Adwokat z farbą i piórem: jak Kazimierz Mayzner zamienił prowincję w artystyczną stolicę Mazowsza
Rok 1931. Płock budzi się powoli z letargu po odzyskaniu niepodległości. Ulice Tumska i Kolegialna tętnią codziennym życiem – urzędnicy spieszą do magistratu, kupcy liczą zyski w sklepach, a inteligencja spotyka się w cukierniach na plotkach i kawie. Ale czegoś brakuje. Brakuje iskry, która rozświetliłaby szare dni prowincji. Tę iskrę przynosi człowiek, który na pierwszy rzut oka wydaje się zwykłym adwokatem: Kazimierz Mayzner. Z teczką pełną akt sądowych, ale w głowie – farbą, piórem i marzeniem o artystycznej rewolucji.
Wieczorem 11 października 1931 roku w Resursie Obywatelskiej zbiera się grupa marzycieli. Mayzner, już jako prezes, wstaje i mówi: „Płock zasługuje na więcej niż kabaret w cukierni”. Tak zaczyna się historia Klubu Artystycznego Płocczan – instytucji, która w ciągu zaledwie ośmiu lat zmieni oblicze miasta. Wystawy, szopki satyryczne, koncerty, śród literacko-muzyczne – wszystko to pod batutą jednego człowieka, który łączył w sobie prawo, sztukę i politykę. Mayzner nie był tylko założycielem. Był duszą, sercem i siłą napędową całego przedsięwzięcia.
Z Warszawy do Płocka: drogi życiowe artysty w todze
Kazimierz Mayzner urodził się w 1883 roku w Warszawie. Młodość spędził w stolicy, gdzie studiował jednocześnie architekturę, malarstwo i prawo. Już wtedy widać było w nim tę niezwykłą wielozadaniowość – prawnik, który rysuje karykatury, literat, który komponuje piosenki. Do Płocka trafił w 1917 roku jako prokurator. Szybko jednak porzucił mundur na rzecz togi adwokackiej. Otworzył kancelarię i stał się znaną postacią lokalnego świata prawa.
Ale Mayzner nigdy nie ograniczał się do sal sądowych. Angażował się w politykę – z ramienia Polskiej Partii Socjalistycznej pełnił funkcję prezesa Rady Miejskiej w Płocku. Pisał artykuły do prasy ogólnopolskiej i lokalnej. To on w dużej mierze stał za powstaniem miesięcznika „Życie Mazowsza”. Jego pióro było ostre, celne, często satyryczne. Pisał nie tylko o prawie, ale o życiu społecznym, kulturze, bolączkach prowincji.
Jego talenty artystyczne kwitły równolegle. Komponował teksty piosenek i wiersze satyryczne – te same, które później rozbrzmiewały w Szopkach Płockich. Napisał sztukę „Dziewczyna z winiarni”, która z powodzeniem trafiła na deski płockiego teatru. Rysował karykatury, projektował scenografie. W 1931 roku, gdy zakładał Klub, miał już za sobą bogatą kartę twórczą. To nie był amator. To był profesjonalista, który postanowił, że Płock przestanie być tylko „miastem biskupów i kupców”.
W międzywojennym Płocku atmosfera była specyficzna. Miasto odzyskiwało blask po zaborach, ale wciąż czuło ciężar prowincjonalności. Brakowało stałego teatru na wysokim poziomie, regularnych wystaw, miejsca, gdzie artyści mogliby się spotykać i tworzyć. Mayzner dostrzegł tę pustkę. Zrozumiał, że prowincja potrzebuje nie tylko chleba, ale i duszy.
Narodziny Klubu: od kabaretu do instytucji
Zaczątkiem był elitarny kabaret artystyczny – Klub Artystów Płockich. Spotkania odbywały się w cukierni Antoniego Szałańskiego przy ulicy Tumskiej 8. Tam, wśród kawy i ciast, artyści i miłośnicy sztuki wymieniali się pomysłami. W 1931 roku zorganizowali trzy duże imprezy. Sukces był tak duży, że postanowili nadać przedsięwzięciu bardziej formalny charakter.
11 października 1931 roku w Resursie Obywatelskiej odbyło się zebranie organizacyjne Klubu Artystycznego Płocczan. Mayzner został prezesem – i pozostał nim do końca działalności. Wokół niego zebrali się malarze Witold Poray-Kuczewski (wiceprezes) i Adam Nowiński (kierownik sekcji plastycznej), pianistka Janina Grabowska-Kuczewska (kierowniczka sekcji muzycznej), ks. Aleksander Dmochowski, ks. prof. Kazimierz Starościński, architekt Stanisław Klonowski i wielu innych. Sekcje: plastyczna, muzyczna, literacko-teatralna, a później fotograficzna – tworzyły zintegrowane środowisko.
Klub zmieniał lokale: z cukierni Szałańskiego do Hotelu Angielskiego, Resursy Miejskiej, aż w 1933 roku zdobył pomieszczenia w gmachu teatru miejskiego. Tam powstała kawiarnia zimowa, sala odczytowa i wystawowa, biblioteka z czytelnią oraz biuro. Mayzner osobiście nadzorował wszystko – od programu po finanse. Jego energia była zaraźliwa.
Wystawy, które przyciągały tłumy
Jednym z filarów działalności KAP-u pod wodzą Mayznera były wystawy. Klub organizował zarówno indywidualne pokazy płockich artystów – Heleny Jawniszko, Heleny Krowickiej, Natana Korzenia, Witolda Poray-Kuczewskiego – jak i grupowe. Najważniejsze były cykle „Wystawa Sztuki Płocczan”. W latach 1931–1939 odbyło się ich sześć. Prezentowano nie tylko malarstwo i grafikę, ale też rzeźbę, fotografię, rzemiosło artystyczne.
