Dzwon płocki
16 grudnia 2011 14:12:23 Kategoria: Informacje Autor: krzysztof
Dzwon za poległych pod Warną
bił dziewięć razy
Królowi się zmarło,
wojsku się zmarło,
a dzwon bił dziewięć razy
o zmierzchu.
Płynęła Wisła do Dobrzynia,
rude słońce lizało fale po wierzchu,
czerniały lasy sosnowe,
szarzała mazowiecka równina,
stał Zamek Mazowiecki,
stała świątynia.
Tak działo się setki lat,
słyszeliśmy to ja i mój dziad,
pod kasztanami za Tumem
braliśmy zmierzch do ręki,
jak świętojański kwiat.
A dzwon płynął olbrzymią chmurą,
górą,
dziewięć razy
i setki razy.
Czegóż nas nauczyły wieki,
wsłuchanych w dźwięk daleki?
Trwać!
jak pod Warną,
i żeby tutaj się zmarło
Tak pisał o płockim dzwonie Władysław Broniewski. Wiersz ukazał się w roku 1951 w tomiku „Nadzieja”
Wieża w której mieści się dzwonnica zbudowana została razem z zamkiem ok. 1360r. za Kazimierza Wielkiego . Dzwony katedralne przeniesione zostały do niej w 1492r. i wtedy prawdopodobnie został zamontowany zegar toruńskiego zegarmistrza Fabiana Papelborna . Od tamtej pory wieża ta jest zwana wieżą zegarową. W tej wieży (dzwonnicy) według wizytacji kanonicznych z 1741 i 1774r. zawsze znajdowało się sześć dzwonów, o czym pisze arcybiskup J. A. Nowowiejski w monografii historycznej płocka . Pierwszy dzwon najważniejszy a zarazem i największy nosił nazwę św. Zygmunta (patrona naszego miasta) i jemu chcę poświęcić ten artykuł.
W dzwon ten uderzano według statusów kapitulnych na uroczystości kościelne , Chrystusa Pana , N.M.P, patronów i apostołów oraz śmierć osób duchownych. Po dzwonieniu wieczornym na Anioł Pański uderzano dziewięć razy sercem w odstępach jednominutowych na pamiątkę poległych pod Warną w 1444r., o czym pisał w swych wierszach Władysław Broniewski.
Dzwon z XV wieku zastąpił inny przelany w Gdańsku w XVII w. a w 1894r. w Płocku za biskupa Nowodworskiego został znów przelany i trwał aż do 1918r. 22 maja . Wtedy to Niemcy dopuścili się rabunku dzwonów o czym pisze w swych pamiętnikach pani Maria Macieszyna, nauczycielka i publicystka która zapisała się złotymi głoskami w kartach historii naszego miasta .Oto fragmenty z jej pamiętnika :
„22-go maja 1918r. w południe rozeszła się wieść, że Niemcy zabierają dzwony katedralne. Wyszłam zobaczyć co się dzieje . Przed dzwonnicą i na końcu wszystkich dróg i ulic ku niej wiodących stali żołnierze z karabinami , nikogo do dzwonnicy nie dopuszczając . Po Rynku Kanonicznym , około katedry i po Tumskiej górze chodzili ludzie , zbierając się w gromadki . Szczególniej dużo było dzieci . Słychać było uderzenia i jęki rozbijanych dzwonów. Ludzie patrzyli na wieżę , w której się coś strasznego i niesłychanego działo. Do wieży wpadali kolejno żołnierze , to z piłą , to z postronkami . Zdawało się że dzwon żyje , że zadają mu jakieś okropne męki , a on jęczy ,skarży się i wzywa pomocy . Nie wiem , czy gdzie dzwon jaki był tak kochany i czczony , jak nasz „Zygmunt”. Gdy rozległ się jego uroczysty głos w niedzielę lub święto , każdy słuchał ze wzruszeniem i powagą . „Zygmunt ! Zygmunt!” mówiono, radując się jego dźwiękiem. Wieczorem o zmroku , gdy wydzwaniał 9 uderzeń za poległych pod Warną, zdawało się , że nie można zakończyć dnia tego bez tego uroczystego wezwania do uczczenia rycerzy z przed pięciu wieków . „Zygmunt” był taką świętością , że wszyscy łudzili się , iż Niemcy nie będą śmieli targnąć się na niego . Nawet dzieci ze szkółek elementarnych , które mieszczą się chwilowo u stóp wieży w dawnym gmachu pobenedyktyńskim biegając niespokojnie ,jak mrówki , wznosząc główki ,w górę wołały , jak do kogoś żywego : „Zygmunt , Zygmunt! nie daj się ! ” Czekały pełne wiary , że Zygmunt uczyni coś takiego cudownego , co go ocali. I duchowieństwo nic nie wskórało . Na wszelkie przełożenia mówili Niemcy : „Właśnie Zygmunt. Metal jest najlepszy!”…
