Styczeń 1945 roku w Płocku pachniał jeszcze prochem i wilgocią ruin. Ulice były puste, budynki ziały pustkami po okupacyjnych magazynach, a w powietrzu unosił się chłód zimy i nadziei. Wojna odeszła 21 stycznia, ale dla tysięcy dzieci trwała nadal – w formie braku ławek, tablic i nauczycieli. W tym momencie, gdy mężczyźni zajmowali się odbudową mostów i dróg, to kobiety – nauczycielki z Płocka – wyszły na pierwszą linię frontu oświaty. Nie czekały na ministerstwo, na transporty sprzętu ani na oficjalne rozporządzenia. Z kredą w dłoni, w znoszonych płaszczach, z workami pełnymi ocalonych zeszytów i map, ruszyły do działania. W kilka tygodni od wyzwolenia uruchomiły pierwsze szkoły, wypełniając klasy śmiechem i szumem piór. To ich historia – pełna determinacji, poświęcenia i cichego heroizmu.
Cień okupacji: kreda zamiast karabinu
Wrześniowe naloty 1939 roku przerwały wszystko. Szkoły zajęte przez hitlerowców, sprzęt zniszczony lub rozkradziony. Ponad dwie trzecie ławek, tablic i pomocy naukowych przepadło na zawsze. Nauczyciele rozproszyli się – jedni do obozów, inni do przymusowych robót przy budowie dróg. Ale nie wszystkie. Płockie nauczycielki, często z narażeniem życia własnego i najbliższych, podjęły się tajnego nauczania. W małych grupkach, po piwnicach i strychach, w mieszkaniach na peryferiach, uczyły dzieci czytać, pisać, liczyć. Bez podręczników, bez tablic – z pamięci i z ocalonych skrawków papieru. To one, bezinteresowne i uparte, stały się cichymi strażniczkami polskiej oświaty w najczarniejszych latach.
Gdy w październiku 1939 na krótko otwarto szkoły, okupant szybko zamknął je i spisał listę pedagogów. Potem przyszła likwidacja. Nauczycielki nie poddały się. Pracowały w zawodach „bezpiecznych” – w handlu, chałupnictwie – ale wieczorami i w niedziele wracały do tego, co kochały najbardziej: do dzieci i do lekcji. Ich odwaga była bezimienna, ale skuteczna. Dzięki nim tysiące płockich dzieci nie straciło całkowicie kontaktu z nauką.
21 stycznia 1945: apele na słupach i pierwszy krok
Dzień wyzwolenia Płocka był dla nauczycielek jak sygnał do boju. Jeszcze w czasie okupacji, 3 sierpnia 1944 roku, w mieszkaniu Władysława Frączaka na peryferiach miasta zebrała się Konspiracyjna Rada Narodowa. Wśród jej członkiń była Stanisława Nowak-Churska – nauczycielka, której powierzono organizację oświaty po wojnie. W dniu oswobodzenia miasta to właśnie ona wyszła na ulice. Własnoręcznie, ręcznie napisane apele nakleiła na słupach ogłoszeniowych: „Nauczyciele! Zgłaszajcie się do pracy oświatowej w lokalu Miejskiej Rady Narodowej”.
23 stycznia odbyło się pierwsze posiedzenie MRN. Nowak-Churska została kierownikiem Wydziału Szkolnego. Dostała mały pokoik i jedną sekretarkę – Annę Stypułkowską. Do wydziału zgłaszali się nauczyciele, ale to kobiety dominowały w pierwszych zespołach. One nie miały czasu na wahanie. W końcu stycznia ruszyła pierwsza szkoła – nr 1 przy Alei Jachowicza. W zespole Stefana Perneja były Maria Bartoszewska, Maria Łebkowska, Wiktoria Pernejowa, Kazimiera Skiermańska, Czesława Sobocińska i Czesława Zaborowska. Budynek miał szczęście – w czasie okupacji była tu szkoła niemiecka, więc ostał się jakiś sprzęt. Ale resztę musiały zorganizować same.
Jadwiga Grzegorzewska i szkoła nr 7 – cud w dawnym seminarium
10 kwietnia 1945 roku otworzyła się szkoła nr 7 przy ulicy Królewieckiej, w budynku dawnego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego. Kierownictwo powierzono Jadwidze Grzegorzewskiej. Budynek był pusty – zero ławek, zero pomocy naukowych. Grzegorzewska zebrała zespół: Zdzisława Andrzejak, Stanisława Fuzowa, Helena Przesławska, Maria Żurawicz i inni. Nauczycielki i nauczyciele znosili stoły biurowe z urzędów, krzesła, taborety. Rodzice przynieśli ławki ukryte na strychach przez całą okupację. W dniu otwarcia było już 10 klas i 398 uczniów. Dzieci przychodziły nie tylko z Płocka – wracały z Niemiec, z Litwy, zza Bugu. Grzegorzewska organizowała wszystko z żelazną determinacją. Później, w maju, jej szkoła aktywnie włączyła się w Tydzień Szkoły Powszechnej, a w czerwcu otrzymała pierwsze nowe ławki z zebranych funduszy.