Mayzner otwierał drzwi dla artystów z zewnątrz. W Klubie gościli Władysław Skoczylas, Tadeusz Kulisiewicz, Edmund Bartłomiejczyk, Aleksander Laszenko, a nawet wielcy – Wojciech Kossak, Józef Chełmoński, Teodor Axentowicz, Jacek Malczewski, Leon Wyczółkowski. Współpracował z warszawskim i krakowskim środowiskiem. Organizował plenery malarskie uczniów Szkoły Sztuk Pięknych im. Wojciecha Gersona i Kurs Pamiątkarstwa Regionalnego.
Sekcja plastyczna pod jego okiem przygotowywała scenografie do spektakli i koncertów. Powstało studio malarskie i studium aktu – pierwsze takie miejsca w Płocku scalające lokalnych twórców. Dzięki Mayznerowi prace płockich artystów zaczęły znajdować nabywców. Członkowie Klubu doradzali kolekcjonerom, edukowali publiczność.
Szopki, które wstrząsnęły miastem
Ale największą sławę – i kontrowersje – przyniosły Szopki Płockie. Mayzner pisał teksty, Poray-Kuczewski i Nowiński robili kukiełki. Pierwsza, „Jeszcze jedno Hasło”, 18 marca 1933 roku podczas Wieczoru Satyry i Humoru. Potem „Strach na wróble” (1933), jubileuszowa „Śpij, miasteczko, śpij!” (1936) i „2 + 2 = 5” (1937). Widowiska obnażały przywary lokalnych elit – hipokryzję, biurokrację, małostkowość. Śmiech mieszał się z oburzeniem. Prasa się podzieliła: „Głos Mazowiecki” bronił, „Dziennik Płocki” atakował.
Mayzner nie bał się. Wiedział, że sztuka ma prowokować. Szopki stały się lustrem dla Płocka – i dowodem, że prowincja potrafi śmiać się z siebie.
Muzyka, literatura i codzienne życie Klubu
Sekcja muzyczna pod Janiną Grabowską-Kuczewską organizowała koncerty i śród literacko-muzyczne. Początkowo zamknięte, później otwarte dla publiczności. Mayzner osobiście dbał o atmosferę – kawiarnia w teatrze stała się salonem intelektualnym. Klub zarządzał nawet teatrem miejskim przez pewien czas i powołał pierwszą stacjonarną Szkołę Muzyczną (choć przetrwała tylko rok).
W 1933 roku do zarządu weszła Marcelina Rościszewska jako kierowniczka sekcji literackiej. Klub liczył ponad sto osób. Był monopolistą kultury w mieście – i to dzięki charyzmie Mayznera.
Cień wojny i powojenne marzenia
We wrześniu 1939 roku Mayzner zgłosił się do wojska jako oficer korpusu sądowego. Trafił do obozu jenieckiego w Murnau. Okupację przeżył, ale Klub zamilkł. Po wojnie wrócił do Płocka, otworzył praktykę adwokacką i próbował reaktywować KAP. W nowych realiach politycznych nie było na to miejsca. Mimo to nie poddawał się. Zmarł 28 marca 1951 roku w Płocku. Pochowano go na cmentarzu katolickim.
Jego odznaczenia – Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury, Złoty Krzyż Zasługi – były uznaniem dla człowieka, który łączył prawo z sztuką.
Ciekawostki i kontekst epoki
Lata 30. to czas wielkiego ożywienia kulturalnego w Polsce, ale prowincja często pozostawała w cieniu. Mayzner pokazał, że nie musi tak być. Jego rękopisy piosenek z 1911 roku, projekty scenografii, karykatury – wszystko świadczy o niezwykłej wszechstronności. Klub współpracował z Biblioteką im. Zielińskich, Muzeum Mazowieckim. Dziś jego spuścizna jest pieczołowicie przechowywana.
Mayzner nie tworzył w próżni. Otaczały go barwne postacie: Poray-Kuczewski – mistrz karykatury, Grabowska-Kuczewska – pianistka o europejskim szlifie. Razem tworzyli środowisko, jakiego Płock wcześniej nie znał.
Znaczenie dla Płocka i Mazowsza
Dzięki Mayznerowi Płock stał się artystyczną stolicą regionu. Klub scalający malarzy, muzyków, literatów pokazał, że kultura może integrować, edukować, prowokować. Nauczył mieszkańców odbierać sztukę, kupować obrazy, dyskutować o kulturze. Przerwał monopol prowincjonalnej szarzyzny.
Działalność KAP-u wpłynęła na całe Mazowsze. Wystawy przyciągały artystów z Warszawy i Krakowa. Szopki stały się wzorem lokalnej satyry. Nawet po wojnie, gdy Klub nie został reaktywowany, tradycja przetrwała – w 1995 roku nowy KAP podjął pałeczkę.
W 2026 roku, 75 lat po śmierci Mayznera i 95 lat od powstania Klubu, jego dziedzictwo pozostaje żywe. To dowód, że jeden człowiek z pasją może zmienić oblicze miasta. Adwokat z farbą i piórem pokazał, że prowincja nie musi być peryferią. Może być centrum – jeśli tylko ktoś odważy się marzyć i działać.
Płock pamięta. W zbiorach Książnicy, Muzeum Mazowieckiego i Biblioteki im. Zielińskich zachowały się zdjęcia, katalogi, kukiełki. Ale najważniejsze jest to, co Mayzner zostawił w sercach mieszkańców: przekonanie, że kultura jest potrzebna jak powietrze. I że warto walczyć o nią – nawet w najtrudniejszych czasach.