W grudniowy poranek 1963 roku nad płockim brzegiem Wisły unosił się dziwny, obcy zapach. Nie był to już tylko zapach starego miasta – dymu z kominów drobnych zakładów, wilgotnej ziemi pól i rzeki. To była woń ropy naftowej. Rurociąg „Przyjaźń”, największe wspólne przedsięwzięcie RWPG, dotarł do Płocka. Kilka miesięcy później, w 1964 roku, na terenie dawnej wsi Biała Nowa ruszył rozruch pierwszej destylacji rurowo-wieżowej Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych. Dla mieszkańców tysiącletniego grodu nad Wisłą zaczął się nowy rozdział – era wielkiego przemysłu, który miał uczynić z peryferyjnego miasta stolicę polskiej petrochemii.
Początek wielkiej zmiany
Płock w końcu lat pięćdziesiątych był miastem o bogatej, ale trudnej historii. Rówieśnik Państwa Polskiego, przez wieki ważny ośrodek mazowiecki, po wojnie borykał się z powojennymi zniszczeniami i brakiem perspektyw. Miasto liczyło około 42 tysięcy mieszkańców, a jego gospodarka opierała się na drobnych zakładach, stoczni rzecznej i przemyśle rolno-spożywczym. Bezrobocie, emigracja za chlebem – to codzienność wielu płockich rodzin. Wszystko zmieniła decyzja z 1958 i 1959 roku. W ramach porozumień RWPG zapadła uchwała o budowie rurociągu „Przyjaźń” – magistrali, która miała tłoczyć radziecką ropę z Syberii i Tatarstanu do Polski, NRD, Czechosłowacji i Węgier. Płock wybrano nieprzypadkowo: centralne położenie, Wisła jako źródło wody przemysłowej, rezerwy siły roboczej i bliskość planowanej trasy rurociągu.
Budowa rozpoczęła się w 1960 roku. Generalnym wykonawcą została Petrobudowa – nowo powołane przedsiębiorstwo budowlane, które ściągnęło do Płocka tysiące robotników z całej Polski. Na prawym brzegu Wisły, na terenach włączonych do miasta w 1961 roku, powstał gigantyczny plac budowy. Koparki, dźwigi, setki spawaczy i monterów pracowały w tempie, jakiego Mazowsze nie widziało od lat. Warunki były ciężkie: błoto, mróz, upał, brak zaplecza. Ale w powietrzu czuło się entuzjazm – to nie była zwykła budowa. To był symbol socjalistycznej industrializacji, obietnica lepszego jutra dla regionu skazanego wcześniej na rolnicze zacofanie.
Życie na placu budowy
Robotnicy przyjeżdżali całymi rodzinami. Z Podhala, z Podlasia, z Wielkopolski. Mieszkali w barakach, w tymczasowych osiedlach, często w warunkach polowych. Wspomnienia dawnych budowniczych, które przetrwały w relacjach lokalnych, pełne są opowieści o nocnych zmianach, o śpiewach przy ogniskach i o tym, jak z dnia na dzień rosły wieże destylacyjne i zbiorniki. W kwietniu 1964 roku podłączono polski odcinek rurociągu. Pierwsza ropa popłynęła do płockich zbiorników. 17 sierpnia 1964 roku uruchomiono pierwszą instalację – destylację rurowo-wieżową. Dla wielu Płoczan to był dzień jak z baśni: stare miasto nagle stało się częścią wielkiego świata przemysłu.
Miejska Rada Narodowa koordynowała nie tylko budowę kombinatu, ale i towarzyszące inwestycje. Powstało ponad 12 tysięcy izb mieszkalnych, nowe szkoły, wodociągi, drogi. Ludność miasta wzrosła w kilka lat z 42 do 56 tysięcy. Zatrudnienie skoczyło z 18,6 tysiąca do 31 tysięcy osób. Kobiety wchodziły masowo na rynek pracy – ich udział wzrósł o 77 procent. To nie były suche liczby. To były konkretne rodziny, które po raz pierwszy miały własne mieszkanie z łazienką, dzieci chodziły do nowych szkół, a w sklepach pojawiły się towary, o których wcześniej marzono.
Ciekawostki z epoki wielkiej budowy
Mało kto dziś pamięta, że rurociąg „Przyjaźń” miał 5327 kilometrów i był największym tego typu systemem na świecie. Polski odcinek budowano w rekordowym tempie. Ropa z Tatarstanu i Samary płynęła przez Białoruś i wschodnią Polskę do Płocka, a stąd dalej do NRD. Kombinat w Płocku należał do nielicznych w Europie, które łączyły rafinerię z produkcją petrochemiczną – nie tylko paliwa, ale i tworzywa sztuczne, polietylen, polipropylen. W 1964 roku planowano przerób 2 milionów ton ropy rocznie; w perspektywie lat siedemdziesiątych miało być nawet 10-12 milionów. Płock stał się ważnym ogniwem RWPG – symbolem braterskiej współpracy socjalistycznych krajów.
Nie brakowało też wyzwań. Budowa pochłaniała ogromne ilości wody – kombinat zużywał jej więcej niż cała ówczesna Warszawa. Ścieki trafiały do Wisły, co budziło obawy ekologiczne już wtedy. Ale w tamtej epoce priorytetem była industrializacja. Miejska Rada Narodowa organizowała czyny społeczne – mieszkańcy pracowali po godzinach przy budowie dróg, szkół i osiedli. W latach 1963-1964 wartość takich czynów wyniosła ponad 5 milionów złotych. To był prawdziwy wspólny wysiłek całego miasta.
Znaczenie dla Płocka i Mazowsza
Budowa rafinerii zakończyła wielowiekowe marzenie Płocka o rozwoju. Miasto, które przez stulecia przeżywało wzloty i upadki – od czasów Piastów, przez rozbiory, po okupację hitlerowską – w 1964 roku wkroczyło w drugie tysiąclecie jako przemysłowa potęga Mazowsza. Kombinat dał tysiące miejsc pracy, przyciągnął inteligencję techniczną, zmienił demografię regionu. Płock przestał być „miastem na peryferiach” i stał się stolicą polskiej petrochemii. Wpływ na całą Polskę był ogromny – tańszy transport ropy rurociągiem obniżył koszty paliw, a produkcja petrochemiczna zasiliła cały przemysł.
Dzisiaj, z perspektywy 2026 roku, patrzymy na tamte lata z mieszanymi uczuciami. Były to czasy wielkiego wysiłku, ale i ideologicznej propagandy. Jednak fakt pozostaje faktem: robotnicze ręce, inżynierskie umysły i determinacja mieszkańców sprawiły, że „ropna rzeka” nie tylko wpłynęła do Płocka – ona go odmieniła. Dzięki niej tysiącletnie miasto nad Wisłą weszło w nową erę – erę nowoczesnego przemysłu, który do dziś kształtuje jego oblicze.