W końcu lat siedemdziesiątych XIX wieku Mazowsze pod rosyjskim zaborem budziło się do przemysłowego życia. Nad Wisłą, w Płocku i okolicznych wsiach, dymiły kominy, stukotały warsztaty, a rolnicy coraz częściej sięgali po narzędzia, które niegdyś musieli kuć własnoręcznie. Wśród tych zakładów jeden wyróżniał się jak gigant – nie tylko rozmiarami, ale i niezwykłym profilem produkcji. We wsi Mysie, w gminie Pomiechowo, działała fabryka S. Kopelmana. W 1879 roku zatrudniała 203 pracowników, wytwarzała bomby, granaty, maszyny rolnicze i inny sprzęt o wartości rocznej produkcji sięgającej 322 tysięcy rubli. To był prawdziwy kolos na tle skromnego przemysłu powiatu płockiego.
Wyobraźcie sobie poranek w Mysiu. Mgła nad polami, zapach węgla i oleju maszynowego. Z oddali słychać sapanie dwóch potężnych maszyn parowych o łącznej mocy 47 koni mechanicznych i lokomobili o sile 16 KM. W halach rozbrzmiewa łoskot 60 warsztatów. Robotnicy – Polacy, Żydzi, może i Niemcy z okolicy – pochyleni nad formami odlewniczymi i tokarkami. Jedni montują pługi, które za kilka tygodni trafią na pola wokół Płocka, inni odlewają części granatów. To nie była zwykła kuźnia. To był zakład, który łączył wojnę z chlebem powszednim.
Gigant wśród małych zakładów
Kiedy spojrzymy na statystyki z końca XIX wieku, fabryka Kopelmana jawi się jako absolutny lider przemysłu maszynowego w Płocku i całym powiecie. W 1879 roku przemysł maszynowy zatrudniał łącznie 324 osoby – prawie połowę wszystkich robotników przemysłowych regionu. Z tego ponad 200 pracowało właśnie w Mysiu. Dla porównania: płocka wytwórnia Mojżesza Sarny zatrudniała zaledwie 23 osoby, a zakład Augusta Bora – osiemnaście. Kopelman dominował nie tylko liczbami, ale i wyposażeniem technicznym. Dwie maszyny parowe, lokomobila i cała armia warsztatów pozwalały na produkcję na skalę, o jakiej inni mogli tylko marzyć.
Produkcja była dwutorowa. Z jednej strony – sprzęt rolniczy: pługi, brony, siewniki, młockarnie. Dla mazowieckiego rolnika, który wciąż walczył z zaborczą polityką i biedą, takie narzędzia oznaczały szansę na większą wydajność. Z drugiej – broń: bomby i granaty. W carskiej Rosji, gdzie armia była filarem imperium, zapotrzebowanie na amunicję nigdy nie wygasało. Fabryka w Mysiu wypełniała lukę między potrzebami wojska a lokalnym zapotrzebowaniem na maszyny. To nie był przypadek. Pod zaborem rosyjskim wiele żydowskich i polskich zakładów balansowało między legalną produkcją cywilną a zamówieniami wojskowymi.
Mysie leżało w strategicznym miejscu – niedaleko Płocka, nad Wisłą, z dobrym połączeniem drogowym i wodnym. Surowce – żelazo, węgiel – docierały barkami lub wozami. Gotowe wyroby wyjeżdżały w głąb Królestwa Polskiego i dalej, do Rosji. Dla mieszkańców wsi była to szansa na pracę. W czasach, gdy większość żyła z roli, 203 etaty w jednym zakładzie to była rewolucja. Robotnicy z Mysia i okolicznych gmin – Pomiechowa, Brwilna, Kleniewa – codziennie przekraczali bramę fabryki, przynosząc ze sobą zapach pola i nadzieję na lepszą przyszłość.
Życie w fabryce i na wsi
Wyobraźcie sobie halę. Para bucha z kotłów, młoty biją w kowadła, tokarki skowyczą. Nad wszystkim unosi się kurz i dym. Pracownicy podzieleni na brygady: odlewnicy, monterzy, ślusarze. Nie wiemy dokładnie, jak wyglądał dzień pracy – czy był to 12-godzinny dzień, typowy dla epoki, czy może nieco krótszy dzięki nowoczesnemu wyposażeniu. Wiemy jednak, że zakład dysponował napędem mechanicznym, co w powiecie płockim było rzadkością. Większość innych fabryk – jak małe cegielnie czy młyny – polegała na sile ludzkich rąk lub wody.
Wokół fabryki rosła cała społeczność. W Mysiu i Pomiechowie pojawiały się nowe chałupy dla robotników, sklepiki, może nawet szkoła wieczorowa. Właściciel, S. Kopelman, najprawdopodobniej Żyd, był typowym przedsiębiorcą epoki – energicznym, otwartym na nowe technologie, ale i zależnym od carskiej biurokracji. Musiał wypełniać ankiety dla „Ukazatiela” Orłowa, meldować o produkcji, zatrudnieniu. Te dane trafiły do Petersburga i stały się częścią wielkiego obrazu przemysłu imperium.
Rok 1879 to szczyt. Potem fabryka znika ze statystyk. W 1884 i 1893 roku nie ma już śladu po zakładzie w Mysiu. Co się stało? Czy zamknięto ją z powodów ekonomicznych? Czy zmieniono profil produkcji na coś, co nie podlegało obowiązkowi sprawozdawczemu? A może właściciel przeniósł działalność? Tajemnica pozostaje. Historycy mogą tylko spekulować, że charakter militarny produkcji sprawił, iż zakład przestał być widoczny w cywilnych zestawieniach. Albo że po prostu nie zgłosił się do kolejnego spisu.