Jej energia była zaraźliwa. Gdy w październiku 1946 roku poszła na urlop zdrowotny, kierownictwo przejęła Władysława Kowalska, a do zespołu dołączyły Eugenia Laszkiewicz i Eugenia Łazicka – obie po obozach koncentracyjnych. Ravensbrück i inne piekła nie złamały ich woli nauczania.
Czesława Zybert i bliźniacze szkoły nr 2 i nr 6
Podobną rolę odegrała Czesława Zybert. Od lutego do lipca 1945 roku prowadziła razem szkołę nr 2 i nr 6. Gdy w nowym roku szkolnym rozdzielono je, kierownictwo nr 2 objął Władysław Gawiński, ale to Zybert była duszą obu placówek. Przepełnione klasy, nauka na dwie zmiany, brak podręczników – a mimo to lekcje trwały. W zespole były Irena Bejgier, Irena Chrzanowska, Maria Listek, Aniela Piotrowska i wiele innych nauczycielek. One sprzątały, remontowały, dzieliły się ostatnim kawałkiem kredy. Gdy w październiku 1947 roku szkoła nr 2 przeniosła się do byłych koszar przy placu Dąbrowskiego, to właśnie kobiety zadbały, by dzieci nie straciły ani dnia nauki.
Inne bohaterki – te bezimienne i te nazwane
W każdej szkole były one. W szkole nr 1 – Felicja Borkowska, Alodia Gawińska, Maria Parolowa. W szkole nr 5 na Radziwiu – Janina Lewandowska, Czesława Malesowa, Jadwiga Śliwińska. W szkole nr 3 – Leopold Gutkowski jako kierownik, ale zespół pełen nauczycielek. W szkole nr 8, zorganizowanej przez Jana Łebkowskiego, ale z nauczycielkami z nr 1 i nr 3: Łucja Górecka, Halina Gruszecka, Maria Gwiazdowicz, Władysława Januszewska. W szkole nr 4, uruchamianej przez Zygmunta Kraszkiewicza – kolejne kobiety z zespołów poprzednich szkół.
Uczniowie też wspominali je z wdzięcznością. To one stały przy tablicy, gdy okna były bez szyb, a zimy mroźne. Wynagrodzenie? W naturze – chleb, mięso, czasem spirytus z gorzelni w Sikorzu. Ale one nie liczyły. Pracowały z przekonaniem, że budują nową Polskę – od podstaw, od dziecka.
Ciekawostki i kontekst epoki
W tamtych miesiącach Płock był miastem nauczycielskim. Prezydent Franciszek Kozłowski, wiceprezydent Kazimierz Churski – obaj nauczyciele. W Prezydium MRN cztery osoby z grona pedagogicznego, w tym Nowak-Churska i Józef Świeck. Nauczycielki nie tylko uczyły – organizowały Tydzień Szkoły Powszechnej, kwestowały na ulicach, przygotowywały akademie w teatrze. Propaganda? Afisze, radiowęzeł, nawet ambony kościelne. A one w centrum tego wszystkiego.
Biblioteki szkolne zaczynały od 51 książek. Jeden podręcznik na całą klasę. A jednak dzieci przychodziły tłumnie – ponad 4500 w wieku szkolnym. Nauczycielki z obozów wracały i natychmiast stawały do pracy. Ich postawa była wzorem dla całego miasta.
Znaczenie historyczne
Te pierwsze miesiące 1945–1946 to nie tylko odbudowa szkół. To odrodzenie Polski w miniaturze. Płockie nauczycielki pokazały, że edukacja jest fundamentem niepodległości. Dzięki nim tysiące dzieci nie straciło roku, a miasto odzyskało rytm normalności. W 2026 roku, 81 lat później, ich historie nabierają szczególnego blasku. Przypominają, że największe zwycięstwa nie zawsze wygrywa się na polach bitew. Czasem wygrywa się je w zimnej klasie, przy tablicy, kredą w dłoni.
Stanisława Nowak-Churska, Jadwiga Grzegorzewska, Czesława Zybert i setki innych – to one były prawdziwymi bohaterkami powojennego Płocka. Nie czekały na pokój. Stworzyły go dla dzieci.