukowe zawiesiło działalność. Ale szkoła przetrwała. W latach 50. XIX wieku wciąż organizowano popisy, wydawano podręczniki. Dopiero po powstaniu styczniowym, od 1868 roku, stała się narzędziem rusyfikacji – język polski ograniczono, programy zmieniono. Ale do tego czasu zdążyła zaszczepić w pokoleniach miłość do kultury polskiej.
Ciekawostką jest, że w szkole uczyli się późniejsi luminarze: Ludwik Krzywicki, Edward Flatau, Ignacy Mościcki. Wielu absolwentów wracało na prowincję jako lekarze, nauczyciele, działacze społeczni, niosąc ze sobą płomień zapalonej w Płocku.
Znaczenie historyczne dla Płocka i Mazowsza
Płockie gimnazjum w czasach zaborów odegrało rolę, której nie da się przecenić. W regionie pozbawionym uniwersytetu, bez silnego przemysłu, bez stolicy – ono stało się bastionem polskości. Dzięki niemu kultura nie ograniczała się do Warszawy. Sięgała po Mławę, Włocławek, nawet dalej. Prenumeratorzy „Dziedzilii”, stypendyści, absolwenci – wszyscy tworzyli sieć, która utrzymywała żywą pamięć o Polsce.
Dla mieszkańców Płocka szkoła była powodem do dumy. W czasach, gdy miasto traciło rangę administracyjną na rzecz guberni, gimnazjum dawało poczucie, że Płock wciąż jest ośrodkiem wyższego rzędu. Dla całej Polski – dowodem, że prowincja może być kuźnią talentów i idei.
Dziś, gdy obchodzimy kolejne rocznice odzyskania niepodległości, warto przypomnieć, że wolność zaczyna się od edukacji. Od nauczycieli, którzy wbrew zaborcy nauczali po polsku. Od uczniów, którzy na popisach recytowali Mickiewicza. Od Towarzystwa Naukowego, które przetrwało represje i działa po dziś dzień.
Płockie gimnazjum nie było tylko szkołą. Było całym światem – światem, w którym Mazowsze uczyło się być Polską.