Na świecie jakby wszystko poszarzało . Zieleń majowa przywiędła , słońce pociemniało, ludzie byli jacyś szarzy , nie było słychać ani ich kroków , ani ich głosów , tylko te jęki z mroków wieży wychodzące. O Zygmuncie ! czyż to naprawdę ostatnie twe dźwięki ? Czy nigdy , już nigdy nie przemówisz do nas?…
Nad wieczorem z okna wieżowego wyrzucono część dzwonu na bruk . Zalśnił jak srebro i padł z hukiem , aż kamienie wyskoczyły w górę na wzrost człowieka , a ziemia wzbiła się słupem pyłu . Jak iskry doskoczyły drobne odłamki dzwona na wszystkie strony . Za chwilę padła druga część . Zewsząd zbiegła się ciżba ludzi do tych poświęconych szczątków . Każdy , kto mógł , chwytał odpryski dzwonu : jedni jako zbożną pamiątkę inni –handel sobie z nich czyniąc . Służąca pewna miała kawałek wielkości śliwki . Dawali jej zań niemało marek , ale dziewczyna nie chciała sprzedać . Postanowiła przechować go i oddać, gdy nowy dzwon lać będą , aby w nim znalazło się choć kawałek Zygmunta…
Są i czyny bohaterskie , które z podziwem jedni drugim opowiadają . Bohaterami są mali chłopcy . Oto 20 z nich zakradło się przez ogród biskupi do wieży , podczas gdy inne dzieciaki sprzeciwiały się stojącemu na warcie u wrót żołnierzowi . Już po nie w czasie straż zmiarkowała , co się stało . Biegną Niemcy szukać chłopców – niema ich ani śladu , bo chłopaki znają wszystkie lochy i skrytki starej wieży . Ściągnęli Niemcom z pod rąk kawał dzwonu i ukryli go w piwnicy , o której nikt nie wie.
Albo znów : 6 chłopców zakradli się na wieżę , chwycili ucho od dzwonu tak wielkie , że ledwie udźwignąć go mogli . Zanim Niemcy się spostrzegli , uciekli z „uchem” i ukryli go dobrze . Będzie do nowego dzwonu .
Przejdą lata – z dzieci tych ludzie wyrosną. Ale dzień kiedy Niemcy dzwony zabierali , utkwi niezatartym śladem w ich pamięci . O dniu tym opowiadać będą dzieciom, wnukom .
Tak pamięć o krzywdach doznanych przechodzi z jednego pokolenia na drugie”. .
We wrześniu 1922r. miasto usłyszało dźwięk nowych dzwonów , dzięki ofiarności i hojności społeczeństwa naszego grodu . Ofiary na nowe dzwony katedralne składały osoby prywatne , stowarzyszenia oraz młodzież akademicka , która nie była obojętna wobec historii tego miasta .
I tak klasa 4-ta szkoły ćwiczeń przy seminarium nauczycielskim ofiarowała 3500 marek . Kurs III-go Seminarium Nauczycielskiego Męskiego 2450marek .
Młodzież parafii Andrzejewskiej ofiarowała 8500mk.
Stowarzyszenie młodzieży polskiej w Skołatowie 5100mk.
Stowarzyszenie młodzieży z Chociszewa 5200mk .
Młodzież parafii Żałe 8400mk .
To tylko kilka przykładów i nie sposób wymienić je wszystkie ponieważ lista jest bardzo długa.
Dzwon „św. Zygmunta” który w 1941 roku wraz z innymi dzwonami Niemcy przetopili na armaty a którego do dnia dzisiejszego niema należało by wskrzesić.
Na dzwonnicy znajduje się dzisiaj pięć dzwonów
1. św. Stanisława o wadze 700kg.
2.św. Jakuba którego rodzicami chrzestnymi są Kornelia Ditman i Drętkiewicz ufundowało go miasto Darmsztad.
3.św. Faustyna o wadze 220kg. rodzicami chrzestnymi są pan Janczewski z żoną oraz pan Konrad Jaskóła z żoną
4.św. Stanisława Kostki o wadze 280kg. rodzicami chrzestnymi są H.Gronkiewicz Walz z mężem oraz państwo Weneda i Józef Gutowscy.
5. Bezimienny o wadze 120kg.
tekst nadesłał : Rajmund Klaus.
zdjęcie pochodzi z książki Mirosława Łakomskiego „Płockie Deja Vu”.
Autor: Mirosław Łakomski