Kontekst całego przemysłu płockiego
Fabryka Kopelmana nie działała w próżni. W Płocku i powiecie rozwijał się cały ekosystem małych zakładów. W tym samym 1879 roku Mojżesz Sarna w Płocku produkował maszyny rolnicze za 32,5 tysiąca rubli. Kilka lat później jego odlewnia i wytwórnia działały już osobno. Na ulicy Więziennej i Tumskiej powstawały kolejne warsztaty – Stefana Sorokiewicza, Augusta Bora. Ale żaden nie dorównywał skali Mysia.
Przemysł rolno-spożywczy – młyny, browary, gorzelnie – dominował liczbą zakładów, ale nie wartością produkcji. W 1893 roku w powiecie pracowało już 17 młynów i wiatraków, ale ich zatrudnienie było symboliczne: po 2-3 osoby. Browar Piotra Szyfera w Maszewie zatrudniał 20-33 robotników i warzył piwo warte dziesiątki tysięcy rubli. Cegielnie Blumberga czy Niedźwiedzia produkowały setki tysięcy cegieł rocznie. Ale to maszyny z Mysia – i te, które po nim pozostały – naprawdę zmieniały krajobraz pól.
Pod zaborem rosyjskim przemysł Królestwa Polskiego był traktowany jako zaplecze imperium. Carscy urzędnicy zbierali dane, ale inwestycje były skromne. Fabryka Kopelmana pokazała, że lokalna przedsiębiorczość potrafiła wykorzystać szanse. Maszyny rolnicze pomagały przetrwać chłopom, którzy po uwłaszczeniu musieli konkurować z tanim ziarnem z głębi Rosji. Bomby i granaty przypominały, że pokój pod zaborem był zawsze warunkowy.
Ciekawostki i tło epoki
W 1879 roku Płock liczył kilkanaście tysięcy mieszkańców. Miasto wciąż nosiło ślady dawnej świetności biskupiej, ale pod Rosjanami stało się prowincjonalnym ośrodkiem. Ulice Tumska, Bielska, Dobrzyńska tętniły życiem – tu zakładano warsztaty, tam otwierano sklepy. Żydowska społeczność, do której należał Kopelman, odgrywała kluczową rolę w handlu i przemyśle. To oni często sprowadzali nowe technologie z Prus czy Austrii.
Maszyny parowe w Mysiu to był cud techniki. W powiecie płockim było ich niewiele. Większość zakładów polegała na sile wody lub wiatru. Lokomobila Kopelmana mogła pracować w polu – dosłownie. Wyobraźcie sobie, jak taka maszyna ciągnie pług po ugorze albo napędza młockarnię podczas żniw. To był początek mechanizacji, która po latach zaowocuje wielkimi fabrykami w niepodległej Polsce.
Zniknięcie zakładu po 1879 roku nie oznaczało końca ery. W Płocku kontynuowali Sarna i inni. Ich warsztaty stały się zalążkiem przyszłej Fabryki Maszyn Żniwnych. Ale Mysie pozostało symbolem – miejscem, gdzie na chwilę skupiła się cała siła lokalnego przemysłu.
Znaczenie dla Płocka i Mazowsza
Fabryka Kopelmana pokazała, że nawet pod zaborem można budować nowoczesny przemysł. Dostarczała narzędzia, które zwiększały plony na mazowieckich polach – chlebie powszednim tysięcy rodzin. Jednocześnie wspierała carską machinę wojenną. Ta dwoistość była typowa dla epoki. Dla mieszkańców Płocka i powiatu oznaczała pracę, dochody, rozwój. Dla Polski – krok ku przyszłości, w której po 1918 roku przemysł rozkwitnie na dobre.
Dziś po fabryce w Mysiu nie zostało wiele śladów. Ale jej historia przypomina, że wielkość nie zawsze mierzy się wielkimi gmachami w stolicy. Czasem wystarczy wieś, maszyna parowa i wizja przedsiębiorcy, by zmienić oblicze regionu. Bomby i pługi z Mysia – zapomniane, ale wciąż inspirujące.
Ciekawostki z epoki
- W tym samym czasie w Płocku działała odlewnia Sarny produkująca części do maszyn rolniczych – bezpośredni następca idei Kopelmana.
- Rosyjski „Ukazatiel” Orłowa, z którego znamy te dane, był pierwszym tak szczegółowym spisem przemysłu w Królestwie Polskim.
- Wartość produkcji Kopelmana – 322 tysiące rubli – przewyższała łączną produkcję wielu gałęzi w całym powiecie.
- Maszyny parowe o mocy 63 KM łącznie to w 1879 roku prawdziwy rekord dla mazowieckiej wsi.
Dziedzictwo
Historia fabryki Kopelmana uczy, że przemysł to nie tylko liczby. To ludzie, którzy codziennie stawali przy tokarkach, to wieś, która nagle stała się częścią wielkiego świata, to Mazowsze, które mimo zaboru nie dało się zatrzymać. W 2026 roku, gdy wspominamy 147 lat od tamtego przełomowego spisu, warto przypomnieć sobie Mysie – miejsce, gdzie bomby i pługi szły ramię w ramię ku przyszłości